Walczmy z wirusem!

To chyba naturalne, że to co się w Polsce dzieje, nie jest mi obojętne. Słucham, czytam, obserwuję. Niestety to, co widzę i słyszę, radości mi nie sprawia.

I wcale nie w gospodarce czy polityce tkwią mego smutku korzenie. Mam nieodparte wrażenie, że praktycznie wszystkich Polaków infekował niezwykle podstępny wirus, wywołujący u zarażonego całkowitą utratę zdrowego rozsądku, kultury i przyzwoitości.

Tak, tak! Wcale nie żartuję! Taki wirus istnieje, bo czymże innym, jak nie niezwykle groźną i zakaźną chorobą umysłową tłumaczyć to, że już nie politycy nawet, ale zwykli ludzie odrzucają resztki rozsądku, życzliwości i kultury i wszystko, co się dookoła nich dzieje, komentują chamsko, złośliwie, tendencyjnie i w słowach oraz obrazach nienawiści pełnych. W niesamowicie krótkim czasie (stąd ma teza o wirusie niebywale agresywnym) Polską polityczną (i nie tylko) rzeczywistość wypełniły obelgi, obrazy, kpiny i insynuacje wszelakie. I co przerażające, tymi, którzy to błoto (chciałem inaczej napisać, ale niech tam…) w innych miotają, są nie tylko politycy, propagandyści, polittechnologowie, ale zwyczajni ludzie – w tym i przyjaciele moi. Ten ostatni fakt właśnie popycha mnie ku twierdzeniu, że to musi być choroba, a nie stan umysłu świadomy. Znam bowiem mych przyjaciół i wiem, że w normalnym stanie umysłu są to wspaniali, dobrzy, rozsądni i życzliwi ludzie. Teraz jednak coś się z nimi stało. Zaczęli patrzeć na świat wrogimi oczyma, szukać jakiegokolwiek pretekstu by jakąś nienawiść i frustrację wylać, zohydzić, zniechęcić, wyszydzić, pomówić… I czyniąc to wszystko uważają oni, że właśnie w ten sposób oni dobru i prawdzie służą, starają się mnie przekonać, że tak jest właśnie, wymyślając skomplikowane, karkołomne i demagogiczne usprawiedliwienia, bazujące na mniemaniach i emocjach, a rozsypujące się przy pierwszym zetknięciu z logiką. Zatrważa mnie to, jak wielu mych przyjaciół ten wirus „złapało”. Epidemia bezsprzecznie!

Zainfekowane rozumy, zainfekowane oczy, zainfekowane uszy, zainfekowane serca. Widzą, słyszą, czują, rozumieją „inaczej”. Przede wszystkim są one wyczulone na tych „onych” – czyli „nie naszych”. Chorzy, z maniakalnym wręcz uporem zajmują się ocenianiem, krytykowaniem, wykpiwaniem, zohydzaniem tych, których wirus im za „obcych” każe uznawać. Przy czym wirus jest podstępny! Eliminuje on wszelki krytycyzm, serwując jednocześnie gotowe schematy myślenia i działania. Uniemożliwia ocenianie spraw i ludzi w kategoriach prawdy czy kłamstwa, dobra czy zła. Nadrzędna kategoria to „nasz ci on jest czy nie?”.

Kłamie? No tak, ale to „nasz”! Jedni więc „łykają” każdą bzdurę (bo to „nasz” jest jej autorem). A inni – z wirusem w okresie inkubacji jeszcze – potrafiący odczuć przynajmniej niezręczność ogłoszenia łgarstwa prawdą najprawdziwszą – zaczynają działać. I oczywistym kłamstwem takie się zaczyna żonglowanie, takie rozmywanie, taka interpretacja – że w końcu oczywistość kłamstwa traci swoją ostrość i oczywistą być przestaje.

A co, gdy „nie nasz” prawdę powie? Tu zabawna sytuacja zazwyczaj ma miejsce! W rozumach zawirusowanych taki proces następuje: „jeśli to „nie nasz”, to on prawdy POWIEDZIEĆ NIE MOŻE (albowiem monopol na prawdę to „nasi” mają!), tak więc – chociaż to najprawdziwsza prawda, to to ona kłamstwem być musi!”. I zaraz zaczyna się przeinaczanie, wykpiwanie, bzdurne interpretacje, manipulacje i cała reszta propagandzie „jedynie słusznej” właściwa.

I tak wszędzie, zawsze i ze wszystkim. Włączam komputer, przeglądam wiadomości i… moi przyjaciele jawne głupoty piszą, rozpowszechniają, głoszą i jeszcze wierzyć mi w nie każą! Przy czym (znowu zabawne), większości informacji, rysunków, grafik – nie oni są autorami. Ktoś tam wymyślił, napisał, narysował, a oni tym bezkrytycznie sieją. Treść wszystkich tych „produktów”, oprócz tego, że najczęściej jest merytorycznie wątpliwa, to do tego jest złośliwa, obraźliwa, nienawistna najczęściej. Znam moich przyjaciół i wiem (wierzę w to przynajmniej), że gdyby sobie trud zadali i chociaż przez chwilę zastanowili się nad istotą, sensem, logiką, kulturalnym poziomem i – w końcu – dla czego to, co rozpowszechniają, stworzone było, to nigdy, powtarzam NIGDY, pod podobnym by się nie podpisali. Epidemia!

W pełni świadomie o konkretnych przypadkach nie piszę. Przyjaciół nie opisuję, w polemiki się nie wdaję. Tak, wiem – zdawać by się mogło, że to mało konkretne rozważania. Ja jednak uważam, że tak nie jest. Są konkretne, chociaż bez przykładów. Zastanówcie się bowiem proszę, na ile logiczny, prawdziwy, kulturalny jest potok wszelkiej propagandy i informacji (nie śmiem napisać, że dyskusji – to dyskusją nie jest), który nas dzisiaj zewsząd zalewa i do włączenia zachęca. Pomyślcie proszę, jak wiele słów i obrazów do naszych emocji (nie najpiękniejszych najczęściej) się odwołuje, każąc nam o logice i przyzwoitości zapomnieć. Zauważcie jak wiele cynizmu, głupoty i złej woli można by obnażyć, najzwyczajniejsze myślenie uruchomiając. No i, tak na koniec, rozważcie proszę, czy raczej rzeczowy, logiczny, życzliwy i kulturalny sposób eksponowania naszych przekonań nie służył by Polsce lepiej od tego, którego świadkami jesteśmy.

Dlatego też błagam, proszę, apeluję, przekonuję! Walczmy z wirusem! Inaczej z czasem zaczniemy się tak bardzo nienawidzić, tak bardzo zaczniemy pragnąć by ktoś ból odczuwał, że takie pojęcia jak dobro, prawda, przyjaźń, uczciwość stracą swój sens. Bezpowrotnie! Utoną w nienawiści, manipulacji, cynizmie, obłudzie. I koniec końców – wirus wygra! Kończę. Wasz, nieco naiwny, acz jak zawsze pełen nadziei na lepsze – idealista.

Artur Deska
Tekst ukazał się w nr 5 (249) 18-30 marca 2016

X