Przy wsparciu dobroczyńców z Polski w Płońsku i we Lwowie odbywają się dwutygodniowe turnusy dla dzieci i matek z rodzin żołnierzy ukraińskich ze wschodu i południa Ukrainy.
Na otwarcie drugiego w tym roku turnusu, który przebiegał w gościnnych progach Wyższej Szkoły Hotelarstwa i Gastronomii we Lwowie, przybyli z Polski jego organizatorzy. W imieniu konsula generalnego RP Marka Radziwona konsule Dorota Dmuchowska i Diana Graczyk z Konsulatu Generalnego RP we Lwowie przekazały dzieciom serdeczne pozdrowienia oraz słodycze.

Organizatorem tego projektu jest Stowarzyszenie „Idziemy na Spacer” w Płońsku. Jego prezes Sławomir Jarosławski powiedział dla Kuriera Galicyjskiego:
– Początek to rok 2014. Wybuch wojny na Krymie. Już w 2015 zwróciłem się do burmistrza mojego miasta Andrzeja Pietrasika, który jest burmistrzem już od 35 lat, bez przerwy, że chciałbym pomóc dzieciom z Krymu. Jeszcze udało się nam wtedy, w 2015 roku 50-osobową grupę z Krymu przywieźć do Płońska. Już w 2016 roku się nie udało. Naszymi partnerami są Bachczysaraj na Krymie, Tarnopol i w 2023 roku, już w czasie trwania wojny, dzięki mojej pracy udało się podpisać partnerstwo z Berdyczowem. Więc co roku zapraszaliśmy od 50 do 100 dzieci, jedną-dwie grupy w zależności jak pozwalał budżet naszego miasta. I w 2024 Fundacja Siepomaga usłyszała o mnie. Zrobiliśmy jeden próbny turnus. I tak z 2025 na 2026 mamy razem 500 dzieci. Fundacja Siepomaga daje pieniądze – to, bez czego nic by się nie udało. Ja daję swoją pracę, czyli organizację tego wszystkiego. Ze mną pracuje Halina Tretiakowa, która organizuje wszystko na terenie Ukrainy, czyli zbiór dokumentów, dobór dzieci, dobór partnerów. I dzieci przyjeżdżają z granicy, wpadają w moje ręce i tu działam już ja. Pan burmistrz miasta Płońska na 10 miesięcy udostępnia nam Miejski Ośrodek, który jest położony w lesie. Latem tam odpoczywają nasze polskie dzieci. My dostajemy go we wrześniu i oddajemy w maju. Mamy własną kuchnię, mamy 30 rowerów. Jesteśmy w lesie, jest cisza, spokój. Stamtąd też wyjeżdżają wszystkie wycieczki. Program jest bardzo nasycony, bardzo bogaty. Chodzimy nieodpłatnie na basen, do planetarium, do wszystkich muzeów. Wszystko co miasto oferuje mamy bezpłatnie.
Łącznie przez turnusy w Płońsku przeszło tysiąc dzieci, ale ze współpracy z Fundacją Siepomaga mamy 500 już tylko w tym roku szkolnym. Już mamy plany na przyszły rok szkolny, czyli od września do czerwca 2027 roku. To już będzie na pewno 6 turnusów, kolejnie trzysta dzieci. Myślimy jeszcze o otwarciu drugiego programu. Mam nadzieję i czuję to, że 10 turnusów odbędzie się w Polsce plus pewnie dwa w Ukrainie. Czyli jeszcze powiększymy.
Dzieci z Ukrainy na każdym turnusie jadą do Torunia, jadą do Olsztyna, jadą do Warszawy i zawsze jesteśmy zaproszeni do Ambasady Ukrainy albo ktoś z ambasady przyjeżdża do nas. Był pan ambasador Wasyl Bodnar u nas w wizytą, a teraz podczas turnusu dla dzieci z Dowbysza była żona ambasadora wraz z córką. Na razie nie mamy problemów. Pracuję tak, ażeby ich nie było. W tym roku mamy też dwa turnusy na Ukrainie, we Lwowie. Dla stu uczestników z Charkowa, bo tak było zaplanowane przez sponsora, przez Fundacje Siepomaga.
