To tylko mała część bardzo nasyconego programu, który przygotowała na Forum rosyjska delegacja literacka. W rozmowie z dziennikarzem „Kuriera Galicyjskiego” Helena Kostiukowicz powiedziała: „Urodziłam się na Białorusi, studia wyższe odbyłam w Moskwie. Już od 25 lat mieszkam we Włoszech. Lwowianom chcę powiedzieć, że dla mnie zawsze przykładem w mojej działalności zawodowej był Erik Linder, lwowski Żyd, który urodził się w waszym mieście w 1924 r. W 1937 roku wyjechał ze Lwowa do Włoch, pracował jako dziennikarz, a w czasie wojny był tłumaczem w gestapo, oczywiście, ukrywając swoje pochodzenie. Po wojnie zorganizował unikatową, pierwszą w Europie Zachodniej, agencję literacką – „Agencję Erika Lindera”. Był on literackim przedstawicielem wszystkich znanych amerykańskich i angielskich pisarzy w Europie. Faktycznie stworzył nasz zawód. W Europie jego imię ciągle jest bardzo szeroko znane. Ale tu, we Lwowie, nikt o nim nie słyszał. A on zasługuje na uznanie. Spróbujcie znaleźć coś o nim w archiwach lwowskich”.
Borys Burda więcej mówił o przepisach kulinarnych, ale nie tylko. „Zalecam – mówił – bardzo ostrożnie wybierać kiełbasy w naszych sklepach. Wielu moich kolegów samodzielnie zajmuje się przygotowaniem masła, sera i śmietany. Tych produktów w sklepach w ogóle nie kupują. Ale prawdziwą tragedią na Ukrainie jest dobre mięso. Za mało wołów dobrej rasy. Jeszcze mniej w sklepach prawdziwej, dobrej ryby. Mało kto u nas lubi i umie przygotować dania innych narodów.
Na przykład, bardzo dobra byłaby skandynawska sałatka z leśnych jagód. Piszę książki nie tylko dotyczące sztuki kulinarnej, ale też całkiem innych tematów. Wydałem nie tak dawno „Historie o miłości”, gdzie opisuję prawdziwe miłosne historie znanych osób. Często się je zna z popularnych powieści, jak chociażby Aleksandra Dumasa. Tak naprawdę, Dumas był zwykłym utalentowanym bajarzem z afrykańskim temperamentem. O miłości Masariniego i Anny Austriaczki wszystko zostało zmyślone. W rzeczywistości było całkiem inaczej. Pisze też o miłości Franciszka Józefa do małżonki, królowej Elżbiety. Jej życie zaś zepsuła despotyczna teściowa. We Lwowie ogromne wrażenie na mnie sprawiła Msza św. w kościele katolickim”.
Na tym można byłoby zakończyć opisywanie moich wrażeń, wyniesionych z Forum Wydawców. Ale jest jeszcze jeden – i to najważniejszy dla nas temat – literatura o Lwowie i lwowianach. Temat tym bardziej dla mnie interesujący, że wielu autorów i wydawców to moi znajomi i koledzy. Ale o tym w następnym numerze „Kuriera Galicyjskiego”.
(cdn.)
Jurij Smirnow
