Transgraniczny Rajd Rowerowy przez Roztocze Dziewięcierz po stronie ukraińskiej, fot. z archiwum Jana Szula

Transgraniczny Rajd Rowerowy przez Roztocze

Ponad 180 rowerzystów z Podkarpacia i obwodu lwowskiego 4 lipca wspólnie przejechało przez serce Roztocza. Tegoroczna, szósta edycja wydarzenia pomimo toczącej się nadal wojny połączyła trasy po polskiej i ukraińskiej stronie Roztocza, w tym odcinek Horyniec-Zdrój – Nowiny Horynieckie – Dziewięcierz – Potylicz – Rawa Ruska – Hrebenne – Siedliska – Werchrata – Horyniec-Zdrój. Głównymi organizatorami były polskie samorządy gminy Horyniec-Zdrój i Lubycza Królewska oraz Rada Miejska Rawy Ruskiej wraz z lokalnymi hromadami podległymi rejonowi lwowskiemu.

Tegoroczna edycja zapisze się w historii regionu w sposób szczególny. Wszystko za sprawą logistycznego wyczynu, jakim było otwarcie dla polskich cyklistów nieczynnego przejścia granicznego w podzielonej po drugiej wojnie światowej miejscowości Dziewięcierz.

fot. z archiwum Jana Szula

Przed wybuchem drugiej wojny światowej Dziewięcierz był dużą wielokulturową wsią liczącą ponad 2200 mieszkańców, słynącą z rzemiosła – unikatowego kamieniarstwa oraz garncarstwa. Po 1945 roku nowa linia graniczna bezwzględnie przecięła wieś na dwie części, rozdzielając rodziny, drogi i infrastrukturę. Doszło do wysiedleń ludności ukraińskiej. Dawne centrum wsi (wraz z cerkwią i cmentarzem) znalazło się pierwotnie po stronie radzieckiej, ale po korekcie granic w 1948 roku powróciło do Polski, zamienione częściowo w ruinę.

Dziewięcierz funkcjonuje jako sołectwo w gminie Horyniec-Zdrój. Dziś to cicha, zalesiona i typowo turystyczna okolica. Znajduje się tu tzw. „Cerkwisko” – klimatyczne ruiny dawnej greckokatolickiej świątyni otoczone spektakularnym kamiennym murem, a także stary i nowy cmentarz z dziełami bruśnieńskich kamieniarzy. Rozwija się tu agroturystyka.

Po ukraińskiej stronie miejscowość istnieje jako samodzielna wieś Dewjatyr (ukr. Дев’ятир) w obwodzie lwowskim. Zamieszkuje ją około 200 osób. Zajmuje teren, gdzie dawniej była niemiecka kolonia Einsingen. Są to tereny rolnicze i leśne, ze słabo rozwiniętą infrastrukturą, mocno odizolowane właśnie przez bliskość granicy państwowej.

Zielona granica w tym miejscu została otwarta wyjątkowo i wyłącznie na czas przejazdu tegorocznego rajdu rowerowego. Dzięki zaangażowaniu polskich i ukraińskich służb granicznych oraz ministerstw, na czas rajdu utworzono tu tymczasowy punkt odprawy paszportowej. Wszystko przebiegło sprawnie, a symboliczne otwarcie szlabanu wywołało wśród uczestników spore emocje. Tuż za linią graniczną polska grupa połączyła się z ponad 40-osobową kolumną rowerzystów z Ukrainy.

Jan Szul w Potyliczu, fot. z archiwum Jana Szula

– Trasa po ukraińskiej stronie Roztocza zachwycała zarówno wymagającymi, stromymi podjazdami w dolinie rzeki Tylicy, jak i bezcennymi zabytkami – mówi Jan Szul z Lubaczowa. – Głównym punktem naszego postoju krajoznawczego był Potylicz.

Przed II wojną światową tu tętniło życiem gwarne, wielokulturowe miasteczko, które prawo magdeburskie otrzymało w 1498 roku. Przedwojenny Potylicz był klasycznym galicyjskim tyglem, gdzie obok siebie żyli, pracowali i handlowali Ukraińcy, Polacy, Żydzi. Przez stulecia miejscowość słynęła jako jeden z najważniejszych ośrodków garncarstwa i fajansu, z kilkunastoma cechami rzemieślniczymi, których wyroby trafiały na rynki całej Europy.

