Życie na zamku czernelickim w II poł. XVII w.

Życie na zamku czernelickim w II poł. XVII w.

Pozostałości zamku w Czernelicy są dziś już tylko pomnikiem historii przypominającym o jego minionej świetności. Po dawnych splendorach i blasku twierdzy zachowały się zaledwie fragmenty okazałych murów oraz herb Pogoń dumnie górujący na bramie zamkowej. Zrujnowane wnętrza, w których obecnie jedynym gościem jest hulający wiatr tętniły niegdyś życiem, sam zamek był zaś najważniejszym miejscem w okolicy.

Ze względu na niewielką ilość zachowanych źródeł trudno dokładnie odtworzyć jak wyglądało życie codzienne w rezydencji Czartoryskich. Do pewnego stopnia jest to jednak możliwe dzięki zachowanym rejestrom wydatków pana na Klewaniu i Żukowie z 1680 r.

O prawidłowym działaniu magnackiego dworu decydował przede wszystkim potencjał ludzki zgromadzony wokół niego. Składali się nań przede wszystkim dworzanie oraz czeladź zatrudniona do wykonywania czynności niezbędnych dla funkcjonowania rezydencji. Warto również wspomnieć, że liczebność świty oraz jej obraz znamionowały prestiż magnata, przez co byli oni zainteresowani aby w miarę możliwości finansowych utrzymywać liczną obsadę dworu.

Pozycja społeczna oraz prestiż Michała Jerzego Czartoryskiego wymagały swojego rodzaju ostentacji. Skromny wystrój rezydencji czy też nikły stan osobowy służby mogły narazić na pośmiewisko ze strony innych członków establishmentu. Nie zachowały się niestety dokładne dane liczbowe dotyczące personelu czernelickiego zamku. Wiadomo jednak, że dostępu do siedziby Czartoryskiego strzegli hajducy, w samym zamku zaś utrzymywano stosunkowo liczną czeladź, której regularnie wypłacano strawne. Na podstawie spisu wydatków ustalić można również nazwiska kilku dworzan księcia przebywających na stałe w jego pokuckiej siedzibie. W rezydencji utrzymywano kancelarię, którą zawiadował niejaki Małujewicz regularnie otrzymujący środki na wydatki z tym związane. Kilku z nich regularnie wysyłano w różnych sprawach z Czernelicy do innych majętności Czartoryskiego. Przykładowo książę wielokrotnie wyprawiał swe sługi do Siedlec znajdujących się w posiadaniu magnata od 1668 r. oraz położonych pod Lublinem Jakubowic. Do dworzan pana na Klewaniu i Żukowie należy wliczyć również nieznanego z nazwiska koniuszego, który dbał o pańskie wierzchowce i zarządzał czeladzią stajenną. Ponadto Czartoryski miał przy sobie dworzan pokojowych, którzy otrzymywali kwartalnie 20 zł.

Do osób związanych z czernelickim dworem należy zakwalifikować również rzeszę osób świadczących ja jego rzecz konkretne usługi. W przypadku niezbędnych napraw posyłano po zegarmistrzów, ślusarzy czy kuśnierzy. Konieczność troski o image wymagał, aby sam magnat wraz z domownikami przykładał wagę do stroju, zarówno własnego jak i całej służby. W związku z tym regularnym bywalcem czernelickiego zamku był krawiec. Częstym gościem na zamku musiał być również aptekarz, któremu wypłacano sumy wahające się w granicach 100 zł., co dla przykładu było kwotą ponad dwukrotnie wyższą niż miesięczna zapłata dla hajduków. Jego wysokie wynagrodzenie w momencie sporządzenia spisu zapewne wynikało z choroby kogoś z jaśniepaństwa. W przypadku problemów zdrowotnych posyłano po cyrulika, który leczył rodzinę książęcą między innymi przystawianiem pijawek i stawianiem baniek. Dodatkowo w rezydencji stosunkowo często pojawiał się golibroda, z którego usług korzystał gospodarz. Warto również wspomnieć, że z racji konieczności ogrzewania zamkowych wnętrz co kilka dni dostarczano drewno na opał.

Kazimierz Czartoryski (Fot. Wikipedia)Życie w zamku było skoncentrowane na osobie księcia i jego rodziny, co potwierdza suma wydatków związanych z potrzebami jaśnie państwa. Z rejestru wydatków wiadomo, że Czartoryski chętnie grywał w karty oraz lubował się w czytaniu książek. Prawdopodobnie jednak ulubioną jego rozrywką, podobnie zresztą jak w przypadku wielu przedstawicieli magnaterii, były polowania. Na potrzeby tego między innymi trzymano w zamku charty oraz nabywano myśliwski rynsztunek. Zupełnie inaczej jawią się wydatki księżnej, które związane są głównie z jej garderobą. Podobnie przedstawiają się sumy związane z bliżej nieokreśloną panią starościanką, prawdopodobnie córką, któregoś ze starostów przebywającą na wychowaniu u Czartoryskiego. Warto wspomnieć, że w Czernelicy wychowywał się jedyny syn magnata, książę Kazimierz. Co jakiś czas, zazwyczaj co kilka dni, otrzymywał on „do mieszka” 1 zł. Ponadto w rejestrze wspominane są wydatki na jego ubranie.

