Wiosna Ludów w Stanisławowie. Część 2 Piętrowa budowla po prawej – hotel Saksa. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebećkiego

Wiosna Ludów w Stanisławowie. Część 2

Po rozpuszczeniu Gwardii Narodowej odbyła się zmiana władzy. Zwolniony został burmistrz Szczurowski i starosta okręgowy Festenburg. Tego ostatniego zamienił stryjski komisarz Neisser. Mieszczanina Bohusiewicza, który przekazał 700 złotych na mundury dla Gwardii i gorąco ją popierał, uwięziono. Jednak po paru dniach został zwolniony. Ale pomimo tych represji rewolucja w Stanisławowie trwała nadal.

Na celowniku armat

Pod koniec 1848 roku opublikowano projekt nowej konstytucji, która ogłaszała Austrię monarchią konstytucyjną, deklarowała wolność jednostki, sumienia, wiary, języka i zgromadzeń. Ten ostatni punkt pozwolił Polakom w Stanisławowie założyć pierwszą w naszym mieście organizację polityczną – Okręgową Radę Narodową.

W tym celu aktywiści rozesłali do okolicznych ziemian, zamożnych Żydów i duchowieństwa obu obrządków zaproszenie na zebranie w Stanisławowie 9 maja, aby obrać władze Rady. Starosta okręgowy sprzeciwiał się temu jak mógł i ze swej strony rozesłał rozkaz zakazujący zgromadzeń. Urzędnik nie za bardzo ufał Polakom, którzy już przed dwoma laty próbowali wzniecić powstanie przeciwko Austriakom.

Polscy ziemianie w 1848 r. Źródła internetowe

Jednak w wyznaczonym dniu delegaci zjechali do miasta. Zebranie planowano w hotelu Saksa, stojącym w miejscu dzisiejszego pasażu Gartenbergów. Ludzie zgromadzili się przed budynkiem, ale nie kwapili się wchodzić do środka. Rzecz w tym, że komendant wojskowy miasta mjr Geremanowski dał rozkaz wytoczyć na wały armaty i wycelować je w stronę hotelu. Jednocześnie rozeszły się pogłoski, że żołnierze będą zabijać każdego, kto pojawi się w sali. Przed paroma tygodniami w rozruchach zginął polski student Hoszowski i mieszczanie poważnie traktowali te pogłoski.

Przestraszony właściciel hotelu Saks i kupiec Czuczawa, mający tam swój sklep towarów kolonialnych, poszli do starosty z pytaniem, czy wojsko będzie strzelać do zebranych. Ten nie dał konkretnej odpowiedzi, ale opierał się o listy gubernatora z początku kwietnia, zakazujących jakichkolwiek zgromadzeń. Saks i Czuczawa wrócili więc z niczym.

Wówczas do starosty wyruszyła kolejna delegacja, wzmocniona o weterana Antoniewicza i prawnika Hoppena. Ten ostatni zapędził starostę w kozi róg bezpośrednimi pytaniami: „Czy nakaże pan rozpędzić ludzi bagnetami? Czy ma pan dokładny rozkaz? Czy weźmie pan na siebie odpowiedzialność, gdy przeleje się krew?”.

Równocześnie Neisserowi przypomniano o 20 paragrafie konstytucji, gwarantującym obywatelom prawo do zgromadzeń. Po tym starosta poddał się – uznał hotel za własność Saksa i oznajmił iż jeśli zebranie odbędzie się bez naruszenia spokoju publicznego, to nie będzie miał powodu rozpędzić go siłą.

W tym samym dniu obrano Okręgową Radę Narodową. Na jej przywódcę obrano ks. Andrijowicza z Buczacza, a na jego zastępców powstańca Antoniewicza i adwokata Janochę. Sekretarzem Rady został przyszły burmistrz Ignacy Kamiński.

W kamienicy po lewej zasiadała marionetkowa Ruska Rada. Pocztówka z kolekcji Zenowija Żerebećkiego

Marionetkowa Rada

Główna rolę w Radzie Okręgowej odgrywali Polacy, chociaż jej członkami byli i Żydzi, i kilku kapłanów-unitów. Aby zasiać rozłam i osłabić ruch rewolucyjny, austriaccy urzędnicy postanowili zwołać Ruską Radę, która miała zjednoczyć galicyjskich Ukraińców i odciągnąć ich od ruchu Polaków.