Wzniesiona w 1502 roku cerkiew Zesłania Ducha Świętego przetrwała pożary, najazdy tatarskie i zawieruchy dziejowe, by dziś zachwycać swoją surową, drewnianą architekturą wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Zapach wiekowego drewna, widok na sąsiadującą z nią XVII-wieczną dzwonnicę i świadomość, że w środku kryją się unikatowe polichromie z 1628 roku, wywołują wśród uczestników rajdu pełne szacunku milczenie. Dla wielu z polskich rowerzystów to spotkanie wywołało skojarzenie z inną perłą Roztocza – cerkwią św. Paraskewy w Radrużu, zaledwie parę kilometrów stąd, lecz po polskiej stronie granicy. Obie świątynie mają wspólne, halickie korzenie i są wpisane na listę UNESCO. Potylicka cerkiew jest o niemal wiek starsza i bardziej przysadzista od swojej radrujskiej siostry, datowanej na koniec XVI wieku. Podczas gdy Radruż zachwyca smukłością, zwartą obronną bryłą otoczoną kamiennym murem i niemal geometryczną harmonią gontów, Potylicz uderza surowością formy, archaizmem detalu i potęgą skali, która idealnie współgra z otaczającym ją roztoczańskim krajobrazem.

Krajobraz religijny Potylicza ma jednak drugie, rzymskokatolickie skrzydło. Zaledwie kilkaset metrów dalej znajduje się kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika. Pierwszą parafię ufundował tu w 1425 roku książę mazowiecki Ziemowit IV, a obecna, murowana świątynia pochodzi z 1826 roku. Choć po II wojnie światowej Sowieci zamknęli kościół, urządzając w nim wiejski klub i muzeum, pamięć o dawnych mieszkańcach przetrwała. W 1990 roku zdewastowany obiekt wrócił do wiernych i został odrestaurowany – dziś opiekują się nim franciszkanie z pobliskiej Rawy Ruskiej.

Obok kościoła i drewnianej cerkwi na trasie była jeszcze murowana cerkiew św. Trójcy. Chwila wspólnej refleksji pod murami trzech świątyń dała polskim i ukraińskim rowerzystom potężny zastrzyk energii i uświadomienia, że ten transgraniczny rajd po Roztoczu to coś znacznie więcej niż tylko sportowe wyzwanie.

Uczestnicy transgranicznego rajdu rowerowego zatrzymali się również w miejscowości Zaglina, będącej przysiółkiem wsi Monastyrok. Bije tam źródło „Marusia”, które jest miejscem pielgrzymek wiernych Kościoła Prawosławnego Ukrainy oraz Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Oba wyznania czczą to miejsce jako święte, ponieważ zgodnie z przekazem, Matka Boża ukazała się dziewczynce Marusi na długo przed rozłamami religijnymi i znieważenia miejsca kultu religijnego przez Sowiety. Obecnie kapliczka, basen chrzcielny i pomniki są utrzymywane wspólnymi siłami obu wspólnot chrześcijańskich.

Następnie zwarta kolumna rowerzystów skierowała się do historycznego centrum Rawy Ruskiej, mijając barokowy kościół św. Józefa oraz dawny klasztor oo. Reformatorów. Na zmęczonych cyklistów czekał tam przygotowany przez lokalne hromady poczęstunek regeneracyjny oraz mini-kiermasz rękodzieła.

Spotkanie w Rawie Ruskiej, fot. z archiwum Jana Szula

Droga powrotna do Polski prowadziła przez stałe przejście graniczne w Hrebennem, gdzie służby wyznaczyły dla cyklistów specjalny pas odpraw. Nad bezpieczeństwem tak ogromnej grupy czuwała polska policja, Ochotnicze Straże Pożarne z gmin Horyniec-Zdrój i Lubycza Królewska (główni polscy organizatorzy) oraz ukraińska eskorta z Rady Miejskiej Rawy Ruskiej. Za peletonem przez cały czas podążał wóz techniczny oraz karetka pogotowia. Polska część trasy wiodła przez Siedliska, gdzie uczestnicy podziwiali eksponaty Muzeum Skamieniałych Drzew, oraz leśne ścieżki Werchraty i Nowin Horynieckich z urokliwą leśną kapliczką św. Jakuba i leczniczymi źródłami.

Rajd zakończył się tam, gdzie się rozpoczął. Na zmęczonych, ale uśmiechniętych rowerzystów w Horyńcu-Zdroju czekał ciepły obiad oraz pamiątkowe dyplomy. Większość uczestników została w gminie na dłużej, korzystając z bogatej lokalnej bazy noclegowej – od kwater agroturystycznych po pokoje sanatoryjne.

VI edycja „Rowerowego Roztocza” dobiegła końca, pozostawiając wspomnienia i silne poczucie, że Roztocze, choć podzielone granicą polityczną, pod względem przyrodniczym, kulturowym i ludzkim stanowi jedną, nierozerwalną całość.

Konstanty Czawaga

Barwy roztoczańskie ponad granicami

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X