Spis ekspensów czernelickich z 1680 r. pozwala również na przybliżenie wyglądu uczt wyprawianych w tamtejszym zamku. Biesiady stanowiły istotną cześć życia codziennego magnaterii. Organizowano je z przeróżnych okazji począwszy od wesel i pogrzebów a zakończywszy na odwiedzinach dworu przez zacnych gości. Szlachta traktowała uczty jako jeden z najlepszych sposobów spędzania wolnego czasu. Panowie bracia potrafili zasiadać za stołami przez długie godziny wypełniając żołądki mięsiwem, upijając się winem oraz deliberując na przeróżne na tematy. Wystawność uczt zależała od osoby gospodarza oraz gości jacy mieli się pojawić w progach jego domu. Szanujący się magnaci dbając o własny splendor nie żałowali jednak wydatków na biesiady, szczególnie kiedy w ich posiadłościach bawiły znaczne persony. Dla zademonstrowania bogactwa i prestiżu bankiety organizowano w takich sytuacjach z nie lada jaką pompą i przepychem.

Michał Jerzy Czartoryski nie był tutaj wyjątkiem, co potwierdzają uczty organizowane w lutym 1680 r. w murach czernelickiego zamku. Na ich potrzeby do rezydencji niemałym kosztem sprowadzano francuskie cukry (słodycze) oraz inne towary luksusowe jak migdały czy cynamon i inne zamorskie przyprawy. Wiadomo również, że na stołach w rezydencji Czartoryskiego pojawiały się różnego rodzaju towary luksusowe, między innymi egzotyczne owoce cytrusowe jak pomarańcze.

Spis wydatków nie uwzględnia kosztów związanych z zakupem mięsa wołowego czy drobiu, nie znaczy to jednak, że ich tam nie jedzono. Brak wzmianek na ten temat wynikać może z racji samowystarczalności zamku w Czernelicy pod tym kątem. Z drugiej strony wyjaśnieniem tego może być kwestia zbliżających się świąt Wielkanocy, a co za tym idzie konieczności utrzymywania postu, czego starano się skrupulatnie przestrzegać. Pozornie potwierdza to fakt 14 zł. wydanych na baryłkę minogów, jednakże potrawy z ryb były specjalnością staropolskiej kuchni a na ich spożywanie nie czekano do postu racząc się nimi niemal codziennie.

Nieodłącznym elementem staropolskich biesiad był alkohol. Zapewne na ich potrzeby na początku 1680 r. do Czernelicy dostarczono wino włoskie i francuskie. Prawdopodobnie podczas obecności znamienitszych gości podawano wyłącznie trunek z Italii, wino znad Sekwany nie cieszyło się bowiem uznaniem wśród elit szlacheckich, głównie z powodu częstych fałszerstw win francuskich, których lżejsze gatunki nie nadawały się do dłuższego transportu. Różnica jakości przejawiała się zresztą w cenie wina włoskiego, które było sporo droższe od swojego odpowiednika z Francji. Na czernelickich stołach obecne było również piwo. Podobnie jak w przypadku wina nabywano dwa jego rodzaje. W każdym miesiącu sprowadzano do zamku kilka beczek cieszącego się opinią najlepszego w Rzeczypospolitej piwa wareckiego. Piwo gorszej jakości nabywano u bliżej nieokreślonego okolicznego piwowara, który inkasował zań 6 zł. Trunek ten prawdopodobnie nie należał do najgorszych napitków, piwo z ziemi halickiej było bowiem znane i cenione w całej Rzeczpospolitej, nijak jednak było mu się równać z napojem produkowanym w Warce.

W trosce o wykwintność serwowanych dań Czartoryski sprowadził do Czernelicy dwóch kucharzy. Jednym z nich był cudzoziemiec Dubison, któremu pomagał nieznany z nazwiska Wojciech, pozostający prawdopodobnie na służbie księcia. Potrawy gościom podawał zaś lokaj na co dzień usługujący podskarbiemu koronnemu Janowi Andrzejowi Morsztynowi.

Książę dbał nie tylko o żołądki i kubki smakowe swych gości, troszcząc się również o inne wrażenia zmysłowe. Na potrzeby uczt jakie odbywały się na początku 1680 r. zaangażowano trębaczy oraz doboszów. Czartoryski zatroszczył się również o rozrywkę dla gości opłacając pruską kapelę, sprowadzoną specjalnie z dworu łowczego koronnego Jerzego Bogusława Fredry. Ponadto zgromadzonych zabawiała błaźnica samego króla Jana III Sobieskiego.

Trudno odpowiedzieć na pytanie kogo w owym czasie książę gościł w swym zamku. Sądząc jednak po częstym pojawianiu się w spisie wydatków sług hetmana wielkiego koronnego wydaje się, że prawdopodobnie podejmował on Dymitra Jerzego Wiśniowieckiego wraz z małżonką Teofilą Ludwiką.

Prócz kwestii związanych z życiem codziennym w zamku czernelickim, na podstawie wspomnianego rejestru ekspensów można również pokusić się o przedstawienie stosunku księcia do tejże rezydencji. W oczy rzuca się przede wszystkim fakt, że dla godnego podjęcia znamienitszych gości koniecznym było sprowadzanie potencjału ludzkiego z pozostałych książęcych rezydencji lub wypożyczanie go z dworów innych magnatów. Ponadto należy zwrócić uwagę na kwestię hajduków stanowiących obronę zamku. W rezydencji Czartoryskiego w Żukowie byli oni tylko częścią zabezpieczenia książęcego domostwa, główny ciężar tego spadał bowiem na oddział książęcych dragonów. Prawdopodobnie więc książę traktował zamek czernelicki jako drugorzędny, w porównaniu z rezydencjami w jego rodowych majątkach Klewaniu i Żukowie.

Artur Goszczyński
Tekst ukazał się w nr 201 za 18-31 marca 2014

X