Przyjaciel Kamińskiego, ukraiński student Iwan Kobylański, dowiedział się, że na 10 maja zaplanowano zgromadzenie, które ma uchwalić Ruską Radę.

Dlaczego Ruską? Dlatego, że określenia „Ukrainiec” w tamtych czasach w Galicji jeszcze nie używano, a miejscowi Ukraińcy określali siebie jako Rusinów – od Rusi Kijowskiej.

Zgromadzenie miało się odbyć na Rynku w narożnej kamienicy, tam gdzie obecnie jest centrum handlowe „Galeria-H”. Aby nie dostali się tam Polacy, spotkanie odbywało się w tajemnicy za zamkniętymi drzwiami. Wejście – jedynie na specjalne zaproszenia. Kobylańskiemu udało się jednak zdobyć dwie wejściówki.

Cerkiew św. Barbary, w której odbyło się posiedzenie Ruskiej Rady. Rycina Bedricha Hawranenki

W określonym dniu Kobylański wraz z przyjacielem Kamińskim przyszli pod kamienicę, ale wejście zagrodził im sekretarz sądu szlacheckiego Strach wraz z komisarzem finansowym Wilkiem. Po niemiecku zapytali, czego tu szukają? Po okazaniu zaproszeń i przepychankach z ochroną, przyjaciele znaleźli się w sali. I tu oddajemy słowo Ignacemu Kamińskiemu:

– Wszystkie miejsca zajęli przeważnie Niemcy, kalwiniści, luteranie i anabaptyści. Oprócz Stracha i Wilka, zajęli tam miejsca Maresch i Gen – komisarze cyrkułu (starostwa okręgowego – aut.), Rumansdorfer, Hainbach, Baigard, Schad, Grune. Pomiędzy nimi znalazło się kilku mieszczan-Polaków. Kameralny radca Żuławski był pierwszym przywódcą tych nowopowstałych „Rusinów”. Z prawdziwych Rusinów było tu kilku kapłanów – „rzadkich pływaków, którzy zjawili się na tych wzburzonych wodach”.

Kamiński został jednak z tego zebrania wyproszony. Ruska Rada zajęła całkowicie proaustriacką pozycję. Kiedy już miasto podzieliło się na dwa obozy, Polacy nosili białe kokardy, a Niemcy i Ukraińcy – czarno-żółte, rozprowadzane centralizowanie przez Żuławskiego. Odzwierciedlały one kolory rodowe austriackiej dynastii Habsburgów, wobec czego sympatyków monarchii Polacy określali jako szwarc-gelberów.

Wydarzył się nawet zabawny przypadek. Pewien gorący patriota polski, sprzedawca w księgarni, tak zezłościł się na powszechność czarno-żółtych kolorów, że uwiązał taką kokardę na ogonie swego potężnego psa. Nie ścierpiał tego urzędnik austriacki i przyczepił białe swym dwom małym szpicom. Duży pies, gdy je zobaczył, o mało je nie zagryzł. Maleństwa ledwo uszły z życiem. W Stanisławowie kpiono z tego i prorokowano przyszły triumf czarno-żółtej partii.

Ta marionetkowa Ruska Rada nie miała jednak poparcia wśród Ukraińców. 25 maja została rozpuszczona i powołano prawdziwą.

Zamożni ukraińscy mieszczanie. Źródła internetowe

Pod żółto-błękitnymi sztandarami

Nowa Okręgowa Ruska Rada pojawiła się pod koniec maja przed świętem Wniebowstąpienia. Na placu Trynitarskim zebrały się nieprzeliczone tłumy, 80 kapłanów i chłopi z okolicznych wiosek. Odbyło się nabożeństwo, wojsko dało uroczystą salwę. Na przewodniczącego wybrano proboszcza z Uhrynowa o. Grigorija Szaszkiewicza (ciotecznego brata Markijana z „Ruskiej Trójcy”), wielu obecnych miało żółto-błękitne kokardy. Kilku studentów, przybyłych ze Lwowa, zaczęło rozdawać takie odznaki, wyjaśniając ludziom, że są „to nasze rusińskie kolory”. W pół godziny tłum całkowicie się „zukrainizował”, zrywając niemieckie kokardy. W czasie nabożeństwa jakiś siwowłosy mężczyzna z Halicza stał koło Szaszkiewicza, trzymając błękitną flagę ze złotym lwem. To był chyba pierwszy przypadek w naszym mieście, kiedy wykorzystano symbolikę narodową.

