Nieprzebrane skarby kosmosu

Nieprzebrane skarby kosmosu

Czas, kiedy uważano, że Ziemia jest niekończącym się źródłem wszelkiego bogactwa, dawno już minął. Teraz nawet niefachowiec łatwo dostrzega, że zapasy surowców błyskawicznie zbliżają się do zera. Kończą się zapasy węgla, wysychają pokłady ropy naftowej, pustoszeją kopalnie.

Ludzkość z coraz większą nadzieją spogląda w Kosmos, słusznie spodziewając się, że tam znajdzie niczym nieograniczone, wciąż jeszcze przez nikogo nie eksploatowane zasoby wszelkiego bogactwa. Że kiedyś nastąpi podbój Kosmosu przez człowieka wydaje się być rzeczą pewną, ale moment kiedy to nastąpi, wciąż jest nieznany i wciąż odsuwany w coraz odleglejszą przyszłość. Rządy najbogatszych państw świata zdają się nie robić niczego, żeby tę chwilę przyspieszyć. Te ich ciągłe postękiwania o ogromnych kosztach badań i trudnościach piętrzących się na każdym kroku, powtarzane od lat, wyrobiły w nas przekonanie, że podróże kosmiczne, są piekielnie trudne, kosztowne i niebezpieczne.

Nikomu nie przychodzi do głowy, że taka opinia jest rozpowszechniana celowo i że ma ona za zadanie ukryć beznadziejną niekompetencję naszych elit naukowych i rządowych.

Że można inaczej przekonałem się stosunkowo niedawno. Niestety, ze zrozumiałych względów nazwy miejscowości i nazwiska niektórych osób nie mogą być podane do wiadomości ogólnej, stąd powiem tylko, że zostałem zaproszony do NN. Jest to niewielka miejscowość, położona w pasie przygranicznym na pograniczu Polski i Ukrainy, miejscowość cicha i spokojna, gdzie żyje się powolutku i po Bożemu. Chyba nie zdradzę tajemnicy, jeśli powiem, że byłem tam zaproszony na wesele. Na weselu, jak to na weselu, wypiliśmy trochę i wtedy gospodarze zapytali, jak mi smakuje wypita przed chwilą wódeczka. Była doskonała w smaku, więc chwaliłem ją głośno i szczerze. Bardzo to wszystkich ucieszyło i w nagrodę usłyszałem opowieść, jakiej próżno szukać gdzie indziej.

Zaczęło się od tego, że pan Janek przeczytał w Internecie o odkryciu przez astronomów w naszej Drodze Mlecznej obłoku, składającego się z czystego alkoholu etylowego, czyli spirytusu, o wymiarach bodaj 500 miliardów kilometrów!! Obliczenia robione przez różne inne ośrodki badawcze potwierdziły tę informację i dodały do niej jeszcze obliczoną zawartość czystego spirytusu w tym obłoku. Pominę skomplikowane, matematyczne działania i od razu powiem, że w obłoku znajduje się po prostu morze alkoholu, którego starczyłoby na stoły całego świata aż na jakieś 4 miliardy lat, ale pod warunkiem, że Polacy i Rosjanie by nie pili.

X