Partyjne hieny

Partyjne hieny

Od ponad dwóch miesięcy trwa sprzeciw przeciwko rządowi w Kijowie. Były chwile ciszy i wybuchy aktywności. Warto się zastanowić komu, rodzący się ruch społeczny zawdzięcza zwycięstwa, a komu – porażki. Nie mam zamiaru wnosić rozłamu w szeregi opozycji, ale nie chciałbym również zamiatania pod dywan tego, co śmierdzi.

Inicjatywy społeczne vs. apetyty partyjne
Najważniejszy, ale przynoszący słabe pocieszenie wniosek na dzisiaj jest taki: na Ukrainie mamy głęboki kryzys systemu partyjno-politycznego. „Klasyczne” partie nie są popularne, a zaufanie do nich minimalne, autorytet liderów partyjnych w społeczeństwie jest po prostu iluzją. Najbardziej cieszy fakt, że na Ukrainie dość dobrze rozwinęły się więzi społeczne. Oznacza to, że nie wszystko jest jeszcze stracone i inicjatywa społeczna nie pozwoli liderom opozycji zboczyć w pół drogi i popaść w gierki z reżimem. Z drugiej strony coraz bardziej widoczne są próby wykorzystania energii protestujących ludzi do powiększenia politycznych notowań rozmaitych partii.

„Nie ważcie się rozbijać jedności” – krzyczą partyjni działacze na wszystkie strony. „Odłóżcie krytykę na później. Po zwycięstwie krytykujcie nas ile wlezie” – głoszą partyjni bonzowie z ośrodków wojewódzkich. „Środowiska społeczne nie są subiektem procesu politycznego. Ustawodawstwo Ukrainy jedynie partiom zezwala na działalność w wielkiej polityce. Czasami konsultujemy się ze społeczeństwem, ale tylko my prowadzimy politykę” – twierdzą z rozmysłem nowi ukraińscy „liberałowie”. Z tych wszystkich stwierdzeń wynika jedno: partyjni uczestnicy procesu politycznego starają się ustawić poza wszelką krytyką, a wszystko, co czynią podają jako nieomylne dobro, które zostało odkryte przed nimi dzięki czarodziejskiej przynależności do struktur partyjnych.

Starania partii do podporządkowania sobie społecznego ruchu świadczą wyraźnie o tym, że partie nie mają nic przeciwko temu, aby „pożywić się” wynikami działalności tych, kogo uważają za „niedojrzałych” do współczesnej polityki ukraińskiej. Słowa o wyłącznie partyjnym monopolu w polityce nie pozostawiają wątpliwości, że partyjni nie planują zmiany władzy na Ukrainie. Głośne deklaracje, że nie chcą się jakoby zamienić z obecnymi właścicielami gabinetów, nie są niczym więcej niż retoryką partyjna. Chcą i to bardzo. Dobrze widać jak partyjni liderzy starają się utrzymać monopol partyjny na Majdan, jak kontrolują się nawzajem i jak w tajemnicy zawierają krótkoterminowe sojusze jeden przeciwko drugiemu.

Zamiast stworzenia pełnoprawnej Rady Majdanu i włączenia do niej społecznych i politycznych działaczy, ludzi, którzy cieszą się zaufaniem dziesiątek tysięcy protestujących, polityczni liderzy nadal bawią się w polityczną „wyjątkowość”. To dwumiesięczne „tuptanie” na Majdanie nie mogło zakończyć się pokojowo. To, że setki tysięcy Ukraińców wyszły w proteście na Majdan, stało się całkowitym zaskoczeniem nie tylko dla władz, ale i dla oficjalnej opozycji. Jedynie partyjni liderzy odczytali to różnie. Zaślepieni osobistymi ambicjami i egoizmem, przymierzając różne rewolucyjne postacie, nawet nie zauważyli jak zaczęli działać według scenariusza władzy: przeciągali aż do absurdu najbardziej masowe protesty w całej historii Ukrainy.

