Barwy roztoczańskie ponad granicami fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Barwy roztoczańskie ponad granicami

W ramach Festiwalu Dziedzictwa Kresów, którego organizatorami są od wielu lat gmina Lubaczów i województwo Podkarpackie 20 lipca w budynku muzealnym w Zespole Cerkiewnym w Radrużu odbył się wernisaż międzynarodowej wystawy „Jaworów. Ludowe barwy Roztocza”. Ekspozycja zorganizowana przez Muzeum Kresów w Lubaczowie oraz Muzeum Architektury i Życia Ludowego im. Klemensa Szeptyckiego we Lwowie. Są tam też prace ze zbiorów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie i Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej w Przemyślu, a także dzieła współtwórców zabawki jaworowskiej: Oksany Kohut i Ostapa Sojki z Iwano-Frankowego (dawnego Janowa) koło Lwowa. Patronat medialny nad wystawą objął też „Nowy Kurier Galicyjski”.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Wspólne dziedzictwo
Otwarcie wystawy spotkało się z dużym zainteresowaniem miłośników sztuki ludowej, którzy specjalnie przybyli z Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Rzeszowa, Przemyśla oraz z okolicznych miejscowości. Wydarzenie zaszczycili swą obecnością przedstawiciele władz powiatu lubaczowskiego oraz organizatorów Festiwalu Dziedzictwa Kresów. Przyjechała liczna delegacja z Muzeum Architektury i Życia Ludowego im. Klemensa Szeptyckiego we Lwowie, również Oksana Kohut, która przed otwarciem wystawy poprowadziła cieszące się dużym zainteresowaniem warsztaty zabawkarskie.

Piotr Zubowski, dyrektor Muzeum Kresów w Lubaczowie, witając przybyłych gości wskazał na dawne wpływy kultury ludowej Ziemi Jaworowskiej na tereny Roztocza. Wyraził też serdeczne słowa podziękowania dla dyrekcji i pracowników lwowskiego skansenu przybyłych z ogarniętej wojną Ukrainy. Podkreślił znakomitą współpracę z tym jednym z najważniejszych muzeów skansenowskich i etnograficznych na Ukrainie.

– W zeszłym roku pokazywaliśmy we lwowskim skansenie archiwum Bolesława Fariona. Dziś na przekór problemom wynikającym z niesprzyjających okoliczności wojennych, zdołano wspólnie zorganizować tę wyjątkową wystawę – zaznaczył Piotr Zubowski.
O wspomnianej wystawie powojennych zdjęć z Lubaczowa informowaliśmy w Kurierze Galicyjskim:

Mychajło Zakopec, dyrektor lwowskiego skansenu w swym wystąpieniu podkreślił niezwykle ważną rolę kultury w czasie trwającej pełnoskalowej wojny.

– W imieniu skansenu lwowskiego i całego naszego zespołu chcemy podziękować muzeum w Lubaczowie i całemu jego personelowi, jednak przede wszystkim – ukraińskim Siłom Zbrojnym, które bronią nas tam, żebyśmy mogli być tutaj – mówił Mychajło Zakopec. – Podczas tej strasznej wojny w XXI wieku widzimy, że wszędzie, gdzie wchodzą Rosjanie, pozostają okradzione terytoria. Przede wszystkim rabują muzea, kradną tożsamość i chcą natychmiast zniszczyć wszystko, co związane z kulturą – mamy już tysiące obiektów, które zostały ograbione i nie wiadomo, gdzie się teraz znajdują. Dlatego w tym czasie najbardziej cenimy to, że możemy się komunikować i dzielić naszym dziedzictwem w ten sposób – to bardzo miłe, bardzo potrzebne, choć wymaga naprawdę wielkiej pracy.

Lwowski skansen przygotował około stu eksponatów ze swoich zbiorów. Są to głównie stroje haftowane z regionu jaworowskiego.
Organizatorzy podkreślali, że szczególnie cenne jest to, że ten projekt został realizowany w Radrużu, w pomieszczeniach muzealnych, które znajdują się prawie w 300 metrach od granicy polsko-ukraińskiej. Na Ziemi Lubaczowskiej, która wraz z terenami współczesnego rejonu jaworowskiego stanowi część Roztocza i aż do tragicznych przesiedleń lat czterdziestych XX wieku tworzyły jedną przestrzeń etnokulturową – z podobnymi strojami ludowymi, zabawkami ludowymi, skrzyniami, ceramiką itp.

