Targi starego Stanisławowa. Część 1 Rynek wokół Ratusza, mal. Mykoła Kanius. Ze zbiorów Muzeum krajoznawczego

Targi starego Stanisławowa. Część 1

Centralny plac Frankiwska, jak w większości miast europejskich, nazywany jest Rynkiem. Jest to pochodna od niemieckiego słowa „ring” – koło. Faktycznie, kamienice, niby wiankiem, otaczają plac ze wszystkich stron. Ale większości mieszkańców Rynek kojarzy się z innymi słowami – „bazar”, „targ”. I nie ma w tym nic dziwnego, bowiem dawniej to właśnie tu kręciło się życie handlowe.

Jarmarki trwały cztery tygodnie

Zdziwią się nasi Czytelnicy, ale pierwsza oficjalna wzmianka o Stanisławowie wcale nie jest przywilejem o nadaniu miasto prawa magdeburskiego z dnia 7 maja 1662 r. Okazuje się, że najstarszym dokumentem, który wspomina nasze miasto, jest zezwolenie króla Jana Kazimierz na organizowanie w mieście jarmarków i handlu, datowany 21 marca tegoż – 1662 roku.

Na prośbę właściciela miasta monarcha miłościwie zezwolił na trzy duże jarmarki, przypadające na uroczystości:

1 – św. Stanisława (1 maja);

2 – Narodziny NPM (8 września);

3 – św. Apostoła Andrzeja (30 listopada).

A już 7 maja w swoim przywileju Andrzej Potocki detalizuje, że każdy z tych jarmarków trwać musi  cztery tygodnie. Magnat zawiadamia, że „…na tych jarmarkach zezwala się wszelkiemu ludowi, jak cudzoziemskiemu, tak i polskiemu, przyjeżdżać, handlować, kupować, przywozić, sprzedawać różne najlepsze cudzoziemskie i polskie towary, jak wielkim, tak i małym kupcom, bez wszelkiego wyjątku”.

Aby przyciągnąć do nowo powstałego miasta licznych kupców, sprytny Potocki wystarał się u króla, by nie płacono żadnych podatków do skarbnicy królewskiej. Kupcy spłacali jedynie niewielki czynsz właścicielowi miasta. Zadziałało to i handlowi goście napłynęli do Stanisławowa. Przeważnie byli to Ormianie, handlujący bydłem.

Ormianin, handlujący bydłem. Rycina ze źródeł internetowych

Nauczony gorzkim doświadczeniem innych miast Andrzej Potocki w zezwoleniu, danym Ormianom z dnia 14 stycznia 1677 r. ustalił porządek działań na wypadek śmierci któregoś z kupców. W tym wypadku starsi gminy ormiańskiej w obecności namiestnika zamkowego, mieli opisać pieniądze zmarłego, złożyć je do skrzynki i opatrzyć dwiema pieczęciami – gminy i zamkową. Skrzynka miała być przetrzymywana w ratuszu przez rok i sześć tygodni. Jeżeli zmarły nie pozostawił testamentu i nie zjawił się żaden z bliskich krewnych, to połowę pieniędzy zabierano do skarbnicy Potockich, zaś drugą przeznaczano na obronność miasta.

Mądra polityka celna i sprawiedliwe podatki szybko przemieniły Stanisławów w prężny ośrodek handlowy. Oto, co pisał francuski dworzanin François d’Aleyrac w roku 1687: „Plac Rynek, budynki, mieszkańcy i arsenał wyróżniają się spośród innych miast Rusi. Miasto zamieszkują bogaci Ormianie i Wołosi. Sądząc z wyglądu mężczyzn i kobiet, a również po licznych jarmarkach, które bogactwem i różnorodnością towarów nie ustępują jarmarkom Lwowa i Warszawy, można by nazwać Stanisławów sercem Królestwa, chociaż jego okolice są zupełnie zniszczone”.

Handel na Rynku. Pocztówka z kolekcji Maksyma Dutczaka

Powolny upadek

W XIX w. liczba jarmarków wzrosła do pięciu. Teraz odbywały się one w święta:

1 – 1 maja – targ bydła;

2 – 2 sierpnia – proroka Eliasza;

3 – 5 września – stracenia św. Jana Chrzciciela;

4 – 18 października – św. Tomasza;

5 – 8 listopada – następnego dnia po św. Dmytrze.

W swojej publikacji „Galicyjsko-ruskie miasto Stanisławów z pewnych źródeł”, która ukazała się w 1868 r. Benedykt Płoszczański zaznaczył: „Najbardziej znanym z nich jest jarmark bydła 1 maja pod Mykytyńcami, na który spędza się tysiące byczków z okolic Bukowiny, a stamtąd odsyłane są do Ołomuńca i Wiednia. Na targ wystawiane jest wiele płótna, surowej skóry, lnianego i konopnego włókna, miodu, wosku i zboża. Handel jest przeważnie w rękach Żydów. Żydzi handlują ziarnem, węgierskim winem, wełną, towarami galanteryjnymi i bykami”.

Ale, już w roku 1887 historyk Alojzy Szarlowski ze smutkiem zaznaczał, że „dziś te jarmarki zupełnie upadły”.