W tym czasie popełniono wiele błędów. „Jastrzębie” władzy przeliczyły się, uważając że długie protesty emocjonalnie wykończą zbuntowanych, ci z kolei rozczarują się działaniem partyjnych opozycjonistów, a w tym czasie można będzie rozwiązać i zlikwidować ognisko protestów przemocą. Partyjni liderzy z opozycji nie mieli pojęcia, co zrobić z masowym protestem przeciwko rządzącemu reżimowi i jak można go wykorzystać. Najgorsze jest to, że przez cały czas oszukują zebranych na Majdanie zapewniając, że mają precyzyjną strategię i taktykę walki. Jedynym ich planem było wytargowanie – grożąc gniewem mas – władzy od rządzących. Ale rządzący też nie są ślepi. Widzą przecież, że liderzy nie cieszą się szczególnym autorytetem u protestujących, którzy po krwawych wydarzeniach na ul. Hruszewskiego w ogóle przestali ich słuchać.

W potencjał rewolucyjny Arsenija Jaceniuka nikt specjalnie nie wierzył, wyglądał raczej na człowieka idącego na ugody. Nie wymagano od niego zbyt wiele. Sam zresztą pozbawił się możliwości manewru politycznego, przekształcając się w polityka głoszącego wolę polityczną Julii Tymoszenko. Taki brak samodzielności spłatał mu figla, szczególnie po liście niezłomnej Lady Ju.

W osobie Witalija Kliczki również nikt nie pokładał szczególnych nadziei, rozumiejąc, że jest politykiem z małym doświadczeniem, nie jest obeznany w zakulisowych grach politycznych. Należy przyznać, że polityk ten miał dość siły żeby przekroczyć własne „ego” i zanurzyć się w wir Majdanu. Jego aktywność odbiła się pozytywnie na jego wizerunku.

Zupełnie inaczej mają się sprawy ze „Swobodą”. Jest to partia, która weszła do parlamentu jedynie dlatego, że obiecała w przypadku rewolucji wziąć na siebie rolę najbardziej radykalnej siły, a w praktyce okazała się bladym symulantem. To zjawisko zasługuje na szczegółową analizę.

Za wszelka cenę
Fortuna sprzyjała partii od początku. Uśmiechnęła się do jej polityków szeroko już wtedy, gdy Ołeh Tiahnybok i „współtowarzysze” wstąpili w szeregi „Studenckiego Bractwa”, a potem dokonali w nim przewrotu narodowo-socjalistycznego. Społeczeństwo spokojnie przełknęło „rozprawę” z młodzieżową organizacją. Kolejnym etapem w ich działalności stała się bezlitosna eksploatacja heroicznej przeszłości Ukrainy. Hasła, symbole ówczesnej SNPU (Socjal-Nacjonalistycznej Partii Ukrainy – red.) wygenerowane były po to, aby skupić wokół partii elektorat o skrajnie prawicowych, populistycznych poglądach. Odbyło się oznaczanie ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego symbolami podobnymi do narodowo-socjalistycznych i faszystowskich. Bezkrytyczne i populistyczne podejście do przeszłości przyczyniło się do utwierdzenia społeczeństwa w tym, że „Swoboda” jest bezpośrednią spadkobierczynią ukraińskich narodowo-wyzwoleńczych walk. Tak partia dokonała pierwszego aktu rabunkowego. Historyczną przeszłość Ukrainy zaczęto instrumentalizować na użytek wewnątrzpartyjny.

Radykalna retoryka SNPU, a potem „Swobody” zawsze była wygodna dla władzy: początkowo dla Kuczmy, potem dla Janukowycza. Po pierwsze – partia, teatralizując działalność, zbierała nowych zwolenników, co otwierało perspektywy parlamentarne. Poza tym stałe dreptanie Swobody w kole „heroicznej historii” dało władzom obraz zagrożenia ze strony „oszalałych banderowców”. Ten wizerunek dobrze działał na wszystkich wyborach parlamentarnych i prezydenckich, pomagał politycznym technologom partii władzy dzielić Ukraińców na kategorie, odwracał uwagę od problemów społeczno-ekonomicznych w społeczeństwie i nie pozwolił na zjednoczenie wschodu i zachodu.

