Zabytki wydzierżawione

Zabytki wydzierżawione Kościół w Załoźcach (Fot. Dmytro Antoniuk)

Urzędnicy znów zaczęli mówić o możliwości dzierżawy zabytków. Rozwiązanie takie wynika z braku funduszy na ich utrzymanie. Skoro budżet nie zakłada żadnych pieniędzy cała nadzieja w „magnatach” i – co bardziej prawdopodobne – entuzjastach, którzy będą w stanie uratować zabytkowe dziedzictwo.

Pamiętamy smutną historię z 2010 roku, gdy Lwowska Administracja Obwodowa wydzierżawiła zamek książąt Ostrogskich w Starym Siole i spalony pałac Potockich w Tartakowie. Do dziś w rekonstrukcję tych ruin biznesmeni nie włożyli ani kopiejki i zabytki nadal popadają w ruinę. Obecnie kolej doszła do Ziemi Tarnopolskiej. Niedawno obwodowy wydział mienia państwowego Ukrainy zaproponował chętnym dzierżawę kilku zabytków. Na liście znajdziemy: siedemnastowieczne zamki w Sidorowie i Wysuczce, szesnastowieczną kaplicę rodową Wiśniowieckich w Załoźcach i synagogę w Husiatynie z tegoż okresu. Przyszli dzierżawcy mają spełnić jeden podstawowy warunek: w starych murach powinny powstać „obiekty turystyczno-kulturowe”. Innymi słowy: hotele, restauracje bądź muzea.

Kościół w Załoźcach (Fot. Dmytro Antoniuk)

Jeżeli chodzi o zamki to taka perspektywa nie wywołuje szczególnych zastrzeżeń – na całym świecie takie obiekty służą turystom. Natomiast synagoga czy kaplica podpadają pod działanie ustawy, podpisanej jeszcze w okresie prezydentury Leonida Krawczuka o zwrocie obiektów sakralnych ich prawowitym właścicielom. Słusznie więc zaprotestował przeciwko temu przewodniczący tarnopolskiego stowarzyszenie obwodowego „Gmina Żydowska” Igor Banzeruk. W wywiadzie udzielonym na stronie religijno-informacyjnej służby Ukrainy risu.org.ua, podkreślił: „Dziwne, że w kwestii synagogi w Husiatynie nie zwrócono się do nas. Wprawdzie, nie ma tam obecnie wspólnoty żydowskiej. Uważam jednak, że w państwie prawa dążącym do Europy, zabytek powinien być zwrócony wiernym, a my zadecydujemy o jego losie”.

W komentarzu do tegoż wydania dziekan parafii katolickiej w Tarnopolu zaznaczył: „W Załoźcach nasi wierni mają inną świątynię. Jej odnowienie pochłonęło sporo kosztów. Kiedyś była mowa o rozbiórce tego kościoła i z jego cegieł miał być wystawiony kościół w Tarnopolu. Jednak kardynał Jaworski powiedział: Jak to będzie wyglądało przed ludźmi? Bardziej stosowne byłoby umieszczenie w kościele biblioteki czy sali, a nie klubu i dyskoteki”.

Synagoga w Husiatynie (Fot. Dmytro Antoniuk)

Interesujące, że urzędnicy z wydziału mienia twierdzą, że husiatyńska synagoga jest „w stanie awaryjnym, a kościół – w zadowalającym”. Co się tyczy oceny stanu synagogi, to z tym można się jeszcze zgodzić. Ale przypadek kościoła świadczy o tym, że wojewódzcy urzędnicy nie zadali sobie nawet trudu obejrzenia obiektu w Załoźcach. W innym przypadku nie pisaliby takich bzdur. Przypominam, że mówimy o zabytku datowanym według różnych źródeł na XVII, XVI, a nawet XV wiek. Wielokrotnie była odnawiana. Wiadomo, że pieniądze na kaplicę wyłożył książę Konstanty Wiśniowiecki (znany z tego, że poparł Łżedymitra I i wyprawę na Moskwę) i również hetman wielki koronny Józef Potocki. To właśnie jemu, zmarłemu w 1751 roku w tutejszym zamku, urządzono jeden z najbardziej uroczystych pogrzebów w osiemnastowiecznej Rzeczypospolitej. Spoczął w kościele w Stanisławowie. Mająca takich fundatorów kaplica uważana była słusznie za jedną z najokazalszych świątyń w okolicy. Niestety jej wyposażenie poszło z dymem podczas I wojny światowej, kiedy została trafiona przez pocisk. Do 1938 roku zdążono ją odbudować. Ale dziś kościół wygląda jak przed stu laty, a być może nawet gorzej: brak dachu, wewnątrz krzaki i śmiecie, trumny Wiśniowieckich z krypty ukradli sowieccy żołnierze w czasie II wojny światowej. Jakim sposobem taki stan rzeczy urzędnicy uważają za „zadowalający” – nie wiadomo.

