Do Madonny Latyczowskiej

Podróżując z Kijowa, powiedzmy, do Kamieńca czy Czerniowiec lub jadąc na gigantyczny bazar w Chmielnickim mijamy Latyczów.

Oprócz olbrzymiego zbiornika wodnego w miejscu, gdzie rzeka Wołk wpada do Bohu, przy którym miejscowi zawsze sprzedają ryby, uwagę zwraca tu wspaniały renesansowy kościół, otoczony murami z wieżą. Jest to kolejne, po berdyczowskim, maryjne sanktuarium na Podolu i Wołyniu. Tu niegdyś znajdował się cudowny obraz Marki Boskiej Latyczowskiej.

Klasztor powstał prawdopodobnie w sposób następujący: w 1606 roku papież Klemens VIII wyprawił na Podole dwóch dominikańskich misjonarzy. Zabrali ze sobą niewielką kopię obrazu Marki Boskiej Śnieżnej z rzymskiego kościoła Santa Maria Maggiore. Po przybyciu do Latyczowa spotkali się z nieżyczliwym przyjęciem ze strony tamtejszego starosty Jana Potockiego. Będąc protestantem nie życzył sobie katolickich księży w swoim mieście. Jednak małżonka Potockiego, która była gorliwą katoliczką, namówiła męża na wydanie zgody na osiedlenie się dla zakonników poza murami miejskimi. Dominikanie zorganizowali kaplicę w wiejskiej chacie. Legenda mówi, że pewnej nocy mieszkańcy miasta ujrzeli wielka łunę nad miastem, pośpieszyli więc w kierunku światła, myśląc, że to pożar. Na miejscu okazało się, że wielka jasność bije od obrazu. Na miejsce przybył też Jan Potocki – pod wpływem tego, co zobaczył nawrócił się. Ukląkł i trwał tak do świtu, po czym oddał zakonnikom swoją niedobudowaną twierdzę. W tym samym roku rozpoczęła się budowa murowanej świątyni p.w. Wniebowstąpienia Najświętszej Marii Panny i zabudowań klasztornych. Do fundacji dołączyli się Potoccy z Kamieńca, o czym świadczy dziś prawie zatarty napis na kamiennej tablicy w ścianie świątyni.

Kolejny cud za sprawą Madonny Latyczowskiej stał się w 1638 roku, gdy wojewoda podolski Stanisław Rewera Potocki prześladował w okolicach zagony tatarskie. W nocy ukazała mu się nieznana kobieta, która powiedziała, że nie pora na sen, bo wróg jest blisko. Po przebudzeniu zebrał starszyznę, ale doradzono mu, aby położył się spać, bo te widziadła są ze zmęczenia. Jednak sen się powtórzył po raz drugi i trzeci. Potocki nakazał stawać do boju. Rano okazało się, że wojska tatarskie chciały zaskoczyć śpiących Polaków, ci jednak byli gotowi do obrony i bitwę wygrali. Wojewoda i żołnierze przyszli do klasztoru na dziękczynne nabożeństwo i w wizerunku Matki Bożej Potocki rozpoznał kobietę, która we śnie powiedziała mu: „Baczność rycerzu! Wróg u twych ziem!”. Ten cud potwierdziło wielu świadków, pośród nich był również klasztorny subdelegat Jan Macewicz. Wojewoda i całe wojsko złożyli tzw. „kopytkowe” – ofiarę od każdego kopyta końskiego na klasztor. Dzięki tej ofierze klasztor został dobudowany.

Podczas najazdu Chmielnickiego na Lwów latyczowscy dominikanie zdążyli wywieźć cudowny obraz do klasztoru lwowskiego. Pusty i splądrowany klasztor spalili Tatarzy w 1652 roku i dopiero za 50 lat oo. dominikanie powrócili do Latyczowa. W 1722 roku, gdy odbudowano klasztor, powrócił tu cudowny wizerunek.

{gallery}gallery/latyczow{/gallery}

Przed obrazem zdarzały się kolejne cuda: przejrzało dwóch ślepców, 33 osoby uzdrowiły się z różnych chorób, głusi odzyskali słuch, a niemi przemówili. Najważniejsze cuda udokumentowano: w 1728 roku Kazimierz Słotwiński na łożu śmierci polecił się opiece Matce Bożej Latyczowskiej. Po jego śmierci trumnę zaniesiono do kościoła, gdzie następnej nocy zmartwychwstał. Pewna matka przyniosła do klasztoru ciężko chore dziecko, które zmarło w drodze. Nie zważając na to matka poleciła się opiece MB i idąc obok świątyni usłyszała litanię maryjną. W tej chwili ujrzała, że dziecko ocknęło się i jest zupełnie zdrowe. Do zbadania cudów z Watykanu przybyła specjalna komisja, która wszystko dokładnie opisała. 4 października 1778 roku odbyła się uroczysta koronacja cudownego obrazu złotymi koronami, inkrustowanymi klejnotami, które przekazał papież Pius VI. Niestety, w tym samym roku kosztowności zostały wykradzione i dopiero po stu latach odbyła się ponowna koronacja cudownego obrazu. Złote korony udekorowane perłami i pięcioma brylantami przekazał dla Matki Boskiej i Chrystusa papież Leon XIII.

