Wędrówka do polskich dworów na Podolu (część II)

Wędrówka do polskich dworów na Podolu (część II) Fot. Dmytro Antoniuk

Kontynuujemy podróż po Podolu, do polskich dworów i pałaców położonych wzdłuż trasy H03 Chmielnicki – Kamieniec Podolski.

Kolejna zupełnie nieznana rezydencja – i to jaka! – znajduje się zaledwie 5 km w prawo od trasy H03 w miejscowości Udryjowce. Można tu dojechać przez stację Dunajowce i dalej polną drogą. We wsi mieszka nie więcej jak tysiąc osób, ale jest tu wspaniały neogotycki pałacyk z połowy XIX wieku, o którym nie ma ani słowa w polskich, a tym bardziej w ukraińskich przewodnikach. Jest to prawdziwy pałac z wieżami i innymi detalami architektonicznymi charakterystycznymi dla tego stylu. Z opowieści starszej kobiety, której babcia tu służyła, należał on do Orłowskich, a wcześniej do Dmowskich i Łozińskich. Pani Ola opowiedziała, że w niespokojnych czasach dziedzice chowali kosztowności w jednej ze studni na terenie parku. Potem, gdy w pałacu była już szkoła, ktoś odkrył jeszcze jeden schowek, z którego wypadły carskie papierowe ruble z podobizną Katarzyny II (o nominale 100 rubli). Ba, więcej. W czasach komunistycznych przyjeżdżali tu potomkowie Orłowskich z Kanady, którzy mieli dokładną mapę majątku i coś skrupulatnie według niej szukali. Z pewnością, zasypanej studni. Na próby rozmowy ze strony miejscowych – nie odpowiadali. Jednak skarbów tak i nie znaleźli.

Obecnie pałac stoi pusty, szkoły, która była tu do 2009 roku, już nie ma. Krążą pogłoski, że miejscowy wójt chce sprzedać zabytek eks-prokuratorowi, który obok wybudował prawosławną cerkiew. Majątek jest łakomym kąskiem, bo budowla jest w mniej-więcej zadowalającym stanie, a park z alejkami i stawem jeszcze nie zarósł.

Wracamy na trasę i dojeżdżamy do Sołodkowców. Obok zbudowanego w latach 90. XX wieku kościoła stoi skromny dworek z początków XIX wieku. Mieści się tu teraz cerkiew. Do kogo dworek należał – nie wiadomo.

Kolejny nasz przystanek – to miejscowość Zińków, po drodze z Sołodkowiec na Wińkowce. Poszukujemy starej szkoły. Na początku XX wieku dzisiejszy budynek szkoły wzniesiony w stylu klasycystycznym wystawił książę Ludwik Wirtemberski, kuzyn Adama Jerzego Czartoryskiego. Ten pół-Polak, służył w armii carskiej w randze generała artylerii i zawzięcie ostrzeliwał majątek swego kuzyna w Puławach podczas Powstania Listopadowego. Pomimo takich dowodów wierności, władze carskie odebrały mu majątek pod koniec XIX wieku i przekazały go wykonawcy sądowemu. Zabytek jest wspaniałym przykładem prowincjonalnego klasycyzmu, z toskańskimi portykami i fryzem. Z zewnątrz nawet dobrze się zachował. Wnętrza natomiast uległy zagładzie. Po drugiej stronie drogi – resztki zińkowskiego zamku i odnowiony kościół św. Trójcy z 1750 roku. Jest tu też wspaniała cerkiew drewniana.

Dojeżdżamy wreszcie do wspomnianych już Dunajowiec. Są tu dwa pałace. Jeden znajduje się nieopodal luterańskiej kirchy i mieści się w nim obecnie dom kultury. Fasada z portykiem wspartym na dwóch kolumnach dotrwała do naszych czasów prawie bez zmian. Wewnątrz ocalały jedynie schody. Pałac należał do rodziny Krasińskich, z której pochodził znany poeta Zygmunt Krasiński. Zabytek został wystawiony w I połowie XIX wieku przez generała i senatora Wincentego Krasińskiego.