Roman Zilinko, kurator wystawy, powiedział, że idea tej wystawy powstała nie więcej jak rok temu w trakcie wystawy zdjęć Fariona we Lwowie.

– Pierwsze co wpadło do głowy i co było bardzo logiczne, to pokazać sztukę regionu jaworowskiego – wyjaśnił Roman Zilinko. – W języku ukraińskim jest takie określenie „Jaworowszczyzna”. Sztuka regionu jaworowskiego jest bardzo barwna, bardzo ciekawa i ma długą historię. Są trzy najważniejsze rozdziały tej sztuki pogranicza, które chcieliśmy tu pokazać. W pierwszej kolejności to ludowe stroje, których wspaniałą kolekcję posiadamy w naszym skansenie dzięki obecnej tu Lubie Swarnyk, która zbierała te rzeczy, opiekowała się nimi i przygotowała do tej wystawy. Bardzo ważne jest to, że tutaj w muzeum w Lubaczowie jest duża kolekcja skrzyń wiannych. Tych, które powstawały w warsztatach stolarskich w Jaworowie i nie tylko. Później też i w Lubaczowie była pracownia. Tak że to jest dziedzictwo wspólne, bo tu pracowali i Polacy, i Ukraińcy nad tymi skrzyniami i były one w rodzinach ukraińskich i w rodzinach polskich. I bardzo ważna, ciekawa rzecz, której nie mają inne regiony to jest słynna zabawka jaworowska. Ani nasze muzeum, ani muzeum lubaczowskie nie posiadają w swoich zbiorach dawniejszych zabawek, dlatego organizatorzy sprowadzili takie zabawki ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Krakowie i z Muzeum Narodowego w Przemyślu. Można również zobaczyć współczesne zabawki jaworowskie, które robią Oksana Kohut i Ostap Sawka z Janowa koło Lwowa. Chcieliśmy to wszystko tu pokazać, ponieważ jakieś 70 lat temu mieszkańcy okolicznych wiosek chodzili w podobnych strojach, bawili się tymi zabawkami, korzystali z tych skrzyń wiannych. I to jest właściwie dziedzictwo tego miejsca również. Ważne, aby pokazać te najlepsze rzeczy.

W ciągu tygodnia Roman Zilinko i Ołeh Pełenyczka, projektant, grafik i autor projektów graficznych tej wystawy bardzo ciekawie skomponowali ją plastycznie. Jako dominujący został wybrany kolor żółty – typowy dla jaworowskich zabawek. Oryginalnym eksponatom towarzyszą teksty opisujące trzy główne zjawiska artystyczne, oparte na badaniach ukraińskich i polskich etnografów (A. Budzana, L. Herus, M. Działo, L. Swarnyk). Nie brakuje również reprodukcji dokumentalnych rysunków i fotografii, m.in. akwareli znakomitej ukraińskiej malarki Ołeny Kulczyckiej czy rysunku polskiego grafika i rysownika Kajetana Wawrzyńca Kielisińskiego oraz licznych zdjęć archiwalnych jaworowskich zabawkarzy.

– To była ogromna praca i wiele nowych doświadczeń oraz wyzwań – nie ukrywał Roman Zilinko. – Bardzo się cieszę, że udało się zrealizować ten projekt. Myślę, że moi dziadkowie i babcie, którzy mieszkali w sąsiednich wsiach i miasteczkach, też by się ze mną cieszyli. Wielkie dzięki wszystkim, którzy nad tą wystawą pracowali.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Stroje ludowe, zabawki drewniane, skrzynie wianne
Jaworów to miasto położone na krańcach obwodu lwowskiego, w Ukrainie, przy granicy z Polską, w dolinie rzeki Szkło, na południowych przedpolach Roztocza Wschodniego. Okres największego gospodarczego i politycznego znaczenia przeżywało w XVII wieku, kiedy starostą jaworowskim był późniejszy król wielonarodowej Rzeczypospolitej Jan III Sobieski.

