Wszyscy jesteśmy pasażerami

Może nie chodzi o to, by świat zaczął wołać „Jestem pasażerem”, ale by miał świadomość, że nie tylko dżihad jest groźny. By nie zapomniał, że terroryzm ma różne oblicza i nie można wiązać się z jednym z nich, chcąc zwalczyć to drugie.

Francja

7 stycznia 2015 roku trzech napastników wtargnęło do paryskiej redakcji magazynu satyrycznego „Charlie Hebdo”, gdzie, w imię Allacha, zabiło 12 osób. Kolejnych 11 osób zostało ciężko rannych. Mordercy zrobili to w imię swoich przekonań religijnych i poglądów, które ktoś uraził.

Europa zatrzęsła się z oburzenia i strachu. Okazało się, że w żadnym kraju nie można spać spokojnie, cieszyć się z wolności przysługujących obywatelom, bo w każdej chwili religijny fanatyk może wyrazić swój brak zgody na cudze poglądy sięgając po broń. Te lęki potwierdziły się, gdy terrorysta mający powiązania z napastnikami z „Charlie Hebdo”, zamordował policjantkę, a później czterech zakładników, których przetrzymywał w jednym z paryskich sklepów koszernych.

Prezydent Francji François Hollande ogłosił trzydniową żałobę narodową, a 11 stycznia około miliona osób wzięło udział w marszu, aby oddać hołd ofiarom zamachu i wyrazić swoje oburzenie dla przemocy. Wśród protestujących byli przywódcy blisko pięćdziesięciu państw, którzy pragną, by w ich krajach nie doszło do podobnych sytuacji, którzy przeciwstawiają się terrorowi i bronią wolności, jako jednego z fundamentalnych ludzkich praw.

Na całym świecie z manifestantami solidaryzowały się miliony ludzi. „Je suis Charlie” – „Jestem Charlie” stało się zdaniem rozpoznawanym i rozumianym pod każdą szerokością geograficzną. W tym czasie wszyscy chcieliśmy pokazać, że nie ma w nas zgody na odbieranie życia.

Ukraina
14 stycznia 2015 roku w miejscowości Wołnowachy na Wschodniej Ukrainie, w ataku na cywilny autobus przewożący zwyczajnych, szarych ludzi, zginęło 12 osób. Kilkanaście innych zostało rannych. Pocisk prorosyjskich separatystów, walczących w imię imperializmu, pieniędzy, partykularnych interesów, zniszczył czyjeś plany, marzenia, pogrzebał rodziny.

Ostrzał cywilów potępiła Rada Bezpieczeństwa ONZ, a rzecznik Organizacji powiedział, że „Członkowie Rady wskazali jednocześnie na konieczność przeprowadzenia niezależnego śledztwa, które wyjaśni okoliczności i wskaże winnych tego incydentu”.

***
Czy Europa wyrazi oburzenie? Czy będzie się bała? Szczerze mówiąc – wątpię. Prawdopodobieństwo spotkania z religijnym fanatykiem jest większe, niż ataku Rosjan na kolejny kraj. To, co dzieje się na Ukrainie, to wewnętrzne sprawy postkomunistów, a dżihad jest problemem świata. Na wojnę domową w Syrii wyjechało kilkanaście tysięcy ochotników z krajów Europy Zachodniej, na tę na Ukrainie – może kilkudziesięciu? Atak radykalnych bojowników muzułmańskich na metro, kawiarnię czy szkołę jest realnym zagrożeniem dla obywatela Unii Europejskiej. Atak rosyjskich separatystów to problem Kijowa.

Kilka dni temu dziecko zapytało mnie, czy to możliwe, że Putin opłacił dżihadystów, żeby odwrócić uwagę od Donbasu. Lubię teorie spiskowe, choć nie traktuję ich poważnie, ale gdy słyszę je z ust kilkulatka coś każe mi się zastanowić nad odpowiedzią. Czy jest to możliwe? Nie wiem, nie sądzę, nie wierzę. A czy atak na „Charlie Hebdo” jest mu na rękę? Jest. To mogę powiedzieć z czystym sumieniem, choć nie wiem, czy dziecko to zadowala.

***
Rosja
Wydarzenia we Francji spadły Putinowi z nieba. Teraz może budować nową oblężoną twierdzę, w której spróbuje zamknąć się wespół z krajami Europy Zachodniej zagrożonymi terroryzmem oraz… działaniami Amerykanów. Bo to oni tak naprawdę sterowali zamachowcami, a ich głównym celem jest unicestwienie islamu, które poprzedzone będzie skonfliktowaniem go z Europą. Podobnie zresztą to USA stoją za wydarzeniami na Ukrainie, o czym z przekonaniem mówił dyrektor Instytutu Nowych Państw Aleksiej Martynow.

Dla Francuzów atak na redakcję „Charlie Hebdo” był karą za próby zbliżenia z Moskwą, a wszystko to rosyjscy specjaliści, najlepsi na świecie, przewidzieli już kilka dni przed zamachem. Szef Centrum Badania Problemów Społecznych i Praktycznych pułkownik Aleksander Żylin mówił wprost, że słowa prezydent Hollande`a, iż sankcje przeciw Rosji szkodzą Europie i trzeba coś z tym fantem zrobić, sprowokują ataki terrorystyczne we Francji. Gdyby dziennikarze nie przestraszyli się i nie wycofali publikacji tej jakże trafnej prognozy, to kto wie, może udałoby się zapobiec tragedii? Tymczasem nikt Żylina nie posłuchał i śmierć ponieśli niewinni ludzie. Bo francuskie służby kompletnie się nie sprawdziły; jak pisano w Rosji „rzeź” w paryskiej redakcji to porażka służb specjalnych, która odbije się negatywnie na życiu społecznym i politycznym kraju.

