Walki o miasto: fasady i podwórka

Walki o miasto: fasady i podwórka

Poniżej zamieszczamy tekst znanego i wydawanego również w Polsce ukraińskiego pisarza i dziennikarza Tarasa Prochaśki. Tekst jest oceną przyczyn porażki Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej w burzliwych latach 1918-1919. Ocena dokonana z pozycji ukraińskiego patrioty. Można, oczywiście, inaczej rozłożyć akcenty,ale czy można z nim się nie zgodzić?

1 listopada 1918 r. na Ukrainie Zachodniej wybuchła narodowa rewolucja wojskowa, która miała szansę na zawsze zmienić historię narodu ukraińskiego i mapę polityczną Europy. Powodów porażki ZURL, która nastąpiła po kilku miesiącach, jest bardzo wiele. Jeden z nich zasadniczo wybija się ponad wszystkie inne – Ukraińcy nie byli narodem miejskim.

Na początku XX wieku urbanizacja była w Europie procesem tak samo znaczącym, jak obecnie globalizacja. Chociaż w większości krajów liczba ludności miejskiej nie przekraczała jeszcze wiejskiej, właśnie w miastach kształtowały się idee narodowościowe i państwowość. W miastach kształtował się system edukacji ogólnej i nauki, tam się skupiały najnowsze technologie produkcyjne, gromadziły się kapitały. Świadomość miejska, przyswoiwszy sobie tradycyjne wartości narodowe, nadawała im znacznie większe perspektywy. Zresztą, życie miejskie wyrobiło giętki model współżycia, kiedy każdy musi czuć się bardziej wolnym, pewniejszym siebie, odważniejszym, bardziej samodzielnym, a jednocześnie nie może się nie czuć cząstką jednego organizmu. Tego wszystkiego Ukraińcy nie mieli. Brak mentalności miejskiej powodował przegraną na wszystkich poziomach życia politycznego i wojskowego.

Większość przedstawicieli inteligencji galicyjskiej, reprezentującej naród ukraiński w parlamencie Austro-Węgier, prowadziła politykę pełnej lojalności do imperium. W przeciwieństwie do reprezentacji innych narodów, Ukraińcy dziękowali cesarzowi za wszystkie dobra i prosili jedynie o drobne ustępstwa w sferze kultowo-religijnej. Ograniczenie światopoglądu oraz zdolności dyplomatycznych spowodowało wreszcie to, że ukraińska Galicja Wschodnia tak i nie została uznana za autonomiczną krainę narodową Austro-Węgier. Dlatego przy rozpadzie imperium Polacy nie mieli wątpliwości co do tego, że cała Galicja powinna należeć do nowopowstałej Polski. Zresztą, w przeciwieństwie do Polaków, politycy ukraińscy do ostatniego dnia spodziewali się, że wszystko będzie po staremu, że nijak się nie obejdzie bez cesarza. A czołowe ośrodki – Lwów, Przemyśl, Stanisławów – były faktycznie polskimi miastami.

Po błyskotliwym zdobyciu władzy przez wojskowych ci sami ostrożni politycy (większość pochodziła z rodzin księży, było im obce zarówno miasto, jak i chłopstwo) nagle stali się kierownikami proklamowanego państwa. Bezradność i strach by nie obrazić kogokolwiek kierowały prawie każdą ich decyzją. Z otwartym sercem tworzyli to, co mogli. Budowali od zera fasadę nowego państwa europejskiego. Uchwalali ustawy, rozbudowywali ministerstwa i parlament, opracowywali symbolikę i odznaczenia wojskowe, zapewniali wszystkie prawa mniejszości polskiej, współpracowali z komisjami międzynarodowymi oraz omawiali warunki pokoju i linie demarkacyjne…

Tym czasem Polacy lwowscy rozpoczęli od środka wojnę w stolicy ZURL. Kilku tysiącom żołnierzy ukraińskich, z których większość po raz pierwszy trafiła do miasta, przeciwstawili twardą walkę partyzancką, prowadzoną przez rodowitych lwowian, dla których Lwów był wszystkim, którzy znali we Lwowie każdy zakątek. Mieszkańcy Lwowa wykazali zadziwiającą solidarność. Z Ukraińcami walczyli wszyscy – każdy na swój sposób. Bohaterskich strzelców ukraińskich – doświadczonych polowych żołnierzy ostrzeliwano z każdego poddasza. A ukraińscy chłopi, zmęczeni wojną światową, woleli unikać mobilizacji. Ani rząd, ani administracja lokalna nie zrobiły nic, by ukształtować choćby jeden korpus i zlikwidować opór na polskiej wyspie Lwów. Nikt nawet nie próbował zniszczyć torów biegnących z Przemyśla przez ukraińskie wioski, przez ukraińskie jednostki wojskowe (jeśli chodzi o ważny strategicznie most na Sanie, Ukraińcy nie wysadzili go, ponieważ okazało się, że nikt z wojskowych nie potrafi tego zrobić. Kiedy zaś ktoś, kto jedynie kiedyś widział, jak się wysadzało most, odważył się to zrobić, został zgubiony jedyny podpalacz materiału wybuchowego). Tą drogą pomoc do Lwowa nadchodziła z całej Polski, która jeszcze walczyła o Warszawę. Po trzech tygodniach od rewolucji dowódcy wojskowi ZURL, którzy w żadnym wypadku nie mieli doświadczenia wojskowego, zdecydowali wycofać się ze Lwowa. Ponieważ państwo ukraińskie miało dość duży obszar, utrata jednego miasta nie wydawała się tragiczna.

Jednak właśnie tak się rozpoczęła prawdziwa katastrofa, z której wyjść już nie było można – ani poprzez przeniesienie stolicy do Stanisławowa, ani podpisując akt o zjednoczeniu z URL (stało się oczywistym to, że chłopi naddnieprzańscy nie mogą się przeciwstawić rosyjskiemu miastu), ani oczekując żałosnej sprawiedliwości konferencji międzynarodowych. Państwowość ukraińska istniała przede wszystkim na fasadach miejskich. Tymczasem podwórka i opłotki były jej głównym wrogiem. Na sposób miejski okrutnym, zdecydowanym i pewnym siebie. W maju 1919 roku front polsko-ukraiński jedynie zbliżał się do Stanisławowa, kiedy w stolicy ZURL pełnej żandarmerii wojskowej, urzędników i delegacji ze Wschodu, wybuchło miejskie powstanie antyukraińskie. Uczestnicy międzynarodowych konferencji pokojowych, na których decydowano o konfiguracji powojennej Europy, nie potrzebowali już żadnych innych argumentów.

Taras Prochaśko
Tekst ukazał się w nr 7 (49) 19 listopada 2007

X