Dominikanie mieszkali w klasztorze do 1832 roku, po czym kościół został przekształcony w parafialny. W połowie tegoż wieku malarz Paszkowski odnowił stare malowidła w kościele przedstawiające tajemnice św. różańca. W świątyni było osiem ołtarzy. Cudowny obraz, umieszczony w ołtarzu głównym, otwierany był jedynie na niedziele i święta. Na zasłonie przedstawiono nawiedzenie św. Elżbiety przez Matkę Bożą. W tym okresie odnowiono świątynię również z zewnątrz. Trójkątny fronton udekorowany wazonami miał wgłębienie, na którym w różnych okresach widniały różne wizerunki – między innymi Madonna trzymająca na kolanach Dzieciątko i przekazująca różaniec św. Dominikowi i św. Katarzynie.

Po wybuchu I wojny światowej ówczesny proboszcz o. Franciszek Szymkus przekazał obraz na przechowanie Zdzisławowi Grocholskiemu do jego majątku w Piatniczanach, następnie przekazano go do Winnicy, do kościoła pokapucyńskiego. Gdy na Podole przyszły wojska polskie, obraz zwrócono, ale w 1920 roku bolszewicy o mały włos nie zniszczyli obrazu. Wierni ponownie musieli go ratować. Tym razem zawędrował do Warszawy. Przed II wojna światową obraz MB Latyczowskiej znajdował się w katedrze łuckiej, a obecnie jest w lubelskim klasztorze ss. służebnic NMP.

Życie parafii toczyło się dalej, w okresie terroru stalinowskiego w 1933 roku, proboszcz kościoła o. Jan Kucharski razem z wielką ilością parafian zostali zesłani na Syberię i do Kazachstanu. Świątynię zamieniono na stajnie dla koni kołchozowych. Później w klasztorze były siedziby NKWD i Gestapo. Zginęło tu wielu niewinnych ludzi.

Po 1945 roku kościoła, w odróżnieniu od wielu świątyń w sąsiedztwie, nie oddano wiernym. Urządzono tu magazyn zboża i materiałów budowlanych, a w celach klasztornych – szwalnie, karczmę i warsztat, w którym produkowano nagrobki. Wszystko  spłonęło w 1984 roku. Pożar trwał trzy dni, a wierni podejrzewali  umyślne podpalenie. Zginęło wówczas wszystko to, co ocalało w poprzednich latach, w tym i freski i organy. W 1989 roku parafianie, mimo oporu miejscowych urzędników, weszli do świątyni i odprawili pierwsze po niemal 50 latach nabożeństwo. Świątynię przekazano wiernym, a w czasach niepodległej Ukrainy zwrócono zabudowania klasztorne.

Zasłużoną dla odbudowy klasztoru osobą jest proboszcz o. Stanisław Fiuk. W czasach jego posługi świątynię pokryto nowym dachem, rozpoczęto konserwację wnętrz, ocalałych fresków, odbudowę ołtarza głównego. Zainicjowano pierwsze piesze pielgrzymki na odpust 6 lipca – z Kamieńca i Tomaszpola.

Obecnie zespół klasztorny jest odbudowany praktycznie w całości. Z dawnych lat w kościele zachował się jedynie fresk w prezbiterium przedstawiający Jana Potockiego przenoszącego cudowny obraz z wiejskiego domu do Latyczowa. Wierni przechowali krzyż z ołtarza z 1862 roku. Obecnie trwa remont bocznych kaplic, mają one niejednakowe sklepienia. Wydaje się przez to, że świątynia jest trzynawowa. W 2008 roku ustawiono nowe 26-głosowe organy. Wcześniej – wstawiono witraże i wykonano nowe freski. Na fasadzie znowu zobaczymy scenę przekazania różańca.

Obecny proboszcz świątyni o. Adam Przywóski odnowił narożną wieżę, przywracając jej autentyczne zwieńczenie z herbem Potockich i datą 1598. W środku powstaje muzeum klasztorne, a na górnej kondygnacji jest już gotowy taras widokowy, z którego rozlega się wspaniały widok na sanktuarium i okolice.

W dawnym klasztorze znajduje się dom pielgrzyma i centrum rekolekcyjne. W 2006 roku do kościoła powróciła kopia cudownego obrazu. Każdego roku, 6 lipca, do Matki Latyczowskiej pielgrzymują wierni. Mam nadzieję, że kiedyś i ja wezmę udział w pielgrzymce.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 23-24 (219-220) za 19 grudnia 2014 – 15 stycznia 2015

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X