Dzisiejszy rejon jaworski w ciągu stuleci zdołał wytworzyć indywidualne oblicze kulturowe. Jego wyróżnikiem są elementy lokalnego folkloru: stroje ludowe, skrzynie wianne oraz zabawki, stanowiące wspólne dziedzictwo Polski i Ukrainy.

Strój jaworowski to przede wszystkim tradycyjny, świąteczny, letni strój kobiecy, częściowo też męski, zdobiony haftem płaskim i krzyżykowym o lokalnych motywach, przede wszystkim roślinnych, później też geometrycznych. Zdobienia w kilku podstawowych kolorach (czerwonym, niebieskim, czarnym) wypełniały najbardziej eksponowane miejsca koszul, a także gorsety i zapaski.

Skrzynie wianne i zabawki to efekt rozwijanego w mieście od drugiej połowy XIX wieku rzemiosła drzewnego.

Skrzynie odgrywały ważną rolę w obrzędowości weselnej, jako miejsce złożenia posagu panny młodej, a później towarzyszyły gospodyni przez całe jej życie do przechowywania odświętnej odzieży, cennych przedmiotów i dokumentów. Meble te odznaczały się bogatą dekoracją malarską, głównie o motywach kwiatowych. Tak było i z zabawkami, które charakteryzowały się oryginalną formą i dekoracją. Koniki na kółkach, wózki i ptaki klepaki, malowane były w kolorze żółtym z motywami geometrycznymi, głównie okręgami, a także gałązkami w kolorach czerwonym i zielonym.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Na bazie lokalnego rzemiosła w końcu XIX wieku w Jaworowie została założona Szkoła Przemysłu Drzewnego, która przyczyniła się do rozwoju rzemiosła i jego popularyzacji także w innych miejscach, w tym w okolicach Leżajska.

Uczestników wernisażu z ekspozycją wystawy w dwóch salach zapoznali jej kuratorowie Roman Zilinko, a także znawczyni strojów ludowych i długoletnia pracownica lwowskiego skansenu Lubow Swarnyk. O losie zabawek jaworowskim opowiedziała ich współczesny twórca Oksana Kohut. Gościom w Ukrainy towarzyszył w tym zakresie Janusz Mazur, kustosz w Dziale Etnografii i Budownictwa Drewnianego Muzeum Kresów w Lubaczowie.

– Dowodem silnych związków ziemi lubaczowskiej z jaworowską są skrzynie wianne, produkowane w samym Jaworowie od co najmniej połowy XIX w. aż do połowy XX wieku – zaznaczył Janusz Mazur. – Były chętnie nabywane zarówno przez polskich, jak i ukraińskich mieszkańców i z czasem zdominowały okolice Lubaczowa, w tym także Roztocze Wschodnie. Kolekcja tych wyjątkowych mebli związanych z obrzędowością weselną od wielu lat rozwijana jest w Muzeum Kresów w Lubaczowie. Na wystawie zaprezentowano osiem najcenniejszych egzemplarzy z lubaczowskich zbiorów. Większa część z nich, dzięki wsparciu województwa podkarpackiego, została specjalnie odnowiona na potrzeby wystawy. Cechą charakterystyczną skrzyń jaworowskich jest polichromowana dekoracja. Początkowo tworzyły ją ujęte w kwadratowe pola bukiety kwiatów, a później wieńce. Motywy te posiadały symboliczne znaczenie, które miało zapewnić pomyślność rodzinie. W malowanych skrzyniach przechowywane była odświętna odzież. Na wystawie zaprezentowano prawie sto elementów odzieży kobiecej i męskiej ze zbiorów skansenu lwowskiego. Reprezentują one przemiany stroju jaworowskiego od końca XIX do połowy XX wieku.
Lubow Swarnyk i Janusz Mazur zwrócili uwagę obecnych na szczegóły jaworowskich stroków ludowych. Do najstarszych należą obszerne, haftowane chusty kobiece (tzw. „ubrusy”), drukowane spódnice (tzw. „malowanky”), czy koszule (tzw. „soroczki”) zdobione motywami spiralnymi („na zakrętkę”). Specyficznym elementem stroju jaworowskiego była również opaska na głowę (tzw. „bawnycia”), na której kobiety zamężne wiązały chustę. Ewolucja stroju ludowego w okolicach Jaworowa polegała na stopniowym wprowadzaniu materiałów fabrycznych. Na wystawie można zobaczyć również koszule, kamizelki, kabaty i zapaski zdobione bogatymi haftami w różnych technikach, które pozostały do dziś charakterystycznym elementem ukraińskiego stroju ludowego.

