W tłumaczeniach nie wolno wycinać czarnej strony

Myślę, że należy mieć cały, prawdziwy obraz.

Takie było życie – i czarne, i białe. Nie można wycinać tej czarnej strony. Trzeba po prostu to przyjąć jako historię, jako przeszłość. Trzeba to wyznać, nie krzyczeć, że niczego takiego nie było i – jak się mówi po polsku – pod dywan zamiatać.

Prace nad tłumaczeniem na język ukraiński książek Tadeusza Olszańskiego o Stanisławowie „Kresy kresów. Stanisławów” i „Stanisławów jednak żyje” zostały zakończone. W oczekiwaniu na publikację, z Natalią Tkaczyk, polonistką, tłumaczką, dziennikarką z Iwano-Frankiwska rozmawiał Wojciech Jankowski.

Czy praca nad tłumaczeniem książek Tadeusza Olszańskiego była trudna? Jakie przeszkody warsztatowe napotkałaś w trakcie swej pracy?
Ja bym powiedziała, że to nie jest odpowiednie kryterium – łatwa, trudna… Przede wszystkim, ta praca była interesująca i w pewnym sensie rodzinna. Przede wszystkim, chodziło o emocje. Tłumaczyłam emocje historyczne starszego pokolenia dla czytelnika współczesnego. Chodzi o emocje właśnie mojego rodzinnego miasta. Kiedy okazało się, że ta książka nie jest przetłumaczona na język ukraiński, byłam bardzo zdziwiona. Gdy ją czytałam, zrozumiałam, czym ta książka różni się od innych. O dawnym Stanisławowie jest dużo książek historycznych, ale nie ma takich, gdzie zawarty jest żywy duch tego miasta. Nawet zapachy, dźwięki Stanisławowa – Pan Olszański potrafił to wszystko przekazać na poziomie intuicyjnym. To jest najcenniejsze. Poza tym, że są tu obecne ważne wydarzenia, rzeczy, postaci, gmachy nam znane. Moim zdaniem, to jest najważniejsze – te emocje, ten duch.

Na innym poziomie, co też jest ważne, jest bardzo ciepło opowiedziana czuła historia. Autor przeżywa ją do krwi. Tu nie ma dystansu. Stanisławów nie jest dla niego obiektem naukowym, jakim jest to miasto dla większości historyków ówczesnych i teraźniejszych. Jest zebranych dużo rodzinnych historii Polaków, którzy tu się urodzili, którzy tu spędzili dzieciństwo. Nie ma czegoś takiego zebranego w jednej książce i przetłumaczonego na ukraiński.

Trzecia rzecz, to kontekst historii Galicji, Rzeczypospolitej.

Mówiłaś, że Tadeusz Olszański oddaje bardzo dobrze atmosferę tamtych lat. Moim zdaniem to są bardzo polskie książki. Na ile one mogą być zrozumiałe? Na ile wzbudzą zainteresowanie współczesnych mieszkańców miasta?
W książce będzie słowo wstępne i wywiad z autorem, więc ogólny kontekst będzie zawarty. Nie będzie tam niczego aż tak polskiego, że niezrozumiałego. Ukraiński czytelnik będzie na pewno zainteresowany tym Stanisławowem, żywym obrazem miasta, którego już nie ma. I będzie chyba zainteresowany polskim środowiskiem, którego życie nie jest odtwarzane na ogół, bo nikt go nie opisywał, nikt nie tłumaczył na ukraiński. Znamy ukraiński kontekst, kontekst życia ukraińskiej inteligencji. Ale niestety ukraińska część miasta, polska część, żydowska część są opisane jak wyspy, które nie mają żadnego połączenia. Olszański opisuje raczej polską wyspę tego miasta, choć bardzo się stara pokazać jak ta wyspa leży w stosunku do żydowskiej, ukraińskiej, ormiańskiej. Jak między sobą korelują, jak to się zmienia, jak się oddalają, przybliżają. Ukraiński czytelnik może tam znaleźć ulice, po których chodzi.

Osobne fragmenty zostały już opublikowane w gazecie Hałyćkyj Korespondent i czasami czytelnicy zwracają się z pytaniem, czy można kupić oryginały książek, czy można jeszcze coś poczytać. I na podstawie statystyk portalu, wiem że to jest interesujące dla ukraińskiego czytelnika.

Te książki już trudno w Polsce kupić. Są wyprzedane.
Tak. O ile się nie mylę, obydwa tomy były sprzedane w nakładzie 25 tysięcy egzemplarzy. Dla mnie to jest szokująca liczba! Nawet dla stanisławowian z całego świata – Stanisławów nie jest taki duży. Po ukraińsku chyba nie ukaże się w takim nakładzie.

