Autor niezwykłych historii

Autor niezwykłych historii

Okręt szkolny „Schleswig-Holstein” w gdańskim porcie (Fot. podhorski.salon24.pl)Gdzie szuka Pan informacji?
W Internecie najczęściej. Jeżeli nie mogę znaleźć informacji w języku polskim, to szukam w języku niemieckim lub angielskim. Związek Radziecki nauczył nas historii takiej, jaka jemu była wygodna, a nie takiej, jaka się wydarzyła. Trzeba niektóre rzeczy po prostu „odkręcać”. Tak, jak to było z Westerplatte. Jest to stereotyp, jak bohaterscy żołnierze czwórkami szli do nieba. To wszystko nieprawda. Pewnie, że byli bohaterscy żołnierze.


Najważniejszą rzeczą, jakiej Polacy jakoś nie mogą chwycić jest to, że Westerplatte nie leżało w Polsce. Westerplatte było poza granicami Polski. To była placówka zagraniczna.


Nieprzyjacielski atak na Westerplatte de facto nie był początkiem wojny polsko-niemieckiej. To była wojna gdańsko-polska. Gdańsk był wtedy osobnym państwem, pragnącym bardzo połączyć się z Rzeszą Niemiecką. Żołnierze polscy nie walczyli z niemieckimi żołnierzami, tylko z policją gdańską.

Pan najczęściej porusza tematy wojenne.
Bo mi to najlepiej wychodzi. Czuję się oficerem. Jestem kapitanem w stanie spoczynku. Mój ojciec zawodowo w wojsku służył. Właściwie wychowałem się w koszarach. Może dlatego ten temat jest mi najbliższy. Poza tym, jest to temat zawsze „gorący”. Jest to zawsze historia wojny, a na wojnie ludzi się zabija. Cała ta otoczka – orkiestry, sztandary, parady są jakby po to, żeby zasłonić prawdziwe działanie wojska, które polega na zabijaniu się. Jeżeli się o tym głośno mówi, zaraz to brzydko wygląda. Lepiej mówić o bohaterach, krzyżach.

Co musiało by się zmienić na świecie, żeby nie było wojen, zabijania się?
Żołnierz, to najstarszy zawód na świecie. No, może przed żołnierzem, pierwszym był jeszcze zwyczajny zbój. Dobrze by było, żeby się ludzie otrząsnęli z tego zabijania. Nie wiem, czy to jest wykonalne. Chyba bez interwencji siły nadprzyrodzonej nie da się tego zrobić na ziemi… Ale bądźmy optymistami. Nie wiem, czy ja dobrze robię, że tą wojnę ciągle przypominam? Może nie trzeba tego robić? Ale ludzie chcą wiedzieć jak to było naprawdę. Tym bardziej, że byli bezczelnie, po chamsku oszukiwani przez bardzo długi okres.

Życzę Panu nowych pomysłów, nowych odkryć w tej zagmatwanej często historii i przekazanie czytelnikom rzetelnej informacji.
Będę się starał. Mimo, że staram się pisać możliwie krótko, to i tak zajmuję w gazecie bardzo dużo miejsca.

Pan posiada bardzo dobry styl pisania, łatwo się czyta Pana artykuły…
Cieszę się z tego. Gdyby było inaczej, nikt by tego nawet do połowy nie doczytał. Chodzi mi o to, żeby jednak do końca doszli. Fakty, które przedstawiam, mogą być tylko wtedy nieprawdziwe, jeżeli mnie ktoś potrafił oszukać na tyle, że przyjmę to za prawdę. Sam z siebie niczego nie dodaję. Być może, że trafię kiedyś na jakieś źródło podstępnie nieprawdziwe, a przekonywujące. Tylko w ten sposób mógłbym swoich czytelników „wpuścić w maliny”.

Tekst ukazał się w nr 21 (97) 17– 28 listopada 2009

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X