Fot. Dmytro Antoniuk

W drugim pałacu jest obecnie szpital. Mógł on również należeć do Krasińskich, ale równie dobrze do znanego na tych terenach szlachcica Wiktora Skibniewskiego, który nabył Dunajowce w 1850 roku (w 1874 roku jego syn Bronisław Aleksander Skibniewski sprzedał majątek Dunajowce jakiemuś Rosjaninowi i przeniósł się do nowej rezydencji pod Przemyślem, na tereny ówczesnych Austro-Węgier). Chociaż budowla jest bardziej okazała, niż pierwszy pałac, posiada mniej interesującą architekturę. Wewnątrz o dawnej świetności przypomina drewniana klatka chodowa. Obok dwie oficyny, w jednej mieści się apteka, w drugiej gabinet rentgenowski. Obok tego pałacu do czasów sowieckich stał wspaniały barokowy kościół, gdzie były znakomite epitafia Krasińskich. W latach 30. został on zniszczony. Zachowały się jednak dawny klasztor kapucynów i kościół (obok rynku).

Fot. Dmytro Antoniuk

Według tradycji, dunajowski klasztor był skromny. Ba, nawet bardziej skromny niż inne ośrodki zakonu, chociaż fundatorem był wojewoda poznański Stanisław Potocki. Zakonnicy przybyli tu na jego zaproszenie w 1751 roku i początkowo zamieszkali w drewnianych zabudowaniach. Po 9 latach dobroczyńca zmarł i ponoć już nikt nie chciał kontynuować jego dzieła. Zakonnicy wznosili swój murowany klasztor z własnych środków. Jego architektem mógł być jeden z zakonników o. Andrzej Dobrawski. Budowa i ozdabianie trwały przez trzydzieści lat. Dopiero w 1790 roku przy wsparciu ówczesnych właścicieli Dunajowiec Krasińskich, udało się zakończyć budowę, i biskup Kryspin Peszkowski poświęcił klasztor i nadał kościołowi wezwanie Niepokalanego Poczęcia NMP. Bracia mniejsi prowadzili przy konwencie niewielką szkołę.

Gdy w roku 1832 klasztor został zlikwidowany, a kościół przekazano na cerkiew prawosławną pw. Podniesienia Krzyża św., nad nawą dobudowano banię. W klasztorze umieszczono szkołę parafialną.

Fot. Dmytro Antoniuk

W okresie sowieckim z cerkwi zrobiono kino, a później salę sportową. Po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, obiekt przekazano wiernym prawosławnym kijowskiego patriarchatu. Z katolickiego okresu w świątyni nie zachowało się nic. Nie zachowało się również nic w piętrowym dawnym klasztorze, gdzie obecnie mieści się szkoła jazdy. Dziś świątynia jest pw. Narodzin Chrystusa i od lat proboszczem jest w niej o. Wiaczesław Dobrzański, który bardzo gościnnie przyjął mnie i krajoznawcę Sergija Feodosijewa.

Z Dunajowiec ruszamy dalej, w kierunku Starej Uszycy i zatrzymujemy się w Hołozubińcach. Dzisiejsze sanatorium przeciwgruźlicze mieści się w dawnym pałacu wspomnianego już Wiktora Zygmunta Skibniewskiego. Pałac wystawiono na wzgórzu ze wspaniałym widokiem na dolinę rzeki Studenicy. Budowla jest datowana na lata 1860. Syn Wiktora Zygmunta, ostatni właściciel Hołozubiniec, Wiktor Stanisław znacznie rozbudował i przebudował rezydencję w duchu modernizmu na początku XX wieku. Wtedy to pałac otrzymał elegancką loggię nad wejściem i sympatyczną wieżę narożną. To ocalało. Wewnątrz Skibniewscy mieli kilka płócien autorów szkoły holenderskiej, rodzinne portrety, bibliotekę, namiot turecki przywieziony z podróży do Arabii. Dziś mieszkają tu zwykli ludzie, a sanatorium otrzymało nowe pomieszczenie w sąsiedztwie. Wnętrza i dzieła sztuki się nie zachowały. Zachował się jednak rozległy, zajmujący powierzchnie kilku hektarów park.

