Zinków – nieformalna stolica dawnego Podola: świątynie i kiełbasa fot. Dmytro Poluchowycz

Zinków – nieformalna stolica dawnego Podola: świątynie i kiełbasa

Wioska, a niegdyś miasteczko Zinków w obw. chmielnickim znane jest przede wszystkim z produkcji kiełbasy, która od dawna jest kulinarną wizytówką Podola. Do tego wypiekany jest tu bardzo smaczny „domowy” chleb. Gdy zawitamy do miejscowości w godzinach popołudniowych, warto zaopatrzyć się w te smakołyki. Kiełbasa sprzedawana jest prawie w każdym obejściu wzdłuż trasy Jarmolińce-Wińkowce. Do kupna namawiają tablice reklamowe prawie na każdym płocie. Rozpocząć zwiedzanie od zakupu kiełbasy warto z dwóch powodów: po pierwsze – o wiele przyjemniej zwiedzać okolice mając w ręku kawał tego smakołyku niż nie mając. A po drugie, by nie powtórzyć przykrego doświadczenia autora, bowiem odłożył kupno „na potem” – a potem już wszystko zostało wyprzedane.

Dzisiejszy Zinków – to zwykła wioska, chociaż ma wyraziste zabytki przeszłości. Trudno uwierzyć, że dawniej była to pełna zbytku wspaniała stolica znacznej części Podola. Swego czasu Zinków obrali na swoją rezydencję niekoronowani królowie tych ziem – Sieniawscy. Do ich klucza należały takie miejscowości, jak Satanów, Międzybóż, Mikulin (ob. Mikulińce). Włości Sieniawskich przewyższały powierzchnią niektóre ówczesne państwa Zachodniej Europy, zwłaszcza drobne ksiąstewka niemieckie.

Pierwsza pisemna notatka o Zinkowie datuje się dniem 3 marca 1404 roku. Wówczas król Władysław Jagiełło podpisał dokument, na którego mocy podarował Zinków, Satanów i szereg innych miejscowości na Podolu krakowskiemu podstolemu Piotrowi Szafrańcowi, który ze swej strony zobowiązywał się bronić tych terenów przed najazdami Tatarów i Wołochów, a w przypadku wojny wystawić 6 oszczepników i 12 strzelców (łuczników i kuszników) i wystąpić samemu zbrojnie.

Po jakimś czasie wielki książę litewski Witold wykupił majątek Szafrańca za 1000 kop praskich groszy (około 60 tys. tych monet) – w XV wieku była to najdroższa moneta srebrna średniowiecznej Europy. Za 2-3 praskie grosze można było kupić dobre cielę, a za jednego – gorsze.

Po Witoldzie ziemie te przejęli Odrowążowie. W 1458 roku wojewoda ruski Andrzej Odrowąż wzniósł tu zamek do obrony przed Tatarami. W tymże roku za zgodą Kazimierza Jagiellończyka nadał on Zinkowowi prawo magdeburskie, ostatecznie zatwierdzone przez króla w 1466 roku. Po Odrowążach miejscowość przeszła do Weniawskich. Nowi właściciele znacznie rozbudowali i umocnili starą fortecę, gdyż miała zostać główną siedzibą rodu.

W okresie chmielnicczyzny Zinków kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, przez co został całkowicie splądrowany i ograbiony. W czasach tureckich (1672-1699) pełnił funkcję stolicy województwa. Turcy naprawili zniszczone w wojnach kozackich umocnienia i ulokowali tam garnizon janczarów.

Ostatnim dziedzicem Zinkowa był bliski krewny rosyjskich carów Aleksandra I i Mikołaja I Niemiec August Fryderyk Eberhard, książę wirtemberski. W 1843 roku sprzedał on miasteczko wraz z zamkiem skarbowi państwa.

Tu można by postawić kropkę, bowiem dalsza historia tej miejscowości nie odbiega od losu całego Podola w tym okresie.

Zamek

Zwiedzanie miejscowości warto rozpocząć od zamku, a właściwie od tego, co po nim pozostało.

