Wzgórza Wuleckie. Część II

Wzgórza Wuleckie. Część II

We wczesnych godzinach porannych 4 lipca 1941 roku na Wzgórzach Wuleckich rozstrzelano 37 osób, które sprowadzono tam z Bursy Abrahamowiczów w trzech grupach. Było wśród nich 21 profesorów. Nie zważając na tak wczesne godziny kaźń profesorów obserwowało kilku świadków.

Już w kilka godzin po morderstwie mieszkańcy sąsiednich kamienic dotarli na miejsce zbiorowej mogiły i ustalili dokładnie miejsce kaźni. Wśród nich był wykładowca Politechniki, dr inż. Zbigniew Schneigert. Relacje innych świadków donoszą, że oddział egzekucyjny składał się z ludzi w mundurach (czyli gestapowców). Także mogiłę kopali ludzie w mundurach. 

Autor książki „Noc Morderców” Dieter Schenk ustalił nazwiska niektórych z tych, którzy mogli brać udział w egzekucji. Pluton egzekucyjny składał się z 6 do 8 żołnierzy i dowódcy w stopniu SS-untersturmführera. Możliwe, że wśród żołnierzy znajdowali się SS-mani Max Draheim Walter Marteus i Paul Grusa. Dowódcą mógł być gestapowiec Walter Kutschmann lub SS-untersturmführer Hans Krüger.

Znany tropiciel przestępców nazistowskich Szymon Wiesental twierdził, że w skład oddziału „wchodziło ponad pięciu volksdeutschów, będących członkami SS oraz dwóch ukraińskich policjantów do pomocy”. Obciążał również winą dwóch braci – gestapowców Johanna i Wilhelma Mauerów. O żołnierzach z batalionu Nachtigall i lejtnancie Theodorze Oberländerze nie ma nawet wzmianki. Skąd wtedy wzięły się pogłoski, które po wojnie krążyły w Polsce i ZSRR? Dieter Schenk daje odpowiedź i na to pytanie.

Otóż „fakt, że w latach 1953-1960 Oberländer był w rządzie Adenauera ministrem do spraw wypędzonych elektryzował państwa bloku wschodniego. Według współczesnego szkicu, znajdującego się w aktach prokuratury w Hamburgu, w połowie 1959 roku ówczesny pierwszy sekretarz PZPR Władysław Gomułka odniósł się do wydarzeń lwowskich z 1941 roku w wygłoszonym w obecności Nikity Chruszczowa przemówieniu do górnośląskich górników. Wskazał na Oberlädera, jako na bezpośrednio odpowiedzialnego za zamordowanie polskich intelektualistów. Podjęto kampanię na międzynarodową skalę. Wschodnioberliński dziennik „Neus Deutschland” miał nawet przypuszczać, że Oberländer nie tylko podżegał do mordu, ale i sam mordował.

W trakcie politycznego procesu pokazowego, prowadzonego w Najwyższym Trybunale NRD, nieodpowiadającego żadnym kryteriom państwa prawa, 29 kwietnia 1960 roku Oberländera skazano „in absentia” na dożywotne pozbawienie wolności. W wyroku wywodzono, między innymi, że batalion „Nachtigall” pod wodzą Theodora Oberländera wkroczył 30 czerwca 1941 roku do Lwowa. Z jego polecenia miano przeprowadzać masakry i pogromy wymierzone w funkcjonariuszy komunistycznych, a także ludność żydowską i polską.

Zamordowania grupy polskich profesorów w lipcu 1941 roku miała dokonać ta właśnie jednostka wraz z jej dowódcą Oberländerem. Konsekwencją wyroku była konieczność ustąpienia Oberländera z urzędu ministra. Adenauer postanowił go poświęcić, w związku z czym minister do spraw wypędzonych złożył 3 maja 1960 roku wniosek o dymisję.

