Turylcze – zajrzeć w oczy Chrystusa

Na terenach Ukrainy przeżywa ostatnie chwile swego istnienia wiele opuszczonych kościołów rzymskokatolickich. Szczególnie rzuca się to w oczy na terenach Galicji, gdzie takie obiekty są chyba w każdej wiosce. A jednak w okolicach Borszczowa w zniszczonym kościele cudem ocalał oryginalny ołtarz.

Gdy po wojnie większość polskiej ludności opuściła te ziemie, świątynie stały opuszczone. W okresie ZSRR wykorzystywano je przeważnie jako magazyny zboża, płodów rolnych, a nawet gromadzono w nich nawozy sztuczne i środki ochrony roślin, jak to miało miejsce w Liczkowcach, o czym pisał na swoich łamach Kurier Galicyjski.

Pod koniec lat 80. w większości takich świątyń częściowo zachowało się jeszcze wyposażenie wnętrza i resztki ołtarzy. Mieszkańcy tych wsi dotąd uważają za grzech wynoszenie czegokolwiek z Domu Bożego, nie mówiąc już o dewastacji świątyni. Sytuacja kardynalnie zmieniła się na początku lat 90. Wówczas pośród „elit” nuworyszy zapanowała moda na kolekcjonowanie starych przedmiotów sztuki, w tym i sakralnej. Forsiaści paserzy stali się głównymi „sponsorami” całych band, specjalizujących się w okradaniu opuszczonych świątyń z resztek wyposażenia. Wywożono wszystko, co tylko dało się sprzedać.

W swoim czasie autor często odwiedzał jarmark numizmatyczno-antykwaryczny w Kijowie, który co soboty pojawiał się w parku „Peremohy” w dzielnicy Darnica. Na przełomie XX i XXI wieków istniał tam „kącik”, w którym można było kupić drewniane rzeźby, fragmenty wyposażenia kościołów, a nawet dzwony kościelne. Chociaż jawnie pochodziły one z przestępstwa, nie powstrzymywało to jednak nabywców, wśród których było wielu biznesmenów i znanych polityków, przed zakupem tego rodzaju „staroci”. Paserzy nie traktowali tego procederu jako przestępstwo, lecz jako ratunek od całkowitego zniszczenia dziedzictwa kulturowego, które prawdopodobnie mogło być wywiezione za granicę.

Dziś opuszczona świątynia w wiosce Turylcze w okolicach Borszczowa na Tarnopolszczyźnie jest chyba jedyną, w której prawie w całości zachował się ołtarz główny. Przyczyna jest prosta – figury i ozdoby ołtarza wykonane są z kamienia i wyniesienie ich stąd jest prawie niemożliwe. Centralny zaś krucyfiks zdemontować można jedynie przy użyciu specjalnej techniki.

Kościół wybudowano w 1871 roku w stylu neogotyckim z elementami renesansowymi. Należał do parafii, która oprócz samego Turylcza, obejmowała sąsiednie wioski: Werbiwkę, Pilipcze, Słobódkę i Trójcę. W przededniu II wojny światowej parafia liczyła blisko 500 wiernych.

Odwiedzający Turylcze szukać kościoła nie muszą – stoi na wzgórzu przy samej drodze. Zaznaczmy od razu – zdjęcia nawet w przybliżeniu nie oddają tego co widziały oczy i czuło serce. Choć zazwyczaj bywa na odwrót – zdjęcia są o wiele piękniejsze niż rzeczywistość. Nie tym jednak razem. Zdjęcia nie przekażą również specyficznej aury świątyni. Wiele podróżowałem po Ukrainie, ale kościół w Turylczem był jednym z niewielu miejsc, skąd nie chciało się odchodzić. Jedynym bolesnym uczuciem wyniesionym ze świątyni był piekący wstyd przy spojrzeniu w oczy Chrystusowi. Chociaż mojej winy w tej pustce wokół Niego nie ma – a mimo to było mi wstyd.

Fot. Dmytro Poluchowycz
{gallery}gallery/2020/Turylcze{/gallery}

Biorąc pod uwagę potężne jak na taką wioskę rozmiary kościoła i jego bogate wyposażenie – kamienny ołtarz, wspaniałe dekoracje ołtarzy, ambony, wykonanej z drogiego marmuru – staje się zrozumiałe, że parafia licząca wówczas około 200 wiernych nie mogła podołać takim wydatkom. Tym bardziej, że większość parafian to byli zwykli wieśniacy. Świątynia powstała z funduszy hrabiego Jana Starzewskiego, chociaż może się to wydać dziwne, gdyż ówczesnym właścicielem Turylcza był Tytus Iwanowski.

Starzewski był właścicielem kilku wiosek, wchodzących do parafii, był również właścicielem obszernych posiadłości w rejonie borszczowskim. Hrabia mógł wybudować kościół we własnej wiosce, ale chyba uległ pokusie próżności, gdyż Turylcze już wtedy stało przy ruchliwej drodze i świątynię mogłoby oglądać o wiele więcej osób. Próżność fundatora potwierdza też wybór wezwania dla kościoła w osobie św. Jana Nepomucena (patrona fundatora). Więcej informacji o świątyni oraz autorze rzeźb i architekcie niestety nie udało się znaleźć.

Oprócz ołtarza w kościele zachowały się dekoracje zewnętrzne – dwie pochylone w modlitwie postacie na fryzie i figury apostołów Piotra i Pawła. Dzięki tym ostatnim kościół w wielu przewodnikach występuje pod wezwaniem świętych Apostołów Piotra i Pawła. Ciekawym szczegółem jest to, że od wielu lat figura św. Piotra ma absolutnie niekanoniczny atrybut – przed laty, gdy miejscowi chłopcy grali w nogę na placu przed kościołem, piłka na niedosiężnej wysokości utkwiła pod ręką Apostoła.

W zakrystii leży korpus jakiejś rzeźby, ale kogo przedstawia – na razie powiedzieć trudno.

Po 1945 roku kościół podobnie jak większość świątyń został zamknięty przez komunistów i używany jako magazyn zboża. Obecnie stoi opuszczony i powoli popada w ruinę – zapadł się dach i część sklepienia. Przed pięciu laty w mediach była informacja, że władze obw. tarnopolskiego przekazały kościół parafii greckokatolickiej, ale od tej chwili nic się nie zmieniło. Wiernych grekokatolików w Turylczem jest około 40 osób, na najbardziej zaś prymitywne zabezpieczenie świątyni przed dalszą rujnacją potrzebne są setki tysięcy hrywien, a na całkowite odnowienie – miliony.

Dmytro Poluchowycz
Tekst ukazał się w nr 22 (362), 1 – 14 grudnia 2020

X