Legendy starego Stanisławowa. Część 113 Cerkiew św. Jana Chrzciciela przy ul. Mykytynieckiej. Zdjęcie autora

Legendy starego Stanisławowa. Część 113

Flaszka z XVIII wieku

Latem 2008 r. za Pasażem Gartenbergów zapadła się ziemia. Parkowały tam przeważnie taksówki i zapadła się część chodnika. Oczom przechodniów ukazały się ceglane sklepienia i pojawiły się plotki o podziemnych korytarzach. Niebawem rozpoczęły się badania, kierowane przez frankiwskiego archeologa Wasyla Romancia.

Wnet okazało się, że nie są to wcale podziemne korytarze, lecz piwnice starych kamienic, zniszczonych jeszcze podczas I wojny światowej. Były prawie do połowy zasypane ziemią, gruzem i śmieciami, więc trzeba było to wszystko usunąć. Ponieważ nie przeznaczono na to żadnych funduszy, prace prowadzili wolontariusze.

Prace archeologiczne koło Pasażu Gartenbergów. Zdjęcie autora

Po czyszczeniu jednego z pomieszczeń odnaleziono wąskie przejście do kolejnego. Szczupły chłopak wpełzł tam i niebawem wykrzyknął:

– Hej! Znalazłem flaszkę!

– Dawną?

– Tak. Z XVIII wieku!

– Dlaczego tak myślisz? – sceptycznie zainteresował się archeolog Romaniec.

– Widnieje na niej data 1715 – szczerze wyznał młody odkrywca.

(Dla wyjaśnienia cyfry 1715 – jest to rok założenia lwowskiego browaru i nazwa popularnego piwa).

Okładka książki „Dolina Belwederu”

Dolina Belwederu

W środowisku literackim Frankiwsk znany jest nie tylko ze „Stanisławowskiego fenomenu”. Wspomnijmy powieść Weseły Najdenowej i Jarosława Janowskiego „Dolina Belwederu”. W 2008 r. na ogólno ukraińskim konkursie „Koronacja słowa” powieść została nagrodzona Dyplomem laureata konkursu i jako Najlepsza powieść romantyczna. Książka trafiła do finałowej dziesiątki, za co autorzy otrzymali premię, za którą mogli opublikować swoje dzieło. Ale droga do sukcesu nie była łatwa. Nie, żeby była trudną, lecz długotrwałą.

Początkowo powieść nosiła tytuł „Księżycowa dolina”. W 2000 r. Weseła i Jarosław nadesłali jej tekst na konkurs „Koronacja słowa” i… żadnej reakcji. Po ośmiu latach autorzy ponowili próbę, zmieniając nazwę na „Dolina Belwederu” i nieco zmienili finał.

Wynik przeszedł wszelkie oczekiwania i to przy tym, że do konkursu zgłoszono 758 rękopisów!

Pakistański Paryż

Tę historię usłyszałem od taksówkarza. W 2008 r. do Frankiwska przywieziono grupę nielegalnych emigrantów z Pakistanu. Wprawdzie obiecano zawieść ich do Paryża, ale przemytnicy po prostu postanowili urwać trochę więcej pieniędzy.

Wieczorem wysadzono na końcu deptaka emigrantów z busa i powiedziano im, że jest to Montmartre, że dalej ciągną się Pola Elizejskie, a w dali widoczna jest Wieża Eiffla (jej rolę odgrywał nadajnik telewizyjny). Była zima, blisko końca grudnia. Centrum miasta błyszczało światłami iluminacji na nadchodzący Nowy Rok. Emigranci rozliczyli się według umówionej taryfy i poszli szukać jakiejś pracy. Na Polach Elizejskich (czyli na Majdanie) zostali zatrzymani przez policję.

Nie wiem jakie odczucia mają Czytelnicy, ale ja jestem dumny z tego, że mieszkam w mieście, które przyjęto za Paryż.

Iluminacja na deptaku przed świętami noworocznymi. Zdjęcie autora

„Mokre” miejsce

Na terenie jednostki brygady lotniczej stoi pomnik, prawie nie znany większości mieszkańców. Jest to niewysoki obelisk z czarnego granitu z tablicą z napisem: „VOOR DE ONOVERWINLIJKE”; czyli w tłumaczeniu „NIEPOKONANYM”.