Teza o antymoskiewskim i wrogim muzułmanom spisku jest niezwykle wygodna, jak wszystkie płody rosyjskiej propagandy. Pogrąża Amerykanów, jak i daje alibi Rosji. To nie Moskwa jest przyczyną wycofania się przez Francję z umów dotyczących Mistrali. To strach przed kolejnym odwetem USA. Nic osobistego.

Do tego dochodzi świadomość ryzyka, na jakie narażone są kolejne kraje – Niemcy, a potem Rosja, co powinno być wystarczającym powodem do zintegrowania sił i utworzenia wspólnego frontu walki z amerykańsko-islamskim przeciwnikiem. Zwłaszcza, że jak powiedział przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej Aleksiej Puszkow, Europa powinna też z rozumieć, że „Tragedia w Paryżu jest najlepszym dowodem, że to nie Rosja zagraża bezpieczeństwu Europy. To blef. Faktem natomiast jest, że prawdziwe zagrożenie stanowią terroryści”. A skoro już Rosjanie zdjęli z siebie odium odpowiedzialności za jakiekolwiek konflikty to przecież mogą stanąć w jednym szeregu wespół z innymi krajami.

Zachód
I tu na arenę wkraczają kraje Unii Europejskiej i NATO. Media rosyjskie przewidują, że wydarzenia z 7 stycznia wpłyną na zaangażowanie Paryża w negocjacje w sprawie Ukrainy, de facto eliminując go z jakichkolwiek rozmów – przecież trzeba będzie zająć się problemami własnych obywateli, a nie jakimiś tam Ukraińcami. Staną się też dla wielu państw pretekstem dla ocieplenia stosunków z Rosją. Rosjanie, którzy mają doświadczenia i w walce, i we współpracy z muzułmanami, bez wątpienia dysponują ogromem informacji i dobrze rozbudowaną siatką szpiegowską w krajach, które interesują Zachód. Wypowiedź byłego doradcy Putina, doktora Andrieja Iłłarionowa, który w listopadzie 2014 roku ostrzegał, że z początkiem 2015 roku rozpocznie się w Europie islamska wiosna, a jej celem będzie polityczny paraliż kontynentu, który uniemożliwi udzielenie pomocy zaatakowanym krajom w przestrzeni postsowieckiej, mogła być zarówno oparta na doskonałej informacji o planach islamistów, wizjonerstwie, jak i wiedzy o planowanym spisku moskiewsko-dżihadystowskim. Jeśli jednak odrzucić tę ostatnią możliwość, jako nazbyt nieprawdopodobną, to widząc profesjonalizm Rosjan w trafnym przewidywaniu grzechem byłoby zaprzepaścić możliwość pozyskania takiego sojusznika, zwłaszcza, że sam mówi, że chciałby współpracować. To współdziałanie oznaczałoby wznowienie stosunków z NATO, obecnie ograniczonych tylko do wzajemnej komunikacji, do czego Pakt Północnoatlantycki wydaje się być gotowy. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg już zapowiedział, że Sojusz będzie chciał zbudować konstruktywne stosunki z Moskwą, oczywiście przede wszystkim w celu walki z terroryzmem.

Samo założenie współpracy nie jest jeszcze niczym złym. Należy jednak postawić pytanie, co za taką współpracą ma stać. Czy nagle trzeba będzie zapomnieć o naruszaniu przez rosyjską armię granic innych państw, o aneksji Krymu, o prowokacjach wobec krajów NATO, sankcjach gospodarczych, no i o pokoju na Ukrainie?

Jeśli państwa zachodnie uwierzą w tezę zero-jedynkową – wybór pomiędzy złem rosyjskim, a złem islamskim, w to, że istnieje tylko jeden z terroryzmów – ten separatystów, lub ten dżihadystów, że albo będziemy mieć do czynienia z cenzurą i wojnami propagandowymi Kremla, albo muzułmańskim ograniczeniem wolności słowa – wtedy przegrają obie wojny. I tę na wschodzie Ukrainy, i tę z islamem. Możemy dziś tylko mieć nadzieję, że ten scenariusz się nie ziści, a w tym, aby tak się stało, dużą rolę powinna odegrać Ukraina. Zamiast grzecznie wycofywać się na pozycję petenta może czas zorganizować marsze przeciw terroryzmowi, pokazywać tragedię tych, co giną w Donbasie, wygłosić płomienne orędzia, a potem je realizować? Nie oszukujmy się – świat wie o tym, co widzi. Może nie chodzi o to, by zaczął wołać „Jestem pasażerem”, ale by miał świadomość, że nie tylko dżihad jest groźny. By nie zapomniał, że terroryzm ma różne oblicza i nie można wiązać się z jednym z nich, chcąc zwalczyć to drugie.

Agnieszka Sawicz
Tekst ukazał się w nr 1 (221) za 16-29 stycznia 2015

X