Jeszcze słów kilka o dwóch wymienionych zamkach. Zamek w Wysuczce koło Borszczowa znany jest z XVII wieku. Po zdobyciu Kamieńca w 1672 roku został on również zdobyty przez wojska tureckie, ale już w trzy lata później stacjonował tu król Jan III Sobieski. W pierwszej połowie XIX wieku ówcześni właściciele Golejowscy-Czarkowscy przebudowali zamek na pałac, zachowując baszty w narożnikach. Przed pierwszą okupacją sowiecką były tu kolekcje militariów, mebli, obrazów i biblioteka. Wszystko to znikło z przyjściem „wyzwolicieli”, a sam pałac przestał istnieć jeszcze przed ogłoszeniem niezależności przez Ukrainę. Pozostały jedynie dwie stare wieże. Jedną z nich dyrektor tamtejszego kołchozu nakazał wyburzyć przy pomocy traktora, aby „kamienie z wieży nikogo nie uszkodziły”. Bardzo oryginalny sposób troski o bliźniego… Dziś z zabytku pozostała jedna wieża i podmurówka drugiej – tej zrujnowanej przez „dobrego gospodarza”.

Zamek w Sidorowie wygląda znacznie potężniej. Turyści i krajoznawcy określają go mianem „pancernika”, bo z pewnej odległości faktycznie przypomina bojowy okręt. Wzniesiony przez hetmana polnego koronnego Marcina Kalinowskiego w 1640 roku, również padł przed Turkami, okupującymi Podole. Później stopniowo popadał w ruinę i już od połowy XIX wieku nikt w nim nie mieszkał, ponieważ ówcześni właściciele Sidorowa – Pajgertowie wybudowali dla siebie pałac. Ale los tego zabytku przypomina dzieje zamku w Wysuczce. W latach 50. XX wieku sekretarz probużnieńskiego rejonu, niejaki Szulak, nakazał zniszczyć rezydencję Pajgertów i wysadzić południowo-wschodnią część zamku. Prawdopodobnie planowano poprowadzenie drogi przez teren posiadłości, ale poza zniszczeniami nie dokonano niczego więcej.

Zabytki te mają zostać wydzierżawione. W tej sprawie można się kontaktować z wydziałem mienia państwowego obw. tarnopolskiego pod adresem: Tarnopol, ul. Tancorowa 11, pokój 701 lub telefonicznie: +38(0352) 52.36.38. O ile urzędnicy nie wywindują cen dzierżawy to grupa entuzjastów mogłaby zagospodarować, powiedzmy, zamek w Sidorowie.

Zamek w Nagórzance (Jagielnicy) (Fot. Dmytro Antoniuk)

Na Ziemi Tarnopolskiej był już precedens, gdy sprzedano starą twierdzę w Nagórzance (niektórzy nazywają ją „w Jagielnicy”). Zbudowany w XVII wieku przez Lanckorońskich została zamieniona przez Austriaków na fabrykę tytoniu. Zakład działał w okresie sowieckim i został sprywatyzowany w 2007 roku za rekordową wówczas sumę 950 tys. dolarów USA przez firmę „Atlas” z Czerniowiec. Planowano tam otwarcie centrum turystycznego z muzeum i hotelem. Rekonstrukcję rozpisano na pięć lat. Minęło już o wiele więcej czasu, a zabytek nadal wygląda jak w okresie sowieckim. Wprawdzie pierwsze lata po przejęciu nowi właściciele wynajmowali miejscową ludność do oczyszczania piwnic, demontażu rur i konstrukcji, które zasłaniały widok na zamek. Ale już od dawna nic się tu nie dzieje. Robotnicy zmienili się w ochroniarzy, którzy w zależności od nastroju puszczają pojedynczych gości na zamkowy dziedziniec.

Dobre jest przynajmniej to, że państwo otwarcie przyznaje się do tego, że nie jest w stanie utrzymywać zabytków i nie przeszkadza potencjalnym gospodarzom. Może przynajmniej tym razem spełnią się nadzieje na ratunek pokładane w dzierżawie?

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 5 (225) za 17-30 marca 2015

X