Lux – torpeda

Lux – torpeda

Obraz nędzy i rozpaczy, czyli to, co pozostało z SD 80, najszybszego pociągu Polski Ludowej (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Zniszczono symbol przedwojennej Polski

Przyszedł wrzesień 1939 roku, a z wrześniem wiadomo, co przyszło. Podczas bombardowania dworca kolejowego w Krakowie zniszczone zostały dwie Lux-torpedy. Dwie kolejne torpedy, w tym tę najstarszą – austriacką, zniszczono podczas bombardowania stacji w Skarżysku Kamiennej.

 

Pozostałe dwie torpedy z Chrzanowa, nieuszkodzone, przejęli Niemcy, tworząc z nich tzw. pociągi specjalne, do dyspozycji generalnego gubernatora Hansa Franka. Torpedy woziły niemieckich ważniaków na urlopy do Zakopanego i Krynicy, lub specjalnych gości Hansa Franka, na wycieczki. Bywało, że nawet do Austrii.

 

Po wejściu Rosjan, w roku 1945 obie torpedy przejęła Armia Czerwona i trudno im było wytłumaczyć, że nie jest to ich zdobycz wojenna na Niemcach, tylko własność Narodu Polskiego. Wreszcie Rosjanie oddali Polakom obie torpedy i torpedy wróciły do Krakowa, ale w okropny sposób zdewastowane, niekompletne i absolutnie nienadające się do eksploatacji.

 

Z obu wagonów dało się wreszcie odtworzyć tylko jeden, ale i tak nienadający się na nic innego, jak tylko środek transportu, dowożący górników z Trzebini do kopalni Siersza. Drugi wagon już nie mógł być uruchomiony i służył jako magazyn części zamiennych dla tego pierwszego. Kiedy i ten pierwszy zaczął szwankować coraz częściej, w roku 1954 oba zostały pocięte na złom.

Tak został zniszczony jeszcze jeden materialny symbol przedwojennej Polski, ale pamięć o Lux-torpedzie w ludziach przetrwała. Niektórzy pamiętali ją, bo ją przed wojną widzieli, niektórzy, a takich była zdecydowana większość, nigdy Lux-torpedy nie widzieli, ale znali ją z opowiadań tych pierwszych. Więc, gdy w roku 1953 na stacji Warszawa Wschodnia pojawił się znany jakby skądś, opływowy kształt, a w uszach zadudniła pulsacja potężnego Diesla, wszyscy jak jeden mąż zakrzyknęli – Lux-torpeda!

Włoskie wagony motorowe
Nie była to, niestety, Lux-torpeda, ale włoski wagon motorowy SD 80, jakie w ilości trzech sztuk zakupiły PKP w zakładach Fiat-OM w Mediolanie.

Nawet nie był podobny do naszej Lux-torpedy, ale przelało się na niego wiele dawnej, przedwojennej miłości. Był naprawdę bardzo dzielny. Mógł pędzić z szybkością 130 kilometrów na godzinę wioząc 72 osoby. Jego pierwszą trasą była właśnie trasa Warszawa Wschodnia – Gdynia. W roku 1959 zaczął obsługiwać trasę Warszawa – Bydgoszcz. Potem była jeszcze trasa Warszawa – Świnoujście, gdzie otrzymał imię „Błękitna Fala”. Na tej trasie mógł przekraczać szybkość 100 kilometrów na godzinę i był to wtedy najszybszy polski pociąg.

Nie mam stu procent pewności, ale chyba wagony SD 80 używane były okazjonalnie do przewozu jakichś wielkich dygnitarzy radzieckich z granicy ZSRR do Berlina. Mieszkałem wtedy tuż przy magistrali kolejowej Moskwa – Berlin i dobrze pamiętam pędzące, jak szatan motorowe wagony, malowane na kolory kremowy i niebieski, rykiem syreny zganiające ze swej drogi wszystko co żyje, śmigające bez zatrzymywania się przez wszystkie nasze stacje. To jechali władcy świata do swojej filii w Berlinie. W podobny też sposób wracali do Moskwy.

W roku 1967 wagony motorowe przebudowano na wagony inspekcyjne, a w roku 1974 wszystkie trzy wagony zostały wycofane z ruchu. Jeden z nich został eksponatem Muzeum Kolejnictwa w Warszawie, ale po kilku latach, nie wiadomo dlaczego, został z tego Muzeum usunięty. Ustawiono go na zarośniętym krzakami, zapomnianym torze, gdzie od lat jest ofiarą wandali i zawodowych handlarzy złomem. Teraz przedstawia sobą obraz nędzy i rozpaczy, świadcząc o tym, że Polacy, chyba jednak nie cenią sobie swojej własnej przeszłości.

 

Szymon Kazimierski
Tekst ukazał się w nr 17 (93) 18 – 28 września 2009

X