Do rozmowy dołączył się Piotr Pażucha, dyrektor finansowy Fundacji Siepomaga:
– Fundacja Siepomaga teraz finansuje to co tutaj się dzieje, a Stowarzyszenie „Idziemy na Spacer” organizuje dziesiąty turnus w tym roku szkolnym, z czego osiem pierwszych odbyło się w Polsce, a dziewiąty i dziesiąty już we Lwowie. W sumie to będzie 500 uczestników, bo każda grupa liczy 50 osób. Zorganizowanie tych grup z wojennego Charkowa to już zasługa pracowniczki Stowarzyszenia „Idziemy na Spacer” pani Haliny Tretiakowej. To są jej kontakty. Ona sama jest z obwodu charkowskiego. Rozwinęła też kontakty w innych miastach Ukrainy. Były dzieci z Połtawy, Charkowa, Sum, Mikołajowa, Odessy, Dnipra. Trochę też z Kijowa. Tam gdzie jest źle, gdzie jest trudno. Ogromna satysfakcja jest z tego. Można powiedzieć, że to daje wręcz sens życia.
We Lwowie oraz podczas wycieczki do staroruskiej twierdzy-grodu Tustań w Karpatach poznałem bliżej uczestników turnusu.
– Tutaj nie ma takich zagrożeń jak w Charkowie – powiedział Dmytro. – Tylko raz schroniliśmy się w schronie. W Charkowie jakoś już przyzwyczailiśmy się do ciągłego zagrożenia, choć czasami bywa strasznie. A tutaj czujesz się wolny od niepokoju, śpisz spokojnie, niczego się nie boisz.
– Nasza rodzina pochodzi z obwodu ługańskiego – wyjaśniła Kateryna, uczennica liceum. – Mieszkałam w Siewierodoniecku, a potem przeprowadziłam się do Kijowa, ale krewni zostali tam. Mój tata walczy teraz na froncie, na kierunku charkowskim. Przyjechałam tu dzięki organizacji społecznej „Ramię w ramię”. Po raz pierwszy zobaczyłam Lwów. Bardzo podobają mi się Karpaty, dawno nie byłam w górach.
– A ja przyjechałam z Charkowa – powiedziała Wiktoria. – Mój tata też walczy. Tutaj najbardziej uderza mnie to, że nie ma alarmów, a u nas trwają one po 5–6 godzin. Wybuchy w dzień i w nocy.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Eugeniusz też przyjechał z Charkowa.
– Bardzo podoba mi się, że tutaj panuje spokój – stwierdził. – Nie mamy żadnych zmartwień, nie ma niczego, co mogłoby niepokoić. Po prostu jesteś sam na sam z naturą i ludźmi. Jeśli spojrzeć na to z perspektywy, to młodzież w Charkowie żyje w odosobnieniu. Brakuje prawdziwej komunikacji. Ale przetrwamy! Jestem tego pewien na sto procent.
Anna Diaczenko zaznaczyła, że każdego dnia czekają na nowe wrażenia. Lalki motanki, park wodny, a w Tustaniu jest szczególnie ciekawie.
Z Janą rozmawialiśmy na szczycie skały w Tustaniu.
– Ta wycieczka jest nam bardzo potrzebna, a poza tym to okazja, żeby trochę odpocząć od wojny. Tutaj jest przecież ciszej i spokojniej niż w Charkowie. Bardzo podoba mi się Lwów, jego atmosfera i przyjaźni ludzie. Mamy w programie mnóstwo wycieczek. Byliśmy w teatrze. A tę wspinaczkę na górę zapamiętam na całe życie. To w ogóle moja pierwsza wspinaczka na taką górę – powiedziała Jana.
Iryna Sas jest instruktorką praktyk zawodowych w Wyższej Szkole Hotelarstwa i Gastronomii we Lwowie.
– W rzeczywistości pracuję ze starszymi uczniami, którzy mają już ukształtowane własne poglądy – powiedziała. – Po ukończeniu szkoły podstawowej zapisali się do tej placówki i wybrali zawód. Większość studentów pochodzi z zachodnich regionów Ukrainy, gdzie jest stosunkowo spokojniej, bo nie jesteśmy bombardowani tak, jak na wschodzie Ukrainy. Te dzieciaki ze wschodu, które są u nas na warsztatach, są bardziej spięte, zamknięte w sobie. Boją się głośnych dźwięków. Trochę się gubią. Ale w trakcie pracy widzę, że się rozluźniają, czerpią z tego pewną przyjemność. Być może na chwilę zapominają o tym, jak wygląda ich życie w domu. Mam nadzieję, że pobyt tutaj będzie dla nich formą relaksu i pozwoli im nieco się odprężyć.
fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski
Podzieliła się swoimi wrażeniami też Anna Tretjakowa, kierowniczką grupy dzieci i ich mam:
– Mnóstwo wrażeń! Dzieci się wyspały. Wszyscy rozumieją, co się dzieje u nas w Charkowie. Tutaj trochę odpoczęliśmy. Ogromne podziękowania dla wszystkich, którzy nam pomagają. To naprawdę zmiana otoczenia, psychiczne odciążenie. To dzieci wojny. Są tu dwie dziewczynki, które całkiem niedawno straciły rodziców. Pracuję w placówce komunalnej Rady Obwodowej w Charkowie „Przestrzeń weteranów «Ramię w ramię»”. Pracujemy z weteranami, z rodzinami poległych i zaginionych bez śladu. Pomagamy takim rodzinom w załatwianiu dokumentów. Kiedy zaproponowano nam wypoczynek we Lwowie, szybko zebraliśmy dzieci i ich matki.
Luba Matijasz-Tatomyr, psycholog z miasta Dnipro, dodała:
– Uważam, że to bardzo ważna wycieczka, ponieważ dzieci i mamy przyjechały z regionów, które są nieustannie ostrzeliwane. To obwód charkowski. Jako psycholog ze służby opiekuńczej 603. Brygady uważam, że kiedy mężczyźni walczą na froncie, jest bardzo dobrze, że ich żony z dziećmi dzięki polskim sponsorom mogły tu przyjechać. Taka zmiana otoczenia jest bardzo potrzebna, ponieważ żyją w ciągłym stresie. Wydawałoby się, że co to jest te siedem dni? Pomyślisz sobie, że to tylko jakiś tydzień. A w rzeczywistości ci ludzie naprawdę się odprężyli, bo nad głowami nie krąży żadne zagrożenie. Dzieci przyjechały z mamami, które wcześniej były nieustannie spięte. A tutaj każdy mógł się czymś zająć. Odbywały się zajęcia z psychologiem i była możliwość po prostu się odprężyć. Rola psychologa w tym projekcie polegała na wspieraniu, dodawaniu energii i pomaganiu. Wszystko miało na celu pokazanie, jakie zasoby drzemią w nich samych. Odwrócenie ich uwagi od tego, czym zajmują się w domu przez całą dobę. I nastawienie ich na pozytywne myślenie. Będziemy z nimi dalej pracować. Mamy wiele dzieci, których rodzice walczą na wojnie, i chcielibyśmy organizować dla nich takie wyjazdy, jeśli znajdą się sponsorzy.
Ciekawie było poznać opinie Anny Kurocz, psychologa z organizacji społecznej „Żony weteranów”, która do ostatniego dnia pracowała z dziećmi oraz z ich matkami:
– Po pierwsze, chodzi o stan lęku. To rzeczywiście stanowi problem i rodzice zgłaszali nam takie obawy. Przed rozpoczęciem tego projektu rozmawialiśmy z rodzicami, rozdawaliśmy im ankiety dotyczące tego, na co należy zwracać uwagę podczas pracy z dziećmi. Pierwszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest stworzenie bezpiecznego środowiska, w którym dzieci będą czuły się komfortowo. Gdzie będą czerpały inspirację. Gdzie będą uczyć się komunikacji z rówieśnikami. Dzisiaj jest to bardzo potrzebne, ponieważ dzieci uczą się online. Dzieci niewiele ze sobą rozmawiają. Żyją w warunkach ciągłego stresu. Stosujemy również podejścia zorientowane na traumę, które są obecnie uznanymi metodami psychologicznymi. Pracujemy z mamami i dziećmi. W tym krótkim czasie naprawdę widzimy pozytywne rezultaty. Niemal codziennie prowadzę indywidualne konsultacje z dziećmi i mamami, a co drugi dzień organizujemy szkolenia grupowe. Obecnie pracuję z dwiema dziewczynkami i nie pozostaną one bez mojego wsparcia po zakończeniu tego projektu. Uzgodniłyśmy, że po powrocie do Charkowa będziemy kontynuować terapię indywidualną. Wcześniej omówiłyśmy to z mamami, ponieważ ojciec jednej z dziewczynek zginął na wojnie. Bardzo przeżywa tę stratę i w pierwszych dniach nie czuła się zbyt komfortowo. Zwróciłam na to uwagę. Rozpoczęłyśmy pracę. Mama została o tym poinformowana. Nawet poza ramami tego projektu nie pozostawimy dzieci bez wsparcia.
Konstanty Czawaga