Po wiecu obywatele przeszli do hotelu „Galicja”, przy ul. Halickiej, gdzie miało się odbyć pierwsze posiedzenie Rady. Tłum był potężny i wielu nie starczyło miejsca – stali na schodach, przed budynkiem, na ulicy. Polacy posiadający już swoją Radę Narodową starali się przeszkodzić w posiedzeniu. Ktoś krzyknął, że w piwnicy hotelu leży proch i za chwilę go podpalą. Inny polski student zaczął wołać, że trzeszczy sufit i zaraz się zawali. Aby wywołać większe wrażenie rzucał w górę piaskiem, imitując osypujący się sufit. W sali wybuchła panika, ludzie zaczęli uciekać, w drzwiach natychmiast powstał zator; ktoś próbował wyskoczyć przez okno. Jednak kilku chłopów nie straciło zimnej krwi. Szybko wyłowili prowokatorów i sprawili im niemiłosierne lanie – studentowi z piaskiem wyrwano pół brody. Spokój zapewniło dopiero przybycie policji. Uratowało to od śmierci chłopaka i jeszcze dwóch w kontuszach, którzy ze strachu wleźli do kominka. Z ogromnym trudem zaprowadzono spokój i Okręgowa Rada Ruska rozpoczęła swoją pracę.

Kiełki parlamentaryzmu

Kolejne posiedzenia Rady odbywały się w starej cerkwi św. Barbary na początku dzisiejszej ul. Konowalca, gdzie już nie sprawowano nabożeństw. W centrum stał stół, przy którym siedział przewodniczący i jego zastępcy, ludzie zaś stali w babińcu. Decyzje podejmowano większością głosów.

Co rozpatrywano? Pytania były różne: założenie biskupstwa stanisławowskiego, wysadzanie drzew owocowych wzdłuż dróg, wprowadzenie języka ruskiego czyli ukraińskiego w szkołach, skargi chłopów na ziemian.

O. Hryń Szaszkiewicz. Źródła internetowe

Nie istniał porządek posiedzeń i czasami w cerkwi panował harmider i bałagan. Ambroży Szankowski wspomina, że pewnego razu w Stanisławowie zatrzymał się pewien młody, wykładający w Wiedniu kapłan ukraiński, który był na zebraniu słowiańskim w Pradze i znał się trochę na zasadach parlamentaryzmu. Społeczność wybrała tego doświadczonego kapłana na sekretarza Rady. W celu przestrzegania porządku, przyniósł on na posiedzenie cerkiewny dzwonek. Przy omawianiu kolejnego pytania w cerkwi powstał taki gwałt, że przewodniczący Grigorij Szaszkiewicz musiał dzwonić w ten dzwonek. Wieśniacy obecni w cerkwi pomyśleli, że dzwonią do modlitwy – poklękali i opuścili głowy. Dopiero wtedy zapanowała cisza.

14 czerwca 1848 roku odbyło się posiedzenie Reichstagu. Ze Stanisławowa jako poseł pojechał do Wiednia zamożny kupiec żydowski Abraham Galpern. Wybory w okręgu wygrało kilku księży ukraińskich, za którymi agitowała Rada Ruska – gospodarz Hryń Petryszyn z Chryplina i diak Iwan Kapuszczak z Lachowic. Wygłosił on w parlamencie płomienną mowę z żądaniem zniesienia pańszczyzny, po której deputowani zgotowali mu burzliwe owacje. Diak z prowincji szybko przyzwyczaił się do życia w stolicy. Szankowski wspomina:

„Kapuszczak trzymał się od początku naszych posłów. Po pierwszej sesji wrócił w ładnym białym serdaku i sukiennych spodniach, wpuszczonych w eleganckie buty z cholewami. A ponieważ znał trochę niemiecki, złapali go wiedeńscy akademicy (studenci – aut.) pomiędzy siebie i przerobili na ultraliberała. Tę swoją przemianę demonstrował Kapuszczak nawet w stroju: odrzucił strój ludowy i ubrał kapelusz kalabryjski i strój wiedeńskiego legionisty. Tak wystrojony, z szablą u boku, wrócił do domu i nakazał swej żonie zamiast barszczu i kaszy gotować kawę…”.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 7 (371), 16–29 kwietnia 2021

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X