Nad Dunaj szeroki, nad Dunaj głęboki

Nad Dunaj szeroki, nad Dunaj głęboki

Wycieczka z Crisanu (Fot. Wojciech Jankowski)Crişan
Crişan, niegdyś uboga wieś, jest w tej chwili rajem dla jej przedsiębiorczych mieszkańców. Widać tu mnóstwo reklam pensjonatów i hoteli. Wsie w środku Delty Dunaju przyciągają m.in. miłośników wędkowania. Przeciętny Rumun, gdy słyszy, że ktoś jedzie do Delty, zadaje pytanie „na ryby?”. Te miejscowości są też atrakcyjne z innego powodu. Są ciekawostką etnograficzną. W Delcie Dunaju mieszka wielu Słowian: potomków Kozaków zakładających tu przed laty Sicz Zadunajską, a także Rosjan, staroobrzędowców, nazywanych tu Lipowanami. Do ukraińskich wsi należy właśnie Crişan. Rzadko co prawda słyszy się tu obecnie ukraiński, młodzi nie zawsze znają język przodków, a starsi rozmawiają po ukraińsku tylko między sobą. Czasami starsi mieszkańcy wsi przechodzą na ukraiński, żeby nie rozumieli ich rumuńscy turyści.

Przed laty w innej wsi byłem świadkiem, jak babcia siedząca na ławce, na widok dziewczyny w bikini powiedziała, że taka to „hołu sraku” pokazuje, a nieszczęsna dziewczyna nie wiedziała nawet, że była obgadywana… Natomiast w Crişan zapytałem kiedyś skąd przyszli ludzie do tej wsi. I dowiedziałem się. Sąsiad pensjonatu, w którym mieszkałem powiedział: „Babcia mówiła, że z Zaporoża. Czy wy słyszeliście o czymś takim – Zaporoże? Myślę, że to nie wieś a jakieś większe miejsce.”

Poza wędkarstwem popularne w Delcie Dunaju są także wyprawy łodzią. Mieszkańcy delty często zabierają swoich gości na takie wyprawy. Zazwyczaj zawyżone dla zagranicznych turystów ceny takich atrakcji są zrekompensowane przez przecudowne widoki. Z miejscowości Crişan można wybrać się na wyprawę Starym Dunajem. To jedno z najdzikszych miejsc w Europie urzeka swym pięknem. Tu można zobaczyć pelikany i masę innych gatunków ptaków, których nazw nie znam nawet w ojczystym języku. Paulina podsumowując wyjazd powiedziała, że to była najwspanialsza część podróży – czterogodzinna wyprawa łodzią po Starym Dunaju, przez liczne kanały i kilka jezior. Po drodze zatrzymaliśmy się we wsi Mila 23. Tu z kolei można dogadać się po rosyjsku.

Miejscowi staroobrzędowcy nie asymilują się tak szybko jak Ukraińcy, którzy nazywają siebie Chachłami. Ukraińcy chodzą do cerkwi rumuńskiej, natomiast u staroobrzędowców językiem liturgicznym jest rosyjski. Rozpoczęliśmy pogawędkę ze starszą panią po rosyjsku. Była bardzo zainteresowana skąd jesteśmy i czy u nas mówi się po rosyjsku, ale po dłuższej rozmowie okazało się, że jej zainteresowanie nami i naszą ojczyzną miało drugie dno. Poprosiła nas o pieniądze.

Popłynęliśmy statkiem do Suliny. Sulina jest niezwykłym miejscem. To miasto, oddalone o kilka godzin drogi statkiem od Tulczy, w czasie wakacji staje się centrum turystyki, a potem na kilka miesięcy zamiera. W Sulinie są trzy latarnie morskie. Dunaj cały czas nanosi muł, piasek, materiał organiczny i buduje w ten sposób ląd. Pierwsza latarnia morska „oddalała się” od brzegu i trzeba było wybudować drugą, a potem trzecią. Wybrzeże morskie w Delcie Dunaju jest najwspanialszym miejscem do wypoczynku nad morzem. Prawie cała Rumunia wyjeżdża w okolice Konstancy bądź do Bułgarii. Delta nie pomieści wielkich tłumów i plaże nie są okupowane przez masę turystów, jak bywa pod Konstancą. Wystarczy dwudziestominutowy spacer plażą, by stracić z oczu innych turystów. W zasięgu wzroku zostaje tylko plaża i morze i… krowy. Podobno można niekiedy dojrzeć znajdującą się 44 km stąd Wyspę Wężową – przedmiot sporu Ukrainy z Rumunią.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X