Czy cały tekst został przełożony? Czy są jakieś skróty?
Pierwsza część „Kres kresów” jest przełożona od „a” do „z”, od deski do deski. Druga część jest tłumaczona wybiórczo, ale nie z powodu rzeczy niewygodnych historycznie. Tu chciałam podkreślić, że chodziło o konkretne historie pewnych postaci, które tu się urodziły, ale potem nie miały żadnego związku ze Stanisławowem. Są wartościowi jako stanisławowianie, ale nie będą interesować masowego czytelnika…

Zatem to są konkretne postaci?
Bardzo konkretne, gdzie opisane są historie z życia, a mniej jest tego prawdziwego Stanisławowa. Te ustępy były skonsultowane z autorem. Staraliśmy się nie usuwać niczego ważnego.

Wszystkie zmiany Tadeusz Olszański zaakceptował?
Tak. Zwracałam się do niego z każdym pytaniem o to, żeby czegoś ważnego nie opuścić.

A zatem nic z fragmentów niewygodnych nie zostało opuszczone?
Celowo nic! Te fragmenty, które nazywamy „niewygodnymi” czy „nie bardzo przyjemnymi”, zostały. Tu dotykamy takiej kwestii: część książek polskich autorów, przetłumaczone na język ukraiński, zostały opublikowane w wersji… nie powiedziała bym ocenzurowanej, ale nieco okrojonej, „wykrojonej”. Niektórzy wydawcy uważali, że to może irytować ukraińskiego czytelnika, nie podobać się. Aby uniknąć takich dyskusji historycznych, usuwano fragmenty, a w tym miejscu są trzy kropki. W rezultacie mamy bardzo fajny, bardzo przyjemny wizerunek z tych czasów.

To jednak znaczy, że ukraiński czytelnik domyśla się, że coś tam było?
Tak, ale nie zawsze wie, czy wyrzucono coś ważnego, czy na przykład, jakiś pejzaż albo jakiś konkretny konflikt. Czytelnik czyta, co mu się daje. Nie bardzo zastanawia się na tymi trzema kropkami. Natomiast gdy to czytają historycy – rozmawiałam z takimi – oni wszyscy mówią, że nie ma sensu taka książka, ponieważ ona pokazuje „jak było pięknie”. Ale to nie jest pełny obraz. To jest takie wyświetlenie, jakby tylko jedna lampa z jednej strony rzucała światło na obraz. W takiej sytuacji historycy muszą sięgać do oryginału, a nie zawsze to jest łatwe, bo nie każdy historyk zna język polski. Doszłam do wniosku, że muszę to przetłumaczyć tak, jak jest. Przyczyny jeszcze będą opisane w słowie wstępnym. Myślę, że należy mieć cały, prawdziwy obraz. Tam są opisane bardzo miłe strony współżycia, więc jeżeli my zostawiamy te bardzo przyjemne strony towarzyskie, współżycia, tolerancji – czego w książce też jest dużo – to dlaczego nie możemy pokazać innej strony? Takie było życie – i czarne, i białe. Nie można wycinać tej czarnej strony. Trzeba po prostu to przyjąć jako historię, jako przeszłość. Tu też jest ważny moment – trzeba to wyznać, nie krzyczeć, że niczego takiego nie było i – jak się mówi po polsku – zamiatać pod dywan. Po prostu „wyjąć” to, poznać to, przyjąć i żyć dalej, wyciągając z tego jakieś wnioski z obu stron.

Jakie wydawnictwo wyda książkę?
Wydawnictwo Dyskursus Wasyla Karpiuka, ale finansuje to polska strona, Konsulat Generalny RP we Lwowie i sprzyja temu również Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w osobie Pani Marii Osidacz. Warto dodać, że w książce ukażą się zdjęcia rodzinne Olszańskich. Będą tam również unikatowe fotografie, które nie są znane historykom, od różnych rodzin, które pisały do Tadeusza Olszańskiego. Wysyłali mu zdjęcia, dokumenty. Wydaje mi się, że te ilustracje wnoszą dodatkową wartość. Nie były te zdjęcia jeszcze publikowane. Prawa do publikacji zdjęć, które już były umieszczone w oryginalnej książce nakładem wydawnictwa Iskry, zostały nam przez wydawnictwo przekazane.

Dziękuję za rozmowę. Czekamy na publikację przekładu.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 5 (249) 18-30 marca 2016

X