Targi starego Stanisławowa. Część 2 Na Targowicy. Grafika z XIX w. ze źródeł internetowych

Targi starego Stanisławowa. Część 2

Dziś niewielkie bazarki handlu artykułami spożywczymi są w każdej dzielnicy Frankiwska. A nasi przodkowie mieli bardziej ograniczone możliwości dokonywania zakupów. Chociaż – ile tam było tego Stanisławowa?

Kaleki, prosięta i małpki

Dawniej na miejscu parku Żołnierzy-internacjonalistów było wielkie jezioro, skąd spuszczano wodę do fosy fortecy. Na początki XIX w. staw zasypano, a na powstałej łące zorganizowano targ bydła. Handlowano tam we czwartki

W 1905 r. dziennikarz Jan Niedopytalski pozostawił interesujący opis tego targu:

„W dzień handlowy stańcie koło jednej z dróg, prowadzącej do wioski i obserwujcie mozaikę ludu wiejskiego, ciągnącego do miasta. Oto Iwan z Wołczyniec, każdego tygodnia prowadzi prosię do miasta, niby na sprzedaż. Ale, tak naprawdę, idzie tam jedynie po to, aby spotkać się z kumami, popić piwka pod „złotą rybkę”. Prosięcia wcale nie ma zamiaru sprzedawać. Warte jest ze 20 reńskich, ale Iwan, broń Boże żeby go nikt nie kupił, prosi całych 40. I tak co czwartku, maszerują oni we dwoje na targ z Wołczyniec tam i powrotem. Takich „handlarzy” jest tam chyba połowa.

Wszystkie drogi, a najbardziej Halicka i Wołczyniecka, zapełnione są przede wszystkim wszelkimi kalekami, którzy swoje rany, złamane ręce i nogi wystawiają na pokaz publiczny, krzykliwym głosem prosząc o jałmużnę. Dziady te, po swojemu dbają o swoje rany, aby, broń Boże, nie zagoiły się, bo wówczas spadnie zarobek, który czasami dochodzi do 20 koron dziennie.

Przenieśmy się jednak do Targowicy – centrum wszelkiego handlu i ruchu towarów. Pełno tu wozów, na każdym siedzi dziewka lub chłopak i pilnuje bydła. Koło wagi ruch jest największy, tu poganiacze zawodowym okiem oceniają ofiary swego rzemiosła. Pisk i krzyk tu, jak podczas upadku wieży św. Marka. Szczęśliwy ten, kto sprzeda, ponieważ od razu jest wódka. Część wynagrodzenia idzie na podatek, ubezpieczenie, stawkę bankową itp.

Nowa Targowica. Zdjęcie z lat 30. XX w. z książki „Stanisławów w datach i cyfrach”

Od strony ul. Halickiej na Targowicy widzimy inną scenę. Tam zajął miejsce kataryniarz ze swoim instrumentem, na którym wygrywa różne melodie. Ma swego rodzaju przynętę dla łatwowiernych wieśniaków i wieśniaczek, bo za jego granie nikt by mu nawet centa nie dał. Na katarynce siedzi gibraltarska małpka, ubrana w czerwony kubraczek i patrzy w usterko. Kupa wiejskich kobiet przygląda się jej z ciekawością, z otwartą gębą. Jedna pyta drugą: „Co to za cudo?”. I chociaż każda trochę ze strachem patrzy na małpkę, ale nie odchodzą. W tym czasie kataryniarz wyciąga nowe cudo – białe myszy lub papugę, które za dwa centy ciągną losy, wykonując misję delfickiej Pytii. Nie poznać swego losu za dwa centy, byłoby grzechem. Każda wyciąga pulares i bywa, że nawet ostatnie dwa centy, za które można dzieciom kupić rogalik, przeznacza na papierowe proroctwo. Trzeba widzieć, jak szybko chwyta ten zapisany papierek i chowa za pazuchę, a odstąpiwszy na bok, prosi kogoś, by jej ten zapis przeczytał. Kilkakrotnie miałem szczęście być głosicielem takich wyroczni dla panienek. A gdy przeczytałem, to kiwała głową i mówiła: „Otóż! Cholera by go napadła, skąd on to wie. Powiada, że muszę strzec się wrogów. Aha, mam sąsiadkę, skaż ją Bóg, czort wie, czego ode mnie chce. Prawdę, panie, jak Bóg miły, prawdę powiada”.

Gdyby każdy miał tak głęboką wiarę, jak ta oto kobieta po przeczytaniu proroctwa, to, Bóg świadkiem, ziemia byłaby rajem…”

Targowica przy ul. Pugaczowa

Po przyłączeniu Knianihina do Stanisławowa w 1925 r. handel znalazł się prawie w centrum miasta. W lipcu magistrat wykupił część gruntów koło dawnej elektrowni w Knianihinie, obok dzielnicy Mazurówka. Zakupiono 6 morgów ziemi (około 10 hektarów) za 100 tys. złotych.

Na rok 1931 nowy targ już istniał. Budżet miejski wyłożył 390 tys. złotych, ale odpowiadał on wymaganiom weterynaryjno-sanitarnym i nie psuł wyglądu ul. Halickiej. Gdzie był ten targ? Dziś są tam gmachy Uniwersytetu Nafty i Gazu, przy końcu ul. Puluja.

