Taraka podaje rękę

Taraka podaje rękę

Z Karolem Kusem, liderem zespołu „Taraka”, który 8 lutego zagrał na kijowskim Majdanie piosenkę „Podaj rękę Ukrainie” rozmawia Wojciech Jankowski (Radio Wnet).

Skąd pomysł na ten hit polsko-ukraiński?
Od wielu lat współpracuję ze środowiskami kulturalnymi na Ukrainie, wielokrotnie tam bywałem. Grałem koncerty, festiwale i tam poznałem się z wieloma muzykami, m.in. skrzypkami, którzy do dziś grają ze mną w zespole „Taraka”. Gdy zaprosiłem ich do Polski do swego studia pomyśleliśmy, że pierwszą piosenką, którą nagramy będzie piosenka o naszym spotkaniu. Po roku powstała ta piosenka, ale okazało się, że sytuacja na Ukrainie zupełnie się zmieniła. Mieliśmy wszyscy świadomość tego, że melodia, jej rzewność i jej słowiańskość jest taka, że wymaga jedynie opisu wydarzeń na Ukrainie. W pięć minut powstał nowy tekst, bo pisał się sam. To co dziś mówię ludziom ze sceny, że tak naprawdę to oni napisali ten tekst. Ja śledziłem na bieżąco wszystkie informacje i wiedziałem co tutaj się dzieje. Zrobiliśmy tę piosenkę i podarowaliśmy ją Majdanowi. Wymyśliłem też taką akcję, żeby w jednym momencie Polacy i Ukraińcy podali sobie rękę w taki sposób, że w Polsce i na Majdanie o jednej godzinie zabrzmi ta piosenka.

Absolutnie nie przypuszczałem, że przyniesie to taki efekt, że już po tygodniu będę musiał przyjechać do Kijowa i zagrać. Jestem szczęśliwy i pełen pokory do tego wszystkiego, co tu się dzieje, bo tak naprawdę my jesteśmy malutką cząstką. Jeżeli ta piosenka w jakikolwiek sposób tym ludziom pomoże, to będą mieli więcej siły i determinacji to tego, żeby tu nastąpiły zmiany, to będę bardzo szczęśliwy.

Jaka była reakcja z Ukrainy na twoją piosenkę?
Coś wspaniałego. W zasadzie Ukraina zadziałała jak ta rewolucja, jak bomba, jeżeli chodzi o przyjaźń pomiędzy nami. Dostajemy mnóstwo maili i pozdrowień z Ukrainy, mnóstwo wspaniałych prezentów. Studenci we Lwowie pod konsulatem urządzili taką pikietę-podziękowanie dla nas za tę akcję, podziękowali wszystkim Polakom. Bo ta piosenka jest jak symbol. Symbol tego, że w tej Europie to właśnie my, Polacy, jesteśmy najbliżej Ukrainy.

Kto zaproponował wam koncert na Majdanie?
Organizatorzy Majdanu. Zaprosili nas dlatego, że poprzez mojego przyjaciela, posła w polskim parlamencie, Ukraińca z pochodzenia, Myrona Sycza, który zna organizatorów Majdanu ta piosenka dostała się tutaj. Gdy ją tu posłuchano po raz pierwszy, zobaczono reakcję ludzi i poznali ideę akcji, to wypadki potoczyły się lawinowo.

Jak układała ci się wcześniej współpraca z ukraińskimi artystami?
Pomagałem lwowskiemu środowisku muzycznemu ściągać zagranicznych wykonawców na festiwale jazzowe. Wspólnie przygotowaliśmy projekt filmu. Napisałem scenariusz i muzykę do filmu, który opowiada o losach Polaków i Ukraińców od lat 40. po dzień dzisiejszy. Ten projekt poszedł do szafy, ale mam nadzieję, że całe zainteresowanie Ukrainą i tym co się dzieje wreszcie doprowadzi do realizacji tego filmu. Jest to piękna opowieść o przyjaźni, ale też o tych najgorszych rzeczach w nas, jednak kończy się jedną bardzo ważną puentą, że żyjemy obok siebie, rozumiemy swoje języki nawet jeżeli nie potrafimy w nich rozmawiać, jest nas razem 90 mln w Europie – to „kto jak nie my”. Musimy dbać o to, żeby nasze relacje, te na poziomie socjologicznym i te ekonomiczne, były najlepsze jakie mogą być. W tym jest nasza siła. Ja jestem dumny, że jestem Słowianinem. Nie chcę nadać temu brzmienia nacjonalistycznego. Gram muzykę słowiańską, bo od dawna uważam, że emanujemy tą muzyką na świat.

W muzyce pop i rock kopiujemy wszystkie standardy zachodnie, ale tak naprawdę niewiele mamy determinacji, przede wszystkim, i siły do tego, żeby propagować swoją muzykę na Zachodzie. Wróciłem przedwczoraj z Londynu, gdzie była nagrywana wersja angielska tej piosenki i to wydawnictwo rozejdzie się na całą Europę. Tydzień temu w Cannes nasza wytwórnia fonograficzna, gdy zobaczyła co się dzieje z tą akcją i czym ona jest: że nie jest koniunkturalna, nie ma w tym polityki, nie ma niczego co mogło by ją zdewaluować. Postanowili, za moja namową zresztą, wydać to nagranie na całą Europę: Francja, Anglia itd. Ta piosenka będzie grana w radio i cóż piękniejszego my możemy zrobić, jak nie „zarazić” Europy piosenką?

Ciekawe czy w tej wersji tekst będzie tak samo czytelny?
Tekst był tak tłumaczony, że jest bardzo czytelny. Nie było to dosłowne tłumaczenie, ale Anglicy będą na prawdę wiedzieli: „w czom dieło”.

Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 3 (199) za 14-27 lutego 2014

X