Nieprzebrane skarby kosmosu

Nieprzebrane skarby kosmosu

Stasiek nocami testuje niemiecką rakietę (Fot. wp.pl)
Zlokalizowanie obłoku nastąpiło dość łatwo i teraz już było wiadomo dokąd polecieć. Pozostało jeszcze znaleźć sposób na to, czym polecieć. Otóż sympatyczni mieszkańcy NN. rozwiązali i ten problem. Pod lasem miał swoje gospodarstwo pan Kazik. U pana Kazika, w stodole, leżała pod słomą już od wielu lat, ukryta tam jeszcze przez jego dziadka, rakieta „poniemiecka”, jaką Wehrmacht zostawił, uciekając przed radziecką ofensywą. Teraz, za zgodą pana Kazika, rakietę przejął komitet obywatelski, który się samorzutnie ukonstytuował i który postawił sobie za zadanie eksploatację alkoholowego obłoku.

Panowie zorientowali się, że rakieta jest nieuszkodzona, a jej silnik, pomimo tylu lat leżenia pod słomą, zapalił „od pierwszego razu”. Maleńkiej przeróbki wymagała tylko kabina pilota, gdzie wmontowano okienko i siedzenia, wzięte ze starego, małego Fiata.

Pilotem rakiety został syn Kazika Stasiek, który był w wojsku kierowcą czołgu i który powiedział, że poradzi sobie nawet z tą niemiecką rakietą. Kilka lotów próbnych wystarczyło, żeby chłopak nabrał odpowiedniej wprawy. Pierwszy lot w Kosmos nastąpił z zachowaniem tajemnicy i odpowiednich warunków bezpieczeństwa, w bezksiężycową noc, w dodatku podczas burzy z piorunami. Nikt wtedy nawet nie zauważył, że rakieta wystartowała. Polecieli ojciec i syn. Stasiek z Kazikiem.

Równo dwanaście dni później, pod wieczór, nad NN. pojawiła się rakieta i rycząc silnikiem wylądowała na polanie. Całe NN. wybiegło witać zwycięzców Kosmosu. Przylecieli cali i zdrowi!

W zbiornikach rakiety przywieźli 12 ton najczystszej na świecie gorzały! Pytałem Staśka, czy rzeczywiście tak trudno poruszać się po Kosmosie. Twierdził, że trochę trudno, ale tylko na początku. Jak ktoś złapie „dryg”, to idzie mu nie trudniej, niż na naszych, dziurawych szosach.

Wszystkie więc opowieści o morderczym Kosmosie, to gadanie ludzi chcących swymi relacjami osiągnąć określony cel. Nie dopuścić do masowych podróży kosmicznych!

Popijałem weselną wódkę z Kosmosu i z przyjemnością słuchałem miłych i dzielnych ludzi, którzy swój los ujęli we własne ręce. Nie oglądając się na żadne NASY, latają w Kosmos, innym pozostawiając dzielenie włosa na czworo. Długo tak jeszcze mogą latać. 4 miliardy lat, to naprawdę kupa czasu.

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 6 (130) 1 – 14 kwietnia 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X