Po drugie – aktywne wspieranie „Swobody” przez władzę i „oczyszczenie” pola elektoratu sprzyjającego jej na zachodniej Ukrainie zdyskredytowały i marginalizowały demokratyczne i liberalne partie. Pełne wsparcie władzy dla siły prawicowo-radykalnej nie zwróciło uwagi polityków i technologów. Wycofanie z wyborów „Batkiwszczyny” w obwodzie tarnopolskim i lwowskim dało „Swobodzie” całkowite zwycięstwo w regionie. To właśnie ta wyborcza symbioza władzy i „Swobody” stała się kolejnym rabunkiem demokratyzacji Ukrainy.

Prawie wszystkie działania „Swoboda” skierowała na skoncentrowanie uwagi zachodniej Ukrainy na przeszłości; przeniesiono ciężar dyskusji społecznej do poziomu pustych rozmów o historycznych wrogach i bohaterach, a w tym samym czasie kleptomański rząd Janukowycza mógł bezkarnie rozkradać Ukrainę. To dziwne, ale ksenofobiczna i antysemicka retoryka „Swobody” nigdy nie została ukarana przez sąd, wprost przeciwnie – takie fakty błyskawicznie mnożyły centralne media ukraińskie. Pozwalało to lekko umocnić wizerunek dzikich nacjonalistów z Zachodniej Ukrainy, neonazistów, a nawet czasami faszystów. Przy tym niektóre operacje informacyjne prowadzono w sposób wirtuozerski: w podświadomości narodu utwierdzały propagandowe sformułowania: UE – to kryptofaszyści, którzy marzą o zawładnięciu kwitnącej i niezłomnej Ukrainy. Rezerwą tych „eurofaszystów” są bezpośredni potomkowie OUN, UPA i dywizji SS Galizien – partia „Swoboda”.

Nie miało sensu tłumaczenie, że neonazizm w Europie jest ścigany przez prawo, i że „Swoboda” wcale nie jest proeuropejską partią. Taki chimeryczny, bipolarny świat, zbudowany przez propagandę rosyjską i ukraińską, jeszcze przez długi czas będzie funkcjonował w głowach wielu Ukraińców.

Zachowanie partii „Swoboda” w ostatnim czasie wywołuje więcej pytań niż odpowiedzi. Bezpośrednich dowodów jakiejś zmowy czy „sprzedaży interesów” na razie nie ma i być nie może. Ale jej działania! Jednym z najbardziej niespodziewanych wyników działalności Euromajdanu w Kijowie jest całkowite wycofanie się z prawicowego radykalizmu i rewolucyjności „Swobody”. Przyglądając się przez dłuższy czas mimikrze „Swobody” po prawej stronie, jako pierwszy wystrzelił „Prawy Sektor” („Sektor Prawicowy” – red). Jednak nawet to nie powstrzymało „Swobody” w jej prowokacyjnej działalności. Gdy we Lwowie wyłonił się lokalny majdan, „Swoboda” od razu próbowała go przejąć. Udało się jej na jakiś czas narzucić lwowskiemu Euromajdanowi swoją retorykę i symbolikę, ale nic poza tym.

Kolejną próbą przejęcia Majdanu była próba podporządkowania Rady Majdanu. Dwa razy próbowała to zrobić deputowana Iryna Sech, tłumacząc się mitycznymi decyzjami z Kijowa, starała się narzucić skład Rady. Takie próby są zrozumiałe – notowania „Swobody” znacznie spadają. Nie pomógł, tu nawet trik z wytypowaniem znanego gen. Sała na stanowisko gubernatora obwodu. Wydarzenia rewolucyjne przeszkodziły „Swobodzie” podnieść notowania. Nieudolność z jaką frakcja „Swobody” w Radzie Obwodowej włączyła się do protestu przeciwko Sale, świadczą o tym, że miała to być jedynie imitacja działań, piorunochron Janukowycza i koło ratunkowe dla samej partii.

