Koniec świata?

Koniec świata?

Nie ma chyba dotąd encyklopedii czy słownika przepowiadaczy przyszłości. Gdyby powstał, zawierałby setki nazwisk, w dziejach ludzkości istniało bowiem wielu ludzi umiejących przewidywać, jakie wydarzenia los zgotuje czy to mieszkańcom Ziemi, czy też jej samej. Na ogół jednak unikali konkretów.

To, co wieścili, zawsze przedstawiali tak dwuznacznie, mgliście, że ich wypowiedzi można różnie interpretować. Ale byli popularni, cieszyli się poważaniem, bo ludzi zawsze ciekawiło, czego mogą się spodziewać, jakie powinni podjąć decyzje by wszystko ułożyło się jak najlepiej. Sława otaczała zwłaszcza tych wróżbitów, którzy trafnie przewidywali tok wydarzeń. Bo faktycznie, niektórym to się udawało. Z wielu, których należałoby tu wymienić, posłużmy się dwoma nazwiskami, gdyż ich nosiciele także – podobnie jak wspomniani na okładce „PF” Majowie – uważali, że rok 2012 będzie dla Ziemi dramatyczny.

Wpierw zwróćmy uwagę na żyjącego w XVI wieku Nostradamusa (1503-1566), który swą wiedzę o przyszłości świata zawarł w rymowanych czterowierszach, wypełnionych tak zawoalowanymi treściami, że do dziś ich sens różnie się tłumaczy. Faktem jest, iż przewidział sporo wydarzeń, zarówno mających zaistnieć jeszcze za jego życia (np. śmierć w 1559 r. francuskiego króla Henryka II), jak i późniejszych (np. rewolucję październikową w Rosji, pojawienie się takich kreatur, jak Stalin, Hitler, Mussolini, Franko, czy też pomyślne wylądowanie ludzi na Księżycu), ale możemy się spodziewać jeszcze wielu nadzwyczajnych zdarzeń, bo francuski medyk, matematyk i astrolog wybiegł swymi proroczymi myślami daleko w przyszłość zapowiadając, że ludzkość czeka wiele bardzo złych lat.

Nas interesuje przede wszystkim, co według niego wydarzy się w tym roku? Tu posłużymy się nową interpretacją czterowierszy Nostradamusa, przygotowaną przez hinduskiego filozofa i myśliciela Uppaluri Gopala Krishnamurti (1918-2007), różniącą się od poprzednich, skażonych, jego zdaniem, złym tłumaczeniem ze starofrancuskiego oryginału. Więc rok 2012 ma być rokiem, w którym cały świat ogarnie wojna, przy czym wojujące strony sięgną także po broń masowego rażenia, w tym nowe jej rodzaje. Ponoć tym zmaganiom ma dyrygować jeden jedyny człowiek, zwany przez Nostradamusa „Złodziejem”.

Ale nie od razu cały glob stanie w ogniu, wpierw srożyć się będą tylko lokalne wojny, wielkie państwa mają się do połowy roku trzymać na uboczu konfliktów, wejść do akcji dopiero wówczas, gdy sytuacja zacznie zagrażać całkowitemu zniszczeniu planety. Ale i one, niby to chcąc ją uchronić, przyczynią się w dużej mierze do dezintegracji planety, bo posłużą się m.in. bronią klimatyczną, a także chemiczną, czego konsekwencją będzie zmiecenie w krótkim czasie z powierzchni Ziemi setek miast i osiedli, zginą setki tysięcy, miliony ludzi. Wiele obszarów przez dziesięciolecia, a może i wieki, nie będzie się nadawać do życia.

Przetrwać trwającą cztery lata trzecią wojnę światową ma tylko jedno państwo, według Nostradamusa, „stare”. W jego czasach za takie mogły uchodzić tylko Chiny lub Indie. Potem jednak, w dalekiej przyszłości, Ziemię zaleje „światło niebiańskie”, które całkowicie wyzwoli ludzkość z wszelakiego zła, wówczas wszyscy będą szczęśliwi.

X