Gody

Gody

Boże Narodzenie w Warszawie (Fot. Bartłomiej Ryży/Polskapresse/warszawa.naszemiasto.pl)

Ostatnie dni 2010 roku stały się dla Polaków jeszcze jedną próbą z rodzaju tych na szczerość i trwałość deklaracji. Polskę odwiedzili przywódcy Rosji i Niemiec – państw, które od stuleci, niejako już tradycyjnie, postrzegane są jako jej wrogie. Dmitrij Miedwiediew, a następnie Christian Wulff wraz z prezydentem Bronisławem Komorowskim zawalczyli o przebaczenie, pojednanie.

Problemem tylko jest to, czy pojednanie polityków, czy narodów. Bo ci pierwsi zdają się dostrzegać wagę dwustronnych stosunków, ich ułożenia nie w cieniu dawnych krzywd i totalitarnych systemów, a w świetle interesów ekonomicznych i kwestii bezpieczeństwa XXI-wiecznej rzeczywistości. Nikt nie neguje bólu rodzin katyńskich, nie zaprzecza tragedii II wojny światowej. Ale czy nie byłoby łatwiej o wyjaśnienia, rehabilitację ofiar, zadośćuczynienie, gdybyśmy uporządkowali wzajemne relacje na płaszczyźnie polityki i gospodarki? Gdybyśmy stali się znaczącym i godnym zaufania partnerem w rozmowach, mającym w swoim ręku silne atuty, nie tylko petycje pokrzywdzonych?

Polacy nie mają dziś najlepszych relacji ze swoimi sąsiadami. Kładą nacisk na sprawy, które po bliższej analizie wydają się wręcz być drugoplanowe. Podczas gdy spośród placówek oświatowych, w których odbywa się poza granicami Polski nauczanie języka ojczystego, aż 100 znajduje się na Litwie, to nie mówimy o tym, że jest tam aż tyle szkół, a o tym, że domagamy się zapisu polskich nazwisk w litewskich paszportach. Mimo, iż przedstawiciele mniejszości polskiej na Litwie nie raz wyrażali pogląd, iż to temat zastępczy dla polskich polityków i mediów, forma ucieczki od rzeczywistych kłopotów litewskich Polaków, jakie związane są z rekompensatami za utracone majątki, te głosy nad Wisłą są przemilczane. Jakby nie rozumiano, że dziś ekonomia góruje nad ideologią, mimo, że może się to wydawać wielu z nas niewygodne. Pieniądz rządzi światem, czego nie zmienią nasze pobożne życzenia.

Polska rzeczywistość XXI wieku jest, jak się wydaje, odrealniona. Żyjemy przeszłością, choć, jak pokazuje nasza słaba znajomość własnej tradycji i jej nie rozumiemy do końca. Tworzymy problemy nawet, gdy ci, którzy są ich podmiotami, nie chcą by tak się działo. Uciekamy od ważnych decyzji, mogących zapewnić nam silną pozycję w regionie.

Ale może mimo wszystko, te święta, jakie jednoczyły i do dziś jednoczą Słowian, pod przybyłą na polskie ziemie od germańskich sąsiadów choinką, czegoś nas w tym roku nauczą? Może będziemy potrafili przypomnieć sobie, czym tak naprawdę jest ten czas. Czas miłości, odradzania, przebaczania. Czas, gdy warto postawić świat na głowie i w odwiecznych wrogach dostrzec potencjalnych sojuszników. I przebaczyć im w nadziei, że i nam przebaczą naszą pychę, ignorancję, zacietrzewienie.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 23-24 (123-124), 17 grudnia 2010 – 13 stycznia 2011

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X