Dziś w miejscu targu są gmachy Uniwersytetu Nafty i Gazu. Zdjęcie z archiwum Stepana Nazarenki

Sowieci kontynuowali działalność tego targu. W „Przykarpackiej Prawdzie” opublikowano decyzję władz z dnia 5 kwietnia 1945 r., według której urządza się tu „miejsce postoju koni, przybywających z wiosek, handel bydłem, drwami i innymi wyrobami na siennym rynku przy ul. Piastów” (tak wówczas nazywała się ta ulica – aut.). Tam też zezwolono na handel rzeczami z rąk”.

Później ul. Piastów przemianowano na Pugaczowa. Z reklamy wiemy, że handel trwał tu codziennie od godz. 8:00 do 18:00. Handlowano nie tylko bydłem. W 1954 r. władze wydały rozporządzenie „Zasady handlu na rynkach kołchozowych miasta Stanisława”.

Na rynku Targowica zezwolono sprzedawać:

  1. z rąk odzież i domowe rzeczy w specjalnie przeznaczonym miejscu;
  2. żywy inwentarz, jako świnie, krowy, kozy i inne;
  3. siano, słomę, ziarno, mąkę, ziemniaki i jarzyny w specjalnie przeznaczonym miejscu z wozów i aut.

W tym rozporządzeniu wspomniane są też targi na ul. Wołczanieckiej i Radzieckiej. W kolejnych dziesięcioleciach rozpoczęła się rozbudowa miasteczka Instytutu Nafty i Gazu. Ojcowie miasta zadecydowali, że świnie i kozy będą dla studentów nieodpowiednim towarzystwem i handel przeniesiono poza granice Iwano-Frankiwska.

W 1968 r. „Przykarpacka Prawda” doniosła, że „rynek Targowica, leżący przy ul. Pugaczowa 30 od dnia 26 maja przenosi się do wioski Czerniejów. Autobusy do nowego rynku kursować będą spod Muzeum Krajoznawczego i dworca od 6 rano. Wartość przejazdu – 15 kopiejek”.

Na miejscu „czarnego rynku” władze urządziły skwer i nazwały pl. Franciszka Józefa. Pocztówka z kolekcji Wołodymyra Szulepina

Meandry czarnego rynku

Okazuje się, że plac Rynek nie był jedynym miejscem handlu detalicznego. Jan Wierzbowski pozostawił interesujące wspomnienia o swej gimnazjalnej młodości, przypadające na lata 1870. Wówczas czarny rynek mieścił się na terenie dzisiejszego placu Wiecowego – naprzeciwko pasażu Gartenbergów. Sprzedawano tam wszelkiego rodzaju rzeczy używane, kręciły się ciemne typy – prawie jak obecnie na naszym „pijanym bazarze”. Tam również można było wymienić pieniądze. Zajmowali się tym nie wysportowani chłopcy, lecz stare Żydówki.

„Te Pesy czy Cypy tak doskonale opanowały swe rzemiosło – wspomina Wierzbowski, – że zamiast jednego centa, który im się należał, zawsze przy wymianie reńskiego złotego, brakowało od 5 do 10 centów. Miały tak wprawne ręce, że student mógł dziesięć razy przeliczać guldena, i zawsze brakowało kilka centów”.

Żydzi, stanowiący większość tamtejszych handlarzy, nawet planowali w 1875 r. wybudować tu wielki drewniany pawilon, który stałby się pierwszym supermarketem Stanisławowa. Ale niebawem rada miasta nazwała plac imieniem cesarza Franciszka Józefa i postanowiła urządzić tam skwer. Żydowscy handlarze przenieśli się w inne miejsce. Wprawdzie – nie odległe.

Podczas „rządów” handlarzy porządni mieszkańcy starali trzymać się z dala od pl. Mickiewicza. Pocztówka z kolekcji Wołodymyra Szulepina

Obecny plac Mickiewicza cieszy oko, ale wcześniej pięknym trudno było go nazwać. Ten sam Wierzbiański pisze, że plac „był pełen wertepów, obskurny i brzydki”. To tu przenieśli się „uciekinierzy” z pl. Franciszka Józefa. Szybko uporządkowali okoliczny landszaft tak, że porządni mieszkańcy starali się wieczorną porą trzymać się stąd daleko. Magistrat postanowił zlikwidować również ten samowolny bazar w centrum miasta i „Kurier Stanisławowski” z dnia 30 września 1888 r. zawiadamiał, że „ Magistrat zdecydował handel z pl. Mickiewicza przenieść na pl. Trybunalski, a pl. Mickiewicza obsadzić drzewami”. Pl. Trybunalskim nazywano wówczas pl. Trynitarskim, bowiem w dawnym klasztorze trynitarzy mieścił się sąd kryminalny. Obecnie ta lokacja nazywa się ul. Starozamkową.

Stąd wynika, że handlarze stale sprzeciwiali się przenosinom na nowe miejsce. Minęło całych siedem lat, gdy „Kurier” 17 listopada 1895 r. podał nową informację: „Ostatecznie zdecydowano przenieść handel jarzynami, odbywający się dotąd na pl. Mickiewicza na pl. Trynitarski po to, by nowy plac Mickiewicza nie przypominał azjatyckich dzielnic Konstantynopola”. (zakończenie nastąpi).

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 17 (477), 16 – 25 września 2025

Targi starego Stanisławowa. Część 1

Targi starego Stanisławowa. Część 3

X