Zamek w Zinkowie, rys. Napoleon Orda

Resztki dawnej fortyfikacji znajdują się za gmachem szpitala, na stromym zboczu wznoszącym się nad rzeką Uszycą. Zamek był zbudowany na planie trójkąta z trzema sześciobocznymi wieżami w narożnikach. Główna wieża miała cztery kondygnacje, inne – po trzy. Wjazd na dziedziniec był w środku południowo-wschodniego muru.

Dziś po tej wspaniałości pozostały jedynie piwnice południowej wieży i przylegające do niej smętne resztki muru. Na terenie zamku zachowało się kilka lochów. Miejscowi twierdzą, że są rozległe, ale penetracja ich bez dobrej latarki jest nierozsądna.

Zamek szczęśliwie przetrwał wszystkie wojenne zawieruchy, szturmy i oblężenia i pod koniec XIX wieku padł ofiarą ludzkiej chciwości. W 1872 roku zamek, zachowany prawie w całości, przekazano władzom miasteczka. W 1880 roku umieszczono nawet na jego terenie ośrodek władzy – kancelarię miejscowego policmajstra. Policja zajęła jedynie nieznaczną część pomieszczeń, reszta pozostawała niewykorzystana. Kłuło to w oczy chciwych miejscowych urzędników – takie mnóstwo materiału budowlanego przepada. Znaleźli szybko powód do rozbiórki, tłumacząc to niebezpieczeństwem zawalenia się awaryjnych murów na położony niżej kościół i domy mieszkańców. Po kilku latach z zamku nie pozostało prawie nic.

Za to, że cokolwiek ocalało od tego pogromu, należy się wdzięczność kijowskiemu historykowi Orestowi Lewickiemu i podolskiemu krajoznawcy Juchymowi Sicińskiemu, którzy w 1898 roku powstrzymali ten wandalizm.

Zamek przed rozbiórką. Koniec XIX wieku

Dziś teren zamku nie sprawia wrażenia, zwłaszcza w porównaniu z innymi ocalałymi na Podolu fortecami. Ale stąd roztaczają się wspaniałe widoki: siedząc na resztkach murów można sycić się widokiem i medytować, żując wspaniałą kiełbasę.

Widać stąd naraz kilka świątyń. Murowana prawosławna cerkiew Wniebowstąpienia leży na stoku wzgórza na lewym brzegu Uszycy. Jest nowoczesna, z baniami, wybudowano ją w latach 90. XX w. na miejscu zniszczonej przez komunistów poprzedniczki. Obok cerkwi jest źródło bardzo smacznej wody – to czego potrzebuje wędrowiec po zjedzeniu pęta kiełbasy.

Po przeciwnej stronie rzeki widnieje drewniana cerkiew Archanioła Michała (o niej będzie poniżej). Pod samym wzgórzem wznosi się ku niebu szpila wieży kościoła pw. Trójcy św.

fot. Dmytro Poluchowycz

Kościół Trójcy Przenajświętszej

Pierwsza świątynia katolicka powstała w Zinkowie w 1450 roku przy wsparciu ówczesnego dziedzica miasteczka Piotra Odrowąża. Był to drewniany kościół, który niebawem spalili Tatarzy. Po jakimś czasie został odbudowany, znów z drewna. Dosięgnął go ten sam los – ordyńcy pojawiali się tu regularnie. Murowana świątynia powstała dopiero w I połowie XVII wieku. Był to kościół fortyfikowanego typu, podobnie jak sąsiednia cerkiew prawosławna, również pw. św. Trójcy. Obie świątynie i mury zamku tworzyły centrum obrony miasteczka. Cerkiew niestety nie dotrwała do naszych czasów – zniszczyli ją komuniści.

Wnętrze kościoła Trójcy Przenajświętszej

Murowany kościół nie służył długo – zniszczono go podczas nawały tureckiej. Po opuszczeniu Podola przez Osmanów hetman koronny Adam Mikołaj Sieniawski odbudował świątynię w 1708 roku. Funduszy na tę dobrą sprawę nie żałował.