W czasie okupacji niemieckiej na tym terenie mieścił się Stalag-371, gdzie więzieni byli żołnierze holenderscy. W czasach niezależności Ukrainy ambasada Królestwa Holandii w ten sposób uczciła swoich obywateli.

Gdy służyłem w tej jednostce w 2009 r. miała nas odwiedzić delegacja z Holandii. W tym czasie obelisk już trochę się zapadł i przechylił. Oficer polityczny użył „zdecydowanych kroków” i przez kilka dni podsypywaliśmy i obmurowywaliśmy fundament, równaliśmy obelisk i wykładaliśmy nowy bruk dookoła. Goście zastali wszystko w największym porządku. Dyplomaci złożyli kwiaty, wygłosili kilka przemówień, sfografowali się i… wyjechali.

Pomnik holenderskich żołnierzy. Zdjęcie autora

Pomimo wszelkich naszych umiejętności inżynieryjnych obelisk po kilku latach znów się pochylił. Stoi w niewielkim skwerku pomiędzy dwoma budynkami, otoczony wieloma drzewami, więc jego odchylenie od pionu nie bardzo rzuca się w oczy . Dowództwo machnęło na to ręką.

Jakoś trafiła mi do rąk holenderska publikacja o Stalagu-371. Była tam ilustracja, przedstawiająca dokładny plan obozu. Otóż na miejscu dzisiejszego pomnika była wówczas olbrzymia obozowa latryna. Od razu zrozumiałem, dlaczego grunt w tym miejscu jest tak niestabilny.

Dowództwo długo się śmiało, ale obelisku nie zdecydowało się przenieść.

Widok na latrynę obozu Stalag-371, akwarela holenderskiego jeńca. Ze źródeł internetowych

Łaskawa. Reaktywacja

Kiedyś nasze miasto posiadło swój cudowny obraz Matki Boskiej. Kiedyś go straciło. Po wojnie słynny wizerunek Matki Boskiej Łaskawej ze świątyni ormiańskiej został wywieziony do Polski, gdzie jest do dziś. Nikt już go nam nie zwróci, ale i cudów na nowym miejscu już nie odnotowano. Ta smutna historia zawiera optymistyczny wątek.

W naszych czasach młody kapłan z Frankiwska Wołodymyr Wintoniw, będąc na konferencji w Polsce dowiedział się o tym obrazie. Zainteresowało go to, przestudiował jego historię i zapalił się do interesującej idei. Z jego inicjatywy znany konserwator Waleryj Twerdochlib wykonał dokładną kopię obrazu. Wiosną 2009 r. do Gdańska udała sie delegacja w celu poświęcenia kopii obrazu. Przez trzy dni oba obrazy stały przytulone do siebie i przez cały ten czas w kościele świętych Piotra i Pawła trwały nabożeństwa w rycie katolickim i greckokatolickim.

25 kwietnia miało miejsce uroczyste wprowadzenie kopii cudownego obrazu do niewielkiej cerkiewki św. Jana Chrzciciela przy ul. Mykytynieckiej. Po kilku dniach do świątyni przyszła starsza kobieta i przyniosła kilka srebrnych wot z dawnego kościoła ormiańskiego, darowanych przed wojną Matce Boskiej Łaskawej.

Niebawem zaczęły się cuda. Ludzie byli uzdrawiani – nawet onkologicznie chorzy, pozbawiani depresji, znajdywali nową pracę. Odnotowano ponad 50 cudownych przypadków. Jednym z najbardziej wymownych jest przypadek chłopca, który został ciężko postrzelony w głowę. Kości czaszki dostały się do mózgu. Chłopak leżał w śpiączce i lekarze rokowali stan wegetatywny. Rodzice szczerze modlili się, zaś kapłan położył wizerunek Matki Bożej Łaskawej przy rannym. Chłopak otworzył oczy. Obecnie jest całkowicie zdrowy i kontynuuje naukę na Uniwersytecie Przykarpackim.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 15-16 (475-476), 29 sierpnia – 15 września 2025

X