Bitwa o media na Wschodzie – diabeł tkwi w szczegółach

Bitwa o media na Wschodzie – diabeł tkwi w szczegółach

„Sikorski nadal nie płaci”, „Larum grają”, „Czy MSZ zlikwiduje polskie media na Wschodzie?” – to tylko niektóre tytuły, jakie pojawiły się ostatnio w prasie polskiej.

„W imieniu Przewodniczącego Komisji Łączności z Polakami, w związku z niepokojącymi informacjami dochodzącymi z Ukrainy proszę Pana jako wydawcę największej gazety polskiej o opinię jaka obecnie jest sytuacja mediów polonijnych na Ukrainie?” – to mail z Kancelarii Sejmu RP z 12 lipca br.

Codziennie mnóstwo telefonów od dziennikarzy z Polski, z prośbą o informacje i komentarz. I pytania od czytelników: „Czy wyjdzie następny numer Kuriera Galicyjskiego?”.

Co się stało?
Reforma. Albo lepiej reorganizacja. Można też użyć modnego wyrażenia: „alokacja środków”. Do zeszłego roku fundusze dla Polaków za granicą były przyznawane przez Senat RP. W roku bieżącym przejęło je Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Nie stało się to „deus ex machina”. MSZ zabiegało o to od dawna, mimo oporu dużej części senatorów i posłów RP. Zmiany argumentowano tym, że zgodnie z zasadami podziału władzy – to administracja rządowa, a nie Senat, który sprawuje rolę nadzorującą i kontrolną, powinna być odpowiedzialna za wydawanie tych pieniędzy. Sprawa rozstrzygnęła się na korzyść MSZ dopiero w końcu lutego, a do działań mogło ono przystąpić dopiero po przyjęciu budżetu państwa, co w tym roku nastąpiło w pierwszej dekadzie marca. Dopiero wtedy MSZ ogłosił kilkudniowe (!) konsultacje, po czym ogłosił wymagany ustawą konkurs.

Konkurs ogłoszony przez MSZ, do którego mogły przystąpić organizacje pozarządowe (tzw. NGO-sy), zajmujące się Polonią i Polakami za granicą został rozstrzygnięty 18 maja br. Następnym etapem powinno być podpisanie odpowiednich umów pomiędzy MSZ a tymi organizacjami. Według posiadanych przez nas informacji, pierwsze tego typu umowy podpisano na początku lipca. Żadna nie dotyczyła mediów polskich na Wschodzie. Zgodnie z prawem, dopiero po podpisaniu tych umów, „zwycięskie” organizacje startujące w konkursie mogą podpisać kolejne umowy z ostatecznymi beneficjentami za granicą.

Od początku było jasnym, że opóźnienie jest nieuchronne, jednak nikt nie spodziewał się, że nabierze takiego wymiaru. Jest prawie koniec lipca, a żadne z polskich mediów na Ukrainie, jak również żadna polska organizacja nie otrzymała nawet złamanego grosza. Obietnice, owszem są. Realnych pieniędzy wciąż nie ma.

Od początku lipca, prawie codziennie, poczęły napływać nowe informacje o zawieszeniu kolejnych polskich tytułów prasowych czy audycji radiowych i telewizyjnych. Sprawa nie dotyczyła tylko Ukrainy, ale całego „posowieckiego” Wschodu – od Dyneburga na Łotwie, po Donbas na Ukrainie. Sparaliżowana została działalność większości organizacji polskich na tym obszarze i co gorsza, większość inicjatyw edukacyjnych. W konkursie, z przyczyn formalnych, nie przeszedł sztandarowy projekt stypendialny „Semper Polonia”, dzięki któremu młodzi Polacy ze Wschodu mogli studiować w kraju swego zamieszkania. Trzeba przy tym zaznaczyć, że na Ukrainie większość szkół wyższych to uczelnie płatne.

Wystąpienie Doroty Jaworskiej – redaktor naczelnej kwartalnika „Krynica” (Fot. Maria Basza)Bitwa polityków czy próba naprawy?
13 lipca sprawa trafiła pod obrady sejmowej Komisji ds. Łączności z Polakami za Granicą. Komisja przerwała swoje posiedzenie, podczas którego chciała ocenić, jak po zmianach funkcjonuje system rozdziału środków dla środowisk oraz mediów polonijnych. Prezydium komisji postanowiło przeprowadzić wizytację na Ukrainie, by osobiście przekonać się o sytuacji.

W międzyczasie, 18 lipca, na spotkanie z przedstawicielami polskich mediów na Ukrainie przybył do Lwowa prof. Janusz Cisek, podsekretarz stanu w polskim MSZ. Jednocześnie w ciągu kilku dni poprzedzających spotkanie, przedstawiciele większości mediów, które nie uzyskały finansowania w ramach przeprowadzonego konkursu, otrzymywali za pośrednictwem konsulatów informacje o przydzieleniu im środków bezpośrednio z puli MSZ. Obecni na spotkaniu przedstawiciele mediów podnosili sprawę, iż media są w szczególny sposób czułe na brak funduszy. To tzw. projekty ciągłe, sens jakich polega na nieprzerwanym i systematycznym procesie wydawania periodyków lub emisji audycji radiowych czy telewizyjnych. Nie jest prostą rzeczą sformowanie zespołu redakcyjnego, zbudowanie systemu dystrybucji. Wszystko to wymaga środków finansowych. Nie jest rzeczą obojętną kiedy staną się one dostępne dla ostatecznych beneficjentów. Każde z mediów to przecież większe lub mniejsze przedsiębiorstwo, podlegające prawu gospodarczemu.

X