Szkice besarabskie. Część 2 fot. Dmytro Antoniuk

Szkice besarabskie. Część 2

Reportaż z wędrówki po Besarabii – terenach położonych na południowy zachód od Odessy, bardzo interesujących pod względem geograficznym, historycznym, jak i ludności zamieszkującej ten obszar.

Po Frumuszyce Nowej droga powiodła nas dalej na południe. Muszę stwierdzić, że trasa M-15, wyremontowana w 2018 roku na odcinku od Limanu Dniestrowskiego do portu Reni na Dunaju, jest jedną z najbardziej malowniczych i dobrych dróg na Ukrainie. Po obu jej stronach, aż po horyzont – stepy, pagórki i stare kurhany. W okolicy miejscowości z charakterystyczną nazwą Tatarbunary w oddali widnieje morze.

Jednak naszym celem była miejscowość Bołgrad, leżąca o kilka kilometrów od granicy z Mołdawią nad olbrzymim limanem utworzonym przez rzekę Jałpuh. Nazwa tej miejscowości świadczy o tym, że zamieszkują ją Bułgarzy.

Na terenach Besarabii na początku XIX wieku zamieszkiwało wiele różnych narodowości bałkańskich. Zdziwienie moich towarzyszy podróży było wielkie, gdy wyjaśniłem, że jedziemy na degustację do miejsca, które nosi nazwę „Bałkański Jastija” (Bałkańskie jedzenie). Szczególnie zdziwił się Paweł Bobołowicz, święcie przekonany, że Bałkany geograficznie zaczynają się na południe od Dunaju. Ale nasz gospodarz Serhij Rusew – właściciel sali degustacyjnej na trasie Droga Wina i Smaku Ukraińskiej Besarabii, potrafił nas przekonać, że Bołgrad z całą pewnością przeciągnął cząstkę Bałkanów nad północny brzeg Dunaju.

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem, jak będzie wyglądała degustacja, myśląc, że jej głównym składnikiem będzie wino. Myliłem się – głównym daniem było wędzone i suszone mięso. Serhij przyniósł specjalne deszczułki, na nich w wyżłobieniach leżało ponad dziesięć rodzajów przyrządzonego w specjalny sposób mięsiwa: baranina, wołowina, wieprzowina, drób, indyk i rożne ich mieszanki. Niektóre porcje wyglądały jak podłużne pałeczki i przypominały cygara.

Wina oczywiście też nie zabrakło. I to najsmaczniejszego z tych, które kiedykolwiek kosztowałem. Mięsne „cygara”, by podkreślić ich smak, wkłada się do kielicha z winem. Mięso również miało niepowtarzalny smak – Serhij wyjaśnił, że to dzięki specjalnym ziołom, które jego pracownicy zbierają na okolicznych stepach. Ta tradycja pochodzi właśnie od bułgarskich pasterzy, dobrze znających się na ziołach. Obecnie Serhij Rusew stara się odrodzić te tradycje. Podobnie jak we wszystkich salach degustacyjnych chodzi tu przede wszystkim o kulturę spożywania regionalnych dań.

Zjedliśmy i wypiliśmy całkiem sporo w ciągu czterech godzin spędzonych w „Bałkański Jastija”. Gospodarz również przygotował się na nasz przyjazd – ujrzeliśmy na sali ukraińską, bułgarską i polską flagi. Rzeczą zbędną jest mówienie o tym jak bardzo ujmuje taka gościnność.

Dziwne miasto Izmaił

O tym porcie wiedziałem niewiele. Tyle tylko, że kiedyś była tu turecka forteca, zdobyta przez wojska Suworowa i że ocalał po niej jedynie meczet. Nie jest to oczywiście wszystko. Najbardziej interesującą jest tu chyba besarabska atmosfera, aura południa, bliskość morza, odmienna roślinność i architektura.

