Żeliwne arcydzieła Gródka Podolskiego

Żeliwne arcydzieła Gródka Podolskiego

Gródek Podolski nazywają „maleńką Warszawą”. Naturalnie, „depresyjnej” stolicy rejonu, ze zniszczonym przemysłem (niegdyś dobrze rozwiniętym) i zaniedbanymi ulicami do stolicy Polski – och, jak daleko. Z drugiej strony Gródek – to znane centrum religijne i kulturalne polskiej społeczności Ukrainy. Więc określenie „mała Warszawa” może być tu użyte bez ironii.

Ten artykuł nie jest o czasach teraźniejszych, ale o przeszłości. Raczej o zabytkach przeszłości. Szkoda, że większość zabytków, związanych z „polskim” okresem historii nie dotrwała do dziś. Po rewolucji zniszczono i rozebrano całkowicie piękny pałac, należący do rodziny Zamojskich. Ostatnim jego właścicielem był znany ukraiński uczony-mikrobiolog Sergij Winogradzki. W latach 30. wysadzono w powietrze piękny kościół św. Nagrobek Przemysława Skibniewskiego (Fot. Dmytro Panair)Anny i św. Stanisława… Zachował się jedynie stary klasztor franciszkanów, ufundowany przez Zamojskich. Ale po licznych przebudowach przypomina dziś raczej jakąś nieforemną skrzynię. Nawet przy bardzo rozwiniętej wyobraźni, trudno odczytać w tej budowli zarysy XVIII wiecznego arcydzieła architektury.

Na szczęście do naszych czasów zachował się jeden ze starych polskich cmentarzy Gródka, bo ten co był wokół kościoła św. Anny i św. Stanisława został zniszczony razem z kościołem. Stary gródecki cmentarz, to naturalnie nie Łyczaków, ale jest tu na co popatrzeć!

Przy samym kościele św. Stanisława w oko wpadają trzy żeliwne nagrobki Skibniewskich. Mieli swój majątek w Nowym Porzeczu, obok Gródka. Niegdyś pałac Skibniewskich całkowicie zasłużenie nazywano podolskim Wersalem. Niestety, całkowicie zniszczono go podczas rewolucji, a zachowała się jedynie stajnia. Teraz jest tam szkoła, którą nazywają „rogatą”. Można sobie tylko wyobrazić jak musiał wyglądać pałac, gdy tak budowano stajnie. W szczątkowym stanie zachował się też ogród pałacowy.

Obecnie nawet nagrobki Skibniewskich robią wrażenie. Niestety, czas i ludzkie barbarzyństwo je nie oszczędziło. Dziś nagrobek Wiktora Skibniewskiego (zmarłego w 1859 roku) zachował się we fragmentach. A jeszcze przed 25 laty była to gotycka świątynia, udekorowana licznymi żeliwnymi detalami. Dziś zniknęło gotyckie zwieńczenie oraz tablica z epitafium i płaskorzeźbą zmarłego. Jakieś pięć lat temu „zniknął” wysokiej artystycznej roboty owalny medalion z Matką Boską. Dziś na jego miejscu – zieje dziura. Najlepiej zachował się nagrobek 22-letniego Przemysława (1831-1853), przedstawiający udekorowaną kwiatami kolumnę, zwieńczoną wazonem. Zachował się całkowicie, chyba, ze wazon utracił uchwyty. Ten, sądząc z barwy metalu, odlany jest czy to z miedzi czy z mosiądzu. Aż dziwnie, że miejscowi „metaliści” do tej pory go nie zdjęli.

X