Fot. Dmytro Antoniuk

Wracamy do Dunajowiec i dalej jedziemy na Kamieniec Podolski. Dojeżdżamy do zakrętu w lewo na Rachnówkę. Jest tu dworek Rosjanina niemieckiego pochodzenia Korfa z 1910 roku (obecnie szkoła). Ale nas bardziej interesuje pałac w sąsiednim Krzywczyku. Od 1979 roku działa tu internat psychoneurologiczny. Radzę od razu udać się do dyrektora, aby pozwolił wejść na teren pałacyku i dał kogoś do oprowadzania. Miałem mniej szczęścia, bo dyrekcji na miejscu nie było i pielęgniarki wyprowadziły mnie na zewnątrz.

Pałac poraża swoim wystrojem zewnętrznym z pilastrami, a głównie neogotycką wieżą z zegarem. Obok stoją przybudówki, ale bez żadnych dekoracji. Pierwszym właścicielem majątku był członek Dumy Państwowej Michaił Krupieński. Pałac wybudowany został w II połowie XIX wieku. Pomimo iż właściciel nosił polsko brzmiące nazwisko, prawdopodobnie był Rosjaninem. Polacy nieczęsto osiągali rangę generała w wojsku carskim. Krupieński planował przekształcić majątek w uzdrowisko kąpielowe, są tu bowiem źródła z wodą mineralną, ale przeszkodził temu rok 1917. Przed wojną działały tu obóz pionierski, sanatorium i budynek inwalidów. Nieszczęśni inwalidzi zostali rozstrzelani przez Niemców, bo pałac upodobała sobie żona jakiegoś wysoko postawionego hitlerowca.

Fot. Dmytro Antoniuk

Wracamy na trasę i w Szatawie (znanej z oryginalnej okrągłej cerkwi) skręcamy na Maków. Tu, w Makowie przed I wojną światową można było jeszcze oglądać ruiny zamku należącego ongiś do sienkiewiczowskiego bohatera Michała Wołodyjowskiego. Ale dzisiaj interesuje nas akademik miejscowego technikum. Piętrowa budowla ozdobiona pilastrami i maszkaronami – to wszystko, co pozostało po wielkim i pięknym podolskim majątku. W 1820. latach wybudowali go bracia Jan Nepomucen i Adam Raciborscy. Pierwotny pałac w stylu klasycystycznym nie był zbyt interesujący. Natomiast w ogrodzie, założonym przez Dionizego Miklera, zbudowano miniaturowe, a czasem większe, neogotyckie „zamki” przypominające średniowieczne twierdze z zębatymi basztami i wysokimi ścianami. Były to pomieszczenia gospodarcze – kuźnia, spichlerz, oranżeria, nawet kurniki itp. Budynek administratora i ocalała oficyna były natomiast klasycystyczne. Pod koniec XIX wieku majątek bardzo podupadł i w 1908 roku Jerzy Raciborski sprzedał go Alfredowi Żyrowskiemu – zakaz kupna ziemi przez Polaków już został wówczas skasowany. Według rodzinnego podania, kiedy uschną drzewa, Raciborscy stracą majątek – co się właśnie stało, bo w tym samym roku uschły dwie sosny, posadzone przez braci Jana Nepomucena i Adama Raciborskich. Nowy właściciel przy pomocy architekta z Litwy Waldemara Feddera w 1912 roku wybudował nowy wspaniały pałac w stylu polskiego neorenesansu. Mistrzowi za natchnienie służyły stare krakowskie kamieniczki i Sukiennice. Żurowscy jednak niedługo cieszyli się nowym pałacem – dezerterzy z frontów I wojny światowej spalili i zrujnowali dopiero co wystawiony pałac. Taki sam los spotkał zabudowania w parku.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 17 (237) 15-28 września 2015

X