Tymczasem wybuchła rewolucja. Mogło się zdawać, że nastał złoty czas dla tej najbardziej rewolucyjnej prawicowo-radykalnej zachodnio-ukraińskiej partii. I znowu rozczarowanie – „Swoboda” zamiast realizowania swoich pogróżek wobec znienawidzonego reżimu, zaczyna przepychać się na tyłach, równolegle nie zapomina o sprzedawaniu „ładnych” obrazków propagandzie kremlowskiej. Bez uzgodnienia z kimkolwiek „Swoboda” nagle zajmuje gmach Administracji Kijowskiej na swój sztab. Partyjni działacze wywieszają nad wejściem portret Stepana Bandery, deklarując przed wschodem, południem i centrum Ukrainy, że EuroMajdan zajęli „banderowcy”. Siedzibę Administracji Kijowskiej dekorują symbolami nacjonalistycznymi i partyjnymi flagami „Swobody”.

Zapytacie państwo po co? Aby stworzyć pewien obraz – taka będzie odpowiedź. Podobnie jak w marszu z pochodniami z okazji urodzin wodza OUN Stepana Bandery. Jeśli ma ktoś wątpliwości, że „Swoboda” nie miała nic złego na myśli, organizując imprezę w stylu nazistowskiej Trzeciej Rzeszy, to niech przejrzy rosyjskie programy informacyjne z ostatnich kilku tygodni. Nikomu niepotrzebny marsz stał się główną atrakcją antyukraińskich programów telewizyjnych w Rosji.

Ostatnia akcja „Swobody” nie wyróżnia się niczym szczególnym. Są to marne próby zwrócenia uwagi. Do takich należą stwierdzenia o pogróżkach wobec rodzin partyjnych aktywistów ze strony nieznanych przestępców, które zabrzmiały ze strony „Swobody” na ostatnich rozmowach z władzami. Warto zapytać o to, jakie separatystyczne rozmowy toczy ta partia z reżimem Janukowycza? Dlaczego nie ogłoszono nazwisk osób ze strony rządowej, którzy przyprowadzili ze sobą przestępców? Dlaczego doszło do prób ponownego „przejęcia” zajętych już raz gmachów administracyjnych we Lwowie i w Równem? Dlaczego dochodzi do konfrontacji „Swobody” ze społeczeństwem, a na barykadach jakoś jej nie widać? Mamy też pytania do konkretnych członków tej partii – Iryny Farion i Jurija Michalczyszyna: dlaczego cały ich zapał rewolucyjny sprowadza się do dyskredytacji Majdanu i jego ośmieszania?

Wydaje się, że „Swoboda” zachowuje się na zapleczu Majdanu jak rabuś, który chce w odgłosach rewolucji uszczknąć dla siebie łakomy kąsek. Nie rozumiem, dlaczego liderzy Majdanu nie dostrzegają destrukcyjnej działalności tej siły politycznej? Boją się rozłamu? Ale obecność rabusiów na tyłach szeregów jest o wiele bardziej niebezpieczna, od udawania jedności przed publicznością.

Od dłuższego czasu ukraińscy politolodzy i politycy nie ośmielają się dokonać publicznej analizy wystąpień lidera „Swobody” Ołeha Tiahnyboka. W znacznym stopniu była to danina złożona mitycznej jedności, której mieliśmy wszyscy chronić jak źrenicę oka. Na próżno. W swoim ostatnim wystąpieniu w Radzie Najwyższej Ołeh Tiahnybok, mówiąc o derusyfikacji dał precyzyjny przekaