Kościół rzymskokatolicki na terenie dawnej diecezji przemyskiej w latach 1945-1991. Część 4 Kościół w Pnikucie

Kościół rzymskokatolicki na terenie dawnej diecezji przemyskiej w latach 1945-1991. Część 4

W kręgu kardynała Mariana Franciszka Jaworskiego

Po powrocie kapłanów z łagrów

Gdy stan personalny żeńskich zgromadzeń się zmniejszał, zauważono w 1956 roku znaczny wzrost liczby duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego na tym obszarze. W 1955 roku jako pierwsi z zesłania wrócili i otrzymali rejestrację ks. Edward Saletnik – Mościska, ks. Jan Wajda – Czukiew i ks. Adam Garbacik – Strzałkowice. Zaś do końca 1955 roku wrócili ks. Michał Ziajka – Sambor, ks. Zygmunt Dziedziak – Trzcieniec, ks. Adam Czubek – Lipniki, ks. Dominik Czeszyk – Dobromil, ks. Stanisław Cieszanowski – Miżyniec oraz ks. Jan Szetela – Nowe Miasto.

Ks. Adam Garbacik, proboszcz ze Strzałkowic. Fot. z lat 40. XX wieku

Wszyscy zatem księża otrzymali rejestrację przy swoich dawnych parafiach za wyjątkiem ks. Czeszyka, który wcześniej był w Łanowicach. Ponieważ w Łanowicach był o. Aleksander Kałużewski CSsR, a kościół w Dobromilu nie miał własnego księdza, zatem pełnomocnik przydzielił tam ks. Czeszyka. W ten sposób pełnomocnik rozpoczął na własną rękę rotację księży na tym terenie.

Kolejnych rotacji w 1956 roku pełnomocnik drohobycki Burik dokonał w 1956 roku. Po powrocie w sierpniu 1956 roku z zesłania redemptorystów o. Marcina Karasia i o. Kazimierza Lendziona, do Stryja pierwotnie miał być skierowany o. Karaś, gdzie też tam pracował przed uwięzieniem. W Samborze od 20 sierpnia 1956 roku w domu emerytowanej nauczycielki Henryki Lewickiej mieszkał o. Kazimierz Lendzion. Jednak z racji aktywnej działalności duchownego pełnomocnik nie zgodził się na rejestrację tam o. Karasia, motywując to przed wiernymi brakiem doświadczenia duchownego i częstym łamaniem prawa sowieckiego. Wiernym polecono zaprosić do parafii ks. Lendziona, a o. Karasia zamierzano zarejestrować jako trzeciego księdza w Samborze. Tak 8 września 1956 roku ks. Lendzion otrzymał rejestrację na Stryj.

Zwiększenie liczby duchowieństwa pozytywnie wpłynęło na ożywienie życia religijnego w drohobyckim obwodzie. Wierni z zamkniętych świątyń zaczęli zwracać się do władz o otwarcie kościoła i rejestrację wspólnot. Takie prośby kierowano z Radochoniec (pismo podpisało 250 osób), Husakowa (350 osób). Jednak te wspólnoty otrzymywały odmowę z racji bliskości czynnego kościoła.

Przed oficjalną rejestracją ks. Lendziona wielokrotnie kierowano prośby do drohobyckiego pełnomocnika o rejestrację kapłana w Stryju, parafii, która przed wojną należała do archidiecezji lwowskiej. A. Burik zaproponował, by wierni zwrócili się do któregoś z księży powiatu samborskiego, aby zgodził się prowadzić u nich duszpasterstwo. Taką zgodę wyraził ks. Adam Garbacik ze Strzałkowic, który przez pewien czas raz w miesiącu dojeżdżał do Stryja, na stale jednak mieszkając w Strzałkowicach.

Grób ks. Michała Świdnickiego w Myślatyczach

28 kwietnia 1956 roku w szpitalu w Trzcieńcu nieoczekiwanie zmarł proboszcz parafii Myślatycze ks. Michał Świdnicki. Wierni zatem Myślatycz oraz Pnikuta rozpoczęli proces starań o rejestrację kolejnego księdza. Również i tym razem pełnomocnik poradził, aby zaprosić ks. Dziadka z Balic. Po uzgodnieniu z ks. Dziadkiem Burik zarejestrował go przy parafiach Myślatycze, Pnikut i Balice, ze stałym zamieszkaniem w Myślatyczach.

Wreszcie w sprawozdaniu o stanie Kościoła katolickiego na terenie obwodu drohobyckiego z 10 stycznia 1957 roku zauważono, że w obwodzie było zarejestrowanych 16 rzymskokatolickich wspólnot, które obsługiwało 17 kapłanów.

Nowa fala prześladowań duchowieństwa

Ten stan wzrostu religijności, a szczególnie liczba duchowieństwa, wywołały niezadowolenie centralnego kierownictwa do spraw religijnych kultów w Kijowie. Zatem na 1957 rok zaplanowano kolejną falę zamykania kościołów oraz maksymalne zmuszanie księży do wyjazdu do Polski. Zachęcano również do tego, by wysiedlić maksymalną liczbę Polaków. Z tej też racji odbyła się kolejna fala ekspatriacji na Zachód Polski.

W trakcie repatriacji na tzw. Ziemie Zachodnie. Dworzec kolejowy w Samborze 8.09.1958. Członkowie rodziny Józefczyków

Już w maju 1957 roku służby KGB na spotkaniu z ks. Karasiem stanowczo wymagały od niego, aby ten opuścił ZSRR. Jednak członkowie komitetu kościelnego w Samborze postanowili zdecydowanie bronić kapłanów przed zmuszaniem ich do wyjazdu.

Już w pierwszym półroczu 1957 roku na skutek nagonki i nowych prześladowań wyjechało z parafii pięciu kapłanów: ks. Jan Wajda (Czukiew), ks. Franciszek Smoleń (Biskowice), ks. Adam Czubek (Lipniki), ks. Zygmunt Dziedziak (Trzcieniec) oraz ks. Dominik Czeszyk (Dobromil). Po wyjeździe tych księży kościoły w Trzcieńcu, Balicach, Lipnikach, Biskowicach i Czukwi zostały zamknięte. Uratowano Dobromil, gdzie rejestrację z ograniczoną ilością wyjazdów otrzymał ks. Jan Szetela z Nowego Miasta.

Po pierwszych wydaleniach księży władze rozpoczęły kolejne naciski na księży. Namawiano do wyjazdu o. Marcina Karasia CSsR i o. Jacka Bobera OFM z Sambora, o. Kazimierza Lendziona CSsR (Stryj) oraz ks. Edwarda Saletnika (Mościska).

Ks. Andrzej Skrobacz

Nowy pełnomocnik do spraw religii w obwodzie drohobyckim F. Mukowoz oraz jego koledzy z innych województw rozpoczęli służbę od wydalania księży. Zmuszono do wyjazdu kolejnych księży: o. Jacka Bobera OFM (Sambor), ks. Adama Garbacika (Strzałkowice), ks. Stanisława Dziadka (Myślatycze), o. Aleksandra Kałużewskiego CSsR (Łanowice) i ks. Michała Ziajkę (Sambor).

Na początku 1958 roku na omawianym terenie pozostało zaledwie pięciu kapłanów. Liczba ta uległa ponownemu zmniejszeniu po śmierci 24 grudnia 1958 roku ks. Andrzeja Skrobacza. W Dobromilu i Nowym Mieście posługiwał ks. Jan Szetela, w Miżyńcu ks. Stanisław Cieszanowski, w Mościskach ks. Edward Saletnik, a w Samborze o. Marcin Karaś CSsR. Zamknięto i zdjęto z rejestracji kolejne wspólnoty parafialne jako mało liczebne po wyjeździe kolejnych Polaków do Polski. W tym czasie zamknięto kościoły w Myślatyczach, Łanowicach i Strzałkowicach. W 1961 roku zdjęto z rejestracji państwowej wspólnotę w Strzałkowicach, a w następnym w Balicach, Trzcieńcu i Myślatyczach. W 1963 zlikwidowano wspólnotę w Łanowicach.

Wreszcie w 1958 roku wydalono do Polski redemptorystów z dawnego klasztoru w Mościskach o. Marcina Karasia CSsR i o. Kazimierza Ledziona CSsR oraz w maju 1958 roku ks. Stanisława Cieszanowskiego z Miżyńca, a wspólnotę wraz z komitetem rozwiązano w 1963 roku.

Ks. Edward Saletnik i ks. Jan Szetela – ostatni stróże katolicyzmu

Po licznych prześladowaniach już na początku 1959 roku na całym tym obszarze pozostało zaledwie dwóch kapłanów: ks. Edward Saletnik w Mościskach i ks. Jan Szetela w Nowym Mieście.

O tych księżach zachowało się sprawozdanie pełnomocnika z 1960 roku. „Ks. Saletnik ur. 1894, w Mościskach pracuje od 1932 roku. Z racji starości mało ruchliwy. Do kościoła często przychodzi z pomocą innych. Jednak stara się regularnie odprawiać nabożeństwa. Do chorych do domu i na pogrzeby wyjeżdża bardzo rzadko”. Ks. Saletnik zmarł w Mościskach 14 stycznia 1967 roku i został pochowany na nowym cmentarzu.

Kościół w Mościskach. Główny ołtarz został przywieziony w kościoła w Starym Samborze i zamieniony w latach 60.

Dość interesującą charakterystykę zapisano o ks. Janie Szeteli z Nowego Miasta: „Bardzo zamknięty i ostrożny. Przy pierwszych spotkaniach i rozmowach odczuwało się strach i stres dochodzący do tego stopnia, że trudno było rozmawiać. Nabożeństwa sprawuje regularnie. Z kazaniami występuje rzadko, w rozmowach stroni od polityki”.

Rzeczywiście ks. Jan Szetela po powrocie ze zsyłki prowadził ostrożny tryb życia. Autor opracowania doskonale pamięta, jak ks. Szetela z Nowego Miasta jedynie pod osłoną nocy przybył do Sambora z sakramentami do chorej babci. Ksiądz po przybyciu do domu nakazał, aby wszystkie okna zasłonięto.

Ks. Jan Szetela w obawie przed aresztowaniem przez cały okres posługiwania w Nowym Mieście nie korzystał z łóżka, jedynie w ubraniu spał na krześle lub fotelu przy stole. Taki sposób spania był wynikiem wielokrotnych nocnych wizyt funkcjonariuszy KGB, którzy zabierali księdza na przesłuchania. Pewnej nocy zabrano księdza na przesłuchanie do Drohobycza. Był ubrany jedynie w nocną koszulę. Po przesłuchaniu w nocy, przy silnym mrozie musiał pieszo wracać do domu. Od tego czasu w ubraniu oczekiwał na nieoczekiwanych i niechcianych gości.

Przez pewien czas po wyrzucenia ks. Ziajki nabożeństwa raz na miesiąc sprawował w Samborze ks. Szetela. W tę niedzielę w trakcie swej wizyty ksiądz udzielał także innych sakramentów – chrztu i małżeństwa. Wszystkie chrzty udzielone przez ks. Szetelę zostały zapisane w dawnej „Księdze zmiany obrządków”, przechowywanej w kancelarii parafii w Samborze. Z posługą duszpasterską, o ile miał na to zgodę władz, udawał się do Łanowic, Miżyńca, Błozwi, Sąsiadowic i innych miejscowości. O tym czasie tak pisał ks. Szetela: „Co można było, próbowaliśmy ratować. Po wyjeździe ks. Ziajki, bernardynów i redemptorystów z Sambora dojeżdżałem tam przez trzy lata. Po zamknięciu kościoła w Stanisławowie objął go opieką ks. Józef Pavilonis. Przez 30 lat dojeżdżałem również do Dobromila, choć co jakiś czas zabraniano mi tam wstępu do kościoła”.

Nielegalne kaplice mszalne

Na szczególną uwagę w okresie komunistycznym zasługuje fakt powstania nielegalnych kaplic mszalnych w domach prywatnych w miejscowościach, gdzie wspólnoty pozbawiono rejestracji państwowej. Przez cały okres komunistyczny, nawet przy braku kapłana, wierni troszczyli się o świątynie w Dobromilu i Pnikucie. Nie mogąc odebrać wiernym świątyni w Pnikucie, władze zgodziły się na zarejestrowanie jej jako „Izby Kultury”, a wierni w każdą niedzielę mieli możliwość indywidualnej modlitwy w kościele.

Blisko Sambora, na strzałkowskich polach stała XVII-wieczna świątynia pw. św. Barbary, która na czas Zielonych Świąt gromadziła tłumy wiernych. Przez tydzień w kościele sprawowano nabożeństwa. Po wojnie świątynię nakazano zniszczyć. Jednak wierni nie zapomnieli o wielowiekowej tradycji. Co roku mimo zakazów gromadzili się przy cudownym źródełku, gdzie modlono się przez wstawiennictwo św. Barbary. Ludzie na czas modlitwy przynosili obraz św. Barbary, który pozostawiano do następnego dnia. Zdarzały się przypadki, kiedy obraz był rekwirowany, jednak nawet to nie odstraszało wiernych przed gromadzeniem się na tym miejscu.

Niezachowany kościół św. Barbary na polach strzałkowickich

Jeden z takich przypadków opisała parafianka ze Strzałkowic – Maria Razmus. „Jednego razu stał się dziwny przypadek z głową kołchozu, z którego rozkazu zaorano Barbarkę. Zdrowy, tryskający siłą i mocą, młody człowiek zasłabł i znalazł się na bloku operacyjnym w klinice we Lwowie z zawałem. Bóle nie ustępowały, leki nie pomagały, profesorowie byli bezradni. Pewnego razu miał ten człowiek dziwny sen: pani w purpurze nakazała mu naprawić to, co popsuł. Po przebudzeniu napisał na kartce papieru polecenie służbowe: odkopać źródełko na Barbarce i przynieść mu tej wody.

Parafianie ze Strzałkowic i Przedmieścia bardzo się ucieszyli. Kopano kilka dni, w różnych miejscach okazywała się woda, aż wreszcie natrafiono na źródełko. Odkopano studzienkę, oczyszczono. Znów tłumnie było na Zielone Świątki. Święta Barbara dotrzymała obietnicy – chory wyzdrowiał i na ciele, i na duszy, wrócił do pracy, kręgi dał i kazał pogłębić studnię”.

Świeccy liderzy parafialni

Genowefa Pszonak

W Mościskach prawdziwą liderką i ostoją wiary w okresie komunizmu była Genowefa Pszonak (1902–2002), członkini III Zakonu franciszkańskiego. W okresie komunistycznym, Genowefa, znając wszystkie pieśni i katechizm przewodniczyła nabożeństwom paraliturgicznym w kościele i po domach. Przygotowywała dzieci do I Komunii św. Za tę działalność została aresztowana i skazana na rok łagru, jednak zsyłkę zamieniono na pracę w miejscowej cegielni. Za tę bohaterską postawę w okresie komunistycznym została w 1994 roku udekorowana z rąk abpa Mariana Jaworskiego odznaczeniem „benemerenti”. Również w Mościskach wśród zasłużonych byli przygotowująca dzieci do I Komunii św. Maria Jasińska i Józef Burysz, cieśla udzielający się przy wielu pracach remontowych w Mościskach i okolicy.

Prawdziwe zmaganie o przetrwanie wiary stoczyli w okresie komunistycznym parafianie z Drohobycza. Po zamknięciu kościoła parafialnego sporadycznie, w największe święta, w kaplicy cmentarnej rodziny Nahlików były sprawowane msze św. przez księży dojeżdżających ze Stryja. Kaplica została zamknięta w listopadzie 1973 roku po tłumnym nabożeństwie, które odbyło się w sierpniu tego roku, w święto patrona kościoła św. Bartłomieja. Aresztowano również dojeżdżającego ze Stryja ks. Bernarda Mickiewicza, którego skazano na trzy i pół roku pozbawienia wolności i osadzono w drohobyckim więzieniu.

Zatem życie sakramentalne przeniesiono do „podziemia”, do domów prywatnych. Rozpoczęło się nielegalne odprawianie nabożeństw w domu Józefy Serwatki przy ulicy Górna Brama. Przyjeżdżał tam sporadycznie o. Serafin Kaszuba. Msze celebrowali również księża z Sambora: ks. Kazimierz Mączyński i ks. Augustyn Mednis. Bywał tu także ks. Marcjan Trofimiak oraz o. Dominik Orczykowski, kapucyn, odwiedzający miasto w latach 60. XX wieku.

Przez długie lata nielegalne nabożeństwa sprawowano u Heleny Korpak, Janiny i Adama Chłopków, przy ulicy Wójtowska Góra. Prawie stale odprawiał nabożeństwa przyjeżdżający tu dominikanin o. Zygmunt Kozar. Odbywały się one przy zasłoniętych oknach, przyciszonym głosem. Uczestniczący wchodzili pojedynczo i z zachowaniem środków ostrożności. Odbywały się nawet rekolekcje dla małych grup wiernych. Przyjeżdżał również ks. Bernard Mickiewicz.

W tym czasie życie religijne aktywnie podtrzymywał Wiktor Urbanowicz. On to odwiedzał rodziny przed świętami Bożego Narodzenia, roznosząc opłatek, a przed Wielkanocą karteczki z informacją o porządku nabożeństw w Samborze, Stryju i Lwowie.

W takich to okolicznościach nadszedł rok 1966. W Samborze dojrzewał konflikt pomiędzy parafianami a tutejszym proboszczem ks. Jozuasem Pawilonisem, posługującym w Samborze od 1962 roku. Warto dodać, że po przybyciu do Sambora ks. Pawilonisa urzędnicy doszukali się w dokumentacji parafialnej błędów i za łamanie prawa o kultach został zdjęty z rejestracji komitet kościelny i komisja rewizyjna. Było to przygotowanie ze strony władz do zlikwidowania parafii i wspólnoty. Jednak dzięki determinacji miejscowych wiernych udało się w następnych latach zarejestrować nowy skład komitetu kościelnego i komisji rewizyjnej.

Marian Skowyra

Tekst ukazał się w nr 20 (384), 29 października – 15 listopada 2021

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X