Zachowały się zdjęcia wnętrz, na których widoczne są wspaniałe barokowe freski, bogato zdobione ołtarze i rzeźby, wykonane na wysokim poziomie artystycznym. Sieniawscy, jeden z najbogatszych rodów Rzeczypospolitej, mogli sobie pozwolić na takie ozdobienie głównej świątyni swojej „stolicy”.

Kościół zamknięto w 1938 roku. Złożyły się na to dwa powody: tradycyjna walka komuny z Bogiem i wybuch kolejnej antypolskiej histerii. Starzy mieszkańcy wspominają, jak komsomolcy, żartując, niszczyli na oczach wiernych figury świętych, pluli i sikali na obrazy święte… Następnie na „potrzeby budownictwa socjalistycznego” zdarto dach, rozebrano stropy i częściowo mury świątyni. W 1989 roku wierni otrzymali żałosne ruiny. Dzięki staraniu podolskiego kapłana Władysława Wanagsa kościół odbudowano. Niestety, na pełną jego rekonstrukcję nie ma funduszy, ale i dziś świątynia wygląda wspaniale. 24 sierpnia 1990 roku kościół konsekrował na nowo biskup Jan Olszański.

fot. Dmytro Poluchowycz

„Czeski” browar

Prawie pod samą górą zamkową niedaleko kościoła mamy kolejny rodzynek turystyczny – stary browar. Jak wszystkie budynki przemysłowe z II połowy XIX wieku, wybudowany został z różnymi architektonicznymi dekoracjami tak, że niewiele różni się od pałacu. Wrażenie jedynie psuje kolorowa, w stylu późnego ZSRR, płytka ceramiczna, którą obłożono ściany.

Browar, fot. Dmytro Poluchowycz

Piwo w ilościach przemysłowych warzono w Zinkowie prawie od początku XIX wieku. W „Topograficznym i kameralnym opisie powiatu latyczowskiego z 1811 roku” wspomniany jest miejscowy browar, w którym produkowano piwo na sprzedaż. W 1888 roku browar wykupił Czech Wacław Dewiszczyk, poddany cesarza Franciszka Józefa I. Rozbudował hale, poszerzył lochy i sprowadził najnowsze urządzenia. Dzięki mistrzostwu załogi i wspaniałej wodzie zinkowskie piwo było nadzwyczaj popularne na Podolu i nawet eksportowano je za granice Imperium Rosyjskiego.

Bolszewicy browar znacjonalizowali, ale niezdary-komuniści nie mogli sobie dać rady z produkcją. W okresie tzw. NEP-u (Nowej Polityki Ekonomicznej) przekazali browar staremu właścicielowi, ale pan Dewiszczyk wziął go jedynie w dzierżawę. W 1926 roku, u schyłku okresu NEP, zerwał umowę i opuścił tereny ZSRR.

Obecnie, jak twierdzą mieszkańcy Zinkowa, browar produkuje jedynie słód na sprzedaż, zaś piwa już się tu nie warzy.

Cerkiew Archanioła Michała

Najciekawszym zabytkiem Zinkowa jest cerkiew św. Michała Archanioła – perełka drewnianej architektury, która nie ma analogów w obw. chmielnickim.

fot. Dmytro Poluchowycz

Ludowe przekazy wiążą powstanie świątyni z okresem kozackim, co nawet zostało potwierdzone w jej nieformalnej nazwie – „Kozacka cerkiew”. Według jednej z wersji wystawili ją kozacy, którzy osiedli w Zinkowie. Inna wersja głosi, że powstała ona w miejscu pochówku kozaków poległych w walkach o zamek. Ale są to jedynie legendy. Ostatni raz kozacy walczyli pod Zinkowem podczas hajdamackiego powstania Werłana w latach 1734-1738. Cerkiew zaś stanęła 30 lat później. Jest to zwykła cerkiew parafialna, wystawiona kosztem parafian i kozacy nie mają z nią nic wspólnego.