Większość budynków jest własnością prywatną lub są to kamienice z okresu carskiego i rumuńskiego. Ta część Besarabii do 1940 roku należała do Rumunii i jest tu kilka interesujących obiektów w stylu neobrynkowiańskim. Takiego stylu nie ma gdzie indziej na Ukrainie. W Izmaile uderza czystość – nie zauważyłem nawet peta na ziemi. Jak dowiedzieliśmy się później, nie zawsze tak było. Przed pięciu laty na ulicach Izmaiłu było dość dużo śmieci. Za porządki zabrał się nowy mer i dzięki niemu miasto wygląda teraz na niezupełnie prawdziwe. Powtórzę: uderzająca czystość wraz z wyremontowanymi drogami i chodnikami sprawiają wrażenie, że wcale nie jest się na Ukrainie.

Skoro już tu się znaleźliśmy, odwiedziliśmy, rzecz jasna, teren starej osmańskiej fortecy na brzegu potężnego Dunaju (po drugiej stronie rzeki jest już Rumunia). Forteca tu stała już XVI wieku. Na jej terenie było dwa meczety z wysokimi minaretami i stacjonowała tu wielka załoga. Teren rzeczywiście ogromny. Dziś w mieście są jedynie dwie prawosławne cerkwie i pomnik na miejscu zniszczonego starego cmentarza. Fortecę w XIX wieku całkowicie rozebrali Rosjanie. Nie chcieli przekazywać tak potężnych fortyfikacji Rumunii, do której Izmaił przeszedł po ich porażce w wojnie krymskiej.

Dziś pozostał tu jedynie meczet z XVI wieku, w którym umieszczono dioramę „Szturm Izmaiłu przez wojska Suworowa”. Wykupiliśmy bilety, mając nadzieję zobaczyć wnętrze starej osmańskiej świątyni. Byliśmy ogromnie rozczarowani, gdyż w 1973 roku wnętrze meczetu całkowicie przebudowano na potrzeby dioramy i nic oryginalnego w nim nie widać. Jest to bardzo oburzające. Przypominam – pomnik Suworowa usunięto w Kijowie i przemianowano uczelnię wojskową, nadając jej imię Iwana Bohuna. A tu kult Suworowa widać wszędzie, bo oprócz dioramy jest potężny pomnik marszałka i ulica jego imienia. I to wbrew temu, że ten wódz niczego nie wyzwalał, a jedynie zajął tureckie miasto, wyrżnąwszy kilka tysięcy jego cywilnych mieszkańców, co po czterech latach powtórzył na warszawskiej Pradze. Diorama jest nadal w meczecie, który jest świątynią muzułmańską! Jest to nie tylko upokorzenie dawnego wroga, ale i szyderstwo z rzeczy świętych dla muzułmanów.

Jeśli już mieszkańcy Izmaiłu tak bardzo chcą czcić „wielkiego i niezwyciężonego wodza rosyjskiego”, niech robią to, ale nie w 2021 roku i nie w świątyni muzułmańskiej z XVI wieku!

Dmytro Antoniuk

Tekst ukazał się w nr 20 (384), 29 października – 15 listopada 2021

Dmytro Antoniuk. Autor licznych przewodników po Ukrainie oraz książki w dwóch tomach "Polskie zamki i rezydencje na Ukrainie". Inicjator dwóch akcji społecznych związanych ze zbiórką środków na remont zamku w Świrzu w latach 2012-2013. Tłumacz z języków polskiego, angielskiego i niemieckiego. Stypendysta Programu "Gaude Polonia" w roku 2016, w ramach którego przetłumaczył księgę Barbary Skargi "Po wyzwoleniu: 1944-1956", która ukazała się po ukraińsku w wydawnictwie "Knyhy XXI". Razem z Pawłem Bobołowiczem był autorem akcji "Rok 1920: Pamięć w czasach pandemii", w wyniku której powstała mapa interaktywna miejsc pamięci na Ukrainie oraz foldery, wydane przez Konsulaty RP we Lwowie i Winnice. Od listopada 2020 roku jest autorem i prowadzącym audycji radiowej na Radio WNET - "Wspólne Skarby". Stały autor Kuriera Galicyjskiego od 2008 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X