Dzień handlowy na Rynku. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego

Handel po dziewiątej

Jarmarki trwały długo, ale krócej niż miesiąc. Mieszańcom trzeba było gdzieś kupować żywność więc Andrzej Potocki zadbał również o to. Równolegle do dużych jarmarków ustalił on cotygodniowe dni targowe we czwartki i niedziele. Handel odbywał się na Rynku, wokół Ratusza. Czy nigdy nie zastanawialiście się Państwo, po co na wieży ratuszowej był zegar? Oprócz wskazywania dokładnej godziny miał on jeszcze jedną ważną funkcję.

Zgodnie z dawnymi przywilejami wszystkie jarmarki miały zaczynć się i kończyć na sygnał dzwonu z Ratusza. Czyniono tak, by wszystkim handlarzom zapewnić jednakowe warunki. Jakiś spryciarz mógł rozłożyć swe towary wcześniej lub sprzedawać dłużej i zarobić więcej. Aby tak się nie stało – wszyscy zaczynali i kończyli handel jednocześnie.

Może ktoś będzie zbulwersowany handlem w niedzielę, gdy należy udać się do świątyni. Ale i tu wszystko zostało przemyślane. W niedzielę, jeżeli wypadało święto, nie wolno było otwierać kramów, szynków, sprzedawać zboża i innych towarów przed godziną dziewiątą. Czyli, najpierw co boskie – Bogu, a potem już na targ.

W archiwum miejskim był kiedyś przechowywany bardzo interesujący dokument – „Liber traditionum proconsularium etc.”, który się niestety nie zachował. Był to zbiór decyzji magistratu tzw. wilkery. Alojzy Szarlowski opracował wilkery z 1718 r., które określały zasady miejskiego handlu. Porządku na targu pilnowała specjalna policja – cepaki. Swą nazwę chłopcy otrzymali od cepów, w jakie byli uzbrojeni. Początkowo było ich sześciu, ale dla tak niewielkiego miasta (w Stanisławowie mieszkało wówczas 3321 osób) była to liczba zupełnie wystarczająca.

Do ich obowiązków należało pilnowanie dokładności wag i miar. W Ratuszu przechowywano wzorce dla twardych, ciekłych i sypkich materiałów. Każdy handlarz musiał porównać swe wagi ze wzorcem i dopiero potem magistrat stawiał na nich odpowiednie oznakowanie. Raz lub dwukrotnie w tygodniu rewizorzy sprawdzali szynkarzy i przekupki co do dokładności wag i miar.

Z pewnością handel w niedzielę wywoływał wiele protestów, dlatego w XIX w. cotygodniowe targi przeniesiono na poniedziałki i czwartki.

Wokół Ratusza handlowano jeszcze w latach 30. XX w. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebeckiego

Wokół Ratusza

Rynek podzielono na cztery części, lub fortele. Partery wszystkich budynków były przeznaczone na sklepiki. We Lwowie istniało prawo, że fasady kamienic, wychodzące na Rynek, miały mieć nie więcej jak trzy okna. Czy było coś podobnego w Stanisławowie? Nie wiemy. Obecnie, nawet stare domy mają więcej okien na fasadzie, ale budowano je już w czasach austriackich. Wcześniej Rynek otaczały przeważnie drewniane domy, które rozbierano masowo na początku XIX w.

Posiadanie kamienicy na Rynku było bardzo prestiżowe, bo piętro gwarantowanie zajmował handel, przynoszący dochód. Zgodnie z przywilejem Andrzeja Potockiego, mieszkańcy Stanisławowa płacili roczny podatek – pół złotego. Z właścicieli nieruchomości przy Rynku zdzierano dwukrotne więcej. Ale było warto! Akademik Wołodymyr Grabowiecki pisał, że w XVIII w. niejaki Monikowicz kupił kamienicę przy Rynku za 400 złotych. W tym samym czasie mieszkanie w innych dzielnicach miasta kosztowało 20-30 złotych. Wprawdzie były to domy drewniane.

Oprócz sklepików wokół Rynku, na parterze Ratusza były też pomieszczenia handlowe, nazywane „sklepami”. W 1720 r. było to 27 sklepów, które magistrat dzierżawił kupcom.

Szczególną uwagę Andrzej Potocki zwracał na handel mięsny. Na własny koszt w centrum Rynku wystawił jatki (lady) dla rzeźników. Każdy rzeźnik spłacał trzy złote rocznego czynszu i dwie miary łoju – tłuszczu zwierzęcego.

Interesujący jest też wzrost cen zboża, który przytacza Benedykt Płoszczański. W 1774 r. korzec pszenicy (100 litrów) kosztował dwa złote reński, w 1786 – już cztery, a w 1866 – 5 reńskich i 25 krajcarów. Przy tym, że już nie był to korzec, a metc – czyli 61,5 litra.

Na starych pocztówkach widzimy, że handel wokół Ratusza trwał do początków XX w. Dopiero w latach 1930. targ na Rynku ostatecznie skasowano i przeniesiono w inne miejsce.

Dokąd? O tym w następnym numerze.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 15-16 (475-476), 29 sierpnia – 15 września 2025

Targi starego Stanisławowa. Część 2

Targi starego Stanisławowa. Część 3

X