W czasach sowieckich początkowo umieszczono w świątyni magazyn zboża. Udało się ją obronić siłami krajoznawców, historyków i nieobojętnych mieszkańców, którzy organizowali nawet dyżury, żeby sowieci nie mogli zniszczyć tego zabytku. Cerkiew przez cały czas stała pusta i dopiero w okresie niezależności Ukrainy została przekazana wiernym. W 2007 roku przeprowadzono tu prace konserwatorskie. Wówczas nakrycie dachu i bań z blachy zamieniono na gonty.

Widziałem wiele drewnianych świątyń. Większość z nich oszpecono plastikowym sidingiem lub błyszczącą blachą. Ale nawet tam, gdzie prace konserwatorskie przeprowadzono według wszelkich reguł, dziedziniec zdobią liczne gipsowe figurki aniołków, pozbawione jakiejkolwiek artystycznej wartości, lub altanki pod błyszcząca jak złoto blachą z figurką sakralną, udekorowane chińskimi sztucznymi kwiatami. W przestrzeni wokół cerkwi Archanioła Michała niczego podobnego nie ma. Przebywając na dziedzińcu świątyni znajdujesz się poza realnym czasem. Można zapomnieć nawet o napięciach XXI wieku. Nie ma tu cementowych płytek i kafelków czy słupów elektrycznych – jedynie granitowy bruk, a pod samą cerkwią – kamienne płyty leżące tu od XVIII wieku. W czasie restauracji oczyszczono jedynie dziedziniec z naniesionej ziemi i wyrównano. Spod cerkwi nawet nie chciało się odchodzić – tak tam pięknie! Szkoda, że nie udało mi się trafić do wnętrza.

O Żydach i cadykach-konkurentach

Nie każde żydowskie miasteczko na Podolu może pochwalić się własnym cadykiem. Chasydzi w Zinkowie otrzymali własnego duchowego przywódcę w 1825 roku, gdy zamieszkał tu cadyk z Międzyboża Icchak Meir Heszel, stając się założycielem całej dynastii cadyków.

Pod koniec XIX wieku w mieście złożyła się unikalna sytuacja – działało tam jednocześnie dwóch, konkurujących ze sobą żydowskich cadyków. Ponadto byli to bracia – Mosze Heszel i Pinhas Heszel. Każdy z nich miał swoich wiernych. Konkurencja pomiędzy braćmi podzieliła żydowską społeczność Zinkowa na dwa wrogie obozy.

Żydowska historia Zinkowa zakończyła się podczas niemieckiej okupacji. W maju 1942 roku wszystkich Żydów miasteczka, uprzednio rozstrzelawszy niezdolnych do pracy, przewieziono do getta w Dunajowcach. 4 sierpnia tegoż roku naziści zapędzili mieszkańców getta do kopalni fosforytów (około 3500 osób) i wysadzili wejście.

Cmentarz żydowski, fot. Dmytro Poluchowycz

O żydowskich mieszkańcach Zinkowa przypomina dziś jedynie stary żydowski cmentarz i charakterystyczna zabudowa miasteczka. Ale starą zabytkową synagogę z XVIII wieku bolszewicy zniszczyli jeszcze przed wojną.

Dmytro Poluchowycz

Tekst ukazał się w nr 20 (384), 29 października – 15 listopada 2021

Dmyto Poluchowycz. Za młodu chciał być biologiem i nawet rozpoczął studia na wydziale biologii. Okres studiów przypadał na okres rozpadu ZSRS. Został aktywistą Ukraińskiego Związku Studentów. Brał udział w Rewolucji na Granicie w styczniu 1991 roku. Był jednym z organizatorów grupy studentów, która broniła litewskiego Sejmu. W tym okresie rozpoczął pracę jako dziennikarz. Pierwsze publikacje drukował w antysowieckim drugim obiegu z okresu 1989-90. Pracował w telewizji, w prasie ukraińskiej i zagranicznej. Zainteresowania: historia, krajoznawstwo, podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X