– Bogate zdobnictwo strojów i skrzyń posiada swój odpowiednik także w dekoracji jaworowskich zabawek – zauważył Janusz Mazur. – Ich wytwarzanie posiada odległą tradycje, ale najstarsze zachowane obiekty tego typu pochodzą z początku XX wieku. Na wystawie zaprezentowano wykonane w tym czasie zabawki jaworowskie ze zbiorów dwóch polskich muzeów – Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie i Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej w Przemyślu. Dopełniły je współczesne wyroby Ostapa Sojki i Oksany Kohut z Iwano-Frankowego (dawnego Janowa), którzy przywracają dawne tradycje zabawkarskie w regionie jaworowskim. Wykonywane przez nich zabawki w tradycyjnych formach (ptaszki, koniki, kołatki) i kolorach (żółtym, czerwonym i zielonym) zyskały już uznanie i cieszą się dużą popularnością na całym świecie.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Zapadł już wieczór, a tymczasem placówka muzealna w Radrużu ciągle była wypełniona ludźmi. Dojeżdżali samochodami, nie zabrakło też rowerzystów.

– Wystawa jest udana – stwierdziła w naszej rozmowie Ewa Żuchowic, pracownik Muzeum Kresów w Lubaczowie Oddział w Radrużu. – Myślę, że sama frekwencja jaką mamy dzisiaj na otwarciu wystawy świadczy o tym, że wystawa jest wspaniała. Było zainteresowanie ogromne nie tylko dzisiaj, ale w ogóle cały ten tydzień, kiedy wystawa była przygotowywana. Wszyscy byli zainteresowani co to będzie. Przygotowanie jej było dla nas fantastyczną zabawą, już nie mówię o zabawkach. Była to przyjemność jej komponowania. I tyle gości, dlatego mówię, że fajnie się współpracowało. Zdobyliśmy też wiedzę dodatkowo na ten temat, ponieważ sami specjaliści przygotowywali tę wystawę. Więc tym bardziej było to dla nas również pouczające.

Spotkałem tam też znajomego znawcę i badacza życia na pograniczu Tomasza Kosieka z Instytutu Historii Uniwersytetu Rzeszowskiego.

– Jestem szczęśliwy, że mimo tych bardzo niesprzyjających okoliczności związanych z trwającą napaścią rosyjską na Ukrainę, mimo różnych przeciwności, które się po drodze pojawiają, udało się Muzeum Kresów w Lubaczowie i lwowskiemu skansenowi wspólnie stworzyć coś transgranicznego w okresie wojennym – powiedział Tomasz Kosiek. – Stworzyć wspaniałą wystawę o tak wspólnym dziedzictwie, które jest przecięte co prawda granicą państwową, ale to nie znaczy, że ta granica nie może być przepuszczalna chociażby dla takich działań kulturalnych. Myślę, że najpierw było to dziedzictwo, a później powstała ta granica. Mamy blisko położone Potylicz po stronie ukraińskiej i Radruż po stronie polskiej. Oba miejsca wspaniałe, cudowne, magiczne i tworzące sacrum – to również nasze wspólnedziedzictwo. Bardzo się cieszę, że te osobiste kontakty powodują, iż powstaje tak dużo dobra.

Wystawa „Jaworów. Ludowe barwy Roztocza” potrwa w Radrużu do 1 lutego 2026 roku, co daje możliwość obejrzenia jej przez duże grono turystów i miłośników sztuki ludowej pogranicza polsko-ukraińskiego.

Konstanty Czawaga

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X