XIX Forum Wydawców we Lwowie

XIX Forum Wydawców we Lwowie

Kozacy zapraszaja do czytania ukraińskich książek (Fot. Jurij Smirnow)To tylko mała część bardzo nasyconego programu, który przygotowała na Forum rosyjska delegacja literacka. W rozmowie z dziennikarzem „Kuriera Galicyjskiego” Helena Kostiukowicz powiedziała: „Urodziłam się na Białorusi, studia wyższe odbyłam w Moskwie. Już od 25 lat mieszkam we Włoszech. Lwowianom chcę powiedzieć, że dla mnie zawsze przykładem w mojej działalności zawodowej był Erik Linder, lwowski Żyd, który urodził się w waszym mieście w 1924 r. W 1937 roku wyjechał ze Lwowa do Włoch, pracował jako dziennikarz, a w czasie wojny był tłumaczem w gestapo, oczywiście, ukrywając swoje pochodzenie. Po wojnie zorganizował unikatową, pierwszą w Europie Zachodniej, agencję literacką – „Agencję Erika Lindera”. Był on literackim przedstawicielem wszystkich znanych amerykańskich i angielskich pisarzy w Europie. Faktycznie stworzył nasz zawód. W Europie jego imię ciągle jest bardzo szeroko znane. Ale tu, we Lwowie, nikt o nim nie słyszał. A on zasługuje na uznanie. Spróbujcie znaleźć coś o nim w archiwach lwowskich”.

Borys Burda więcej mówił o przepisach kulinarnych, ale nie tylko. „Zalecam – mówił – bardzo ostrożnie wybierać kiełbasy w naszych sklepach. Wielu moich kolegów samodzielnie zajmuje się przygotowaniem masła, sera i śmietany. Tych produktów w sklepach w ogóle nie kupują. Ale prawdziwą tragedią na Ukrainie jest dobre mięso. Za mało wołów dobrej rasy. Jeszcze mniej w sklepach prawdziwej, dobrej ryby. Mało kto u nas lubi i umie przygotować dania innych narodów.

Na przykład, bardzo dobra byłaby skandynawska sałatka z leśnych jagód. Piszę książki nie tylko dotyczące sztuki kulinarnej, ale też całkiem innych tematów. Wydałem nie tak dawno „Historie o miłości”, gdzie opisuję prawdziwe miłosne historie znanych osób. Często się je zna z popularnych powieści, jak chociażby Aleksandra Dumasa. Tak naprawdę, Dumas był zwykłym utalentowanym bajarzem z afrykańskim temperamentem. O miłości Masariniego i Anny Austriaczki wszystko zostało zmyślone. W rzeczywistości było całkiem inaczej. Pisze też o miłości Franciszka Józefa do małżonki, królowej Elżbiety. Jej życie zaś zepsuła despotyczna teściowa. We Lwowie ogromne wrażenie na mnie sprawiła Msza św. w kościele katolickim”.

Na tym można byłoby zakończyć opisywanie moich wrażeń, wyniesionych z Forum Wydawców. Ale jest jeszcze jeden – i to najważniejszy dla nas temat – literatura o Lwowie i lwowianach. Temat tym bardziej dla mnie interesujący, że wielu autorów i wydawców to moi znajomi i koledzy. Ale o tym w następnym numerze „Kuriera Galicyjskiego”.
(cdn.)

 

Jurij Smirnow

X