Przewodniczący Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, prof. dr hab. Czesław Pilichowski, stwierdził podczas roboczego spotkania z przedstawicielami Centralnego Urzędu w Ludwigsburgu (RFN), w dniu 8 maja 1975 roku w Warszawie, że w efekcie dochodzenia Komisji, prowadzonego przez prokuratora Wacława Szulca ustalono, że mordercą profesorów lwowskich był nie Obereländer, a Walter Kutschmann i Hans Krüger. Prokurator opierał się przy tym na relacji hr. Lanckorońskiej, prof. Groëra i ustaleniach Szymona Wiesentala. To zaskakujące dla zachodnioniemieckich prokuratorów stwierdzenie oznaczało bezpodstawność wyroku w Berlinie Wschodnim. Wywołało to polityczne turbulencje między bratnimi krajami komunistycznymi – PRL i NRD oraz utwierdziła Oberländera w dążeniu do rehabilitacji”.

Z powyższego można by wywnioskować śmiało o winie prawdziwych morderców z Sonderkommando V na czele z SS-Standartenführerem Eberchardem Schöngarthem. Ale aż dziw bierze, że i dzisiaj część Polaków wierzy, że zbrodni na profesorach lwowskich dokonał Oberländer, batalion „Nachtigall” i nacjonaliści ukraińscy. Wierzą nadal słowom Władysława Gomułki, Nikity Chruszczowa, Najwyższemu Trybunałowi NRD, a nie chcą wziąć pod uwagę świadczeń hrabiny Lanckorońskiej czy Żyda Szymona Wiesentala.

Świadczą o tym wypowiedzi ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego (np. „Gazeta Wyborcza”, Wrocław 13 listopada 2011 roku), czy też skandal międzynarodowy wywołany przy próbie umieszczenia w kościele w Świdnicy tablicy poświęconej zamordowanym profesorom lwowskim z napisem, który wskazywał Ukraińców, jako sprawców zbrodni. Mer Lwowa Andrij Sadowyj wystosował protest do władz województwa dolnośląskiego i Świdnicy oraz świdnickiego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich, w którym prosił o korektę. Korekta została dokonana. O tym też donosiła czytelnikom „Gazeta Wyborcza”.

Pozostaje jednak kwestia odtworzenia szczegółów mordu profesorów i członków ich rodzin. Nie zważając na ogromną pracę Schenka i innych naukowców, niektórych pytań nie udało się wyjaśnić do dziś. Na przykład ustalono, że w dniu 4 lub 5 lipca zmordowano 4 osoby: Katarzynę Domko, dr Stanisława Mączewskiego, Marię Reyman i właściciela sklepu z konfekcją „Beier i S-ka” Wolischa, zabranego z mieszkania prof. Sieradzkiego. Gdzie odbywały się egzekucje i gdzie może być grób tych ludzi, do dziś nikt nie wie. Wpisani są na listę pomordowanych na Wzgórzach Wuleckich, ale czy tak było naprawdę?

Kolejną sprawą były pogłoski, że niektórych profesorów zamordowano w piwnicach Bursy Abrahamowiczów i możliwe, że zostali oni pochowani w podwórku bursy. Barbara Winklowa w książce „Boyowie Zofia i Tadeusz Żeleńscy” pisze, że Tadeusz Boy-Żeleński, aresztowany w mieszkaniu Marii i Jana Greków, był zamordowany w nieustalonych okolicznościach. Władysław Żeleński sugeruje, że „przebieg tragicznych wypadków mógł być inny. Boy, nie będący na liście aresztowanych, być może został rozstrzelany w drugiej egzekucji na dziedzińcu Zakładu Abrahamowiczów (a nie na Wzgórzach Wuleckich), a zwłoki z tej egzekucji zostały wywiezione ciężarówką za miasto i tam spalone w pobliskim lesie…”.

Kogo wtedy jeszcze rozstrzelano? Czy palono zwłoki ofiar już w 1941 roku, czy taką praktykę Niemcy wprowadzili dopiero w 1943 roku? W każdym bądź razie podczas prac przy wystawianiu pomnika na Wzgórzach Wuleckich w 2011 roku warto było przeprowadzić dokładne poszukiwania archeologiczne na tym terenie, jak również na dziedzińcu Bursy Abrahamowiczów.

Do tej pory nie padło w artykule nazwisko jeszcze jednego mordercy profesorów lwowskich – Petera Mentena. Uważam go za osobę najbardziej zaangażowaną w tę akcję, a także w grabież mienia aresztowanych.

Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w 8 (156) 27 kwietnia – 14 maja 2012

Wzgórza Wuleckie. Część I

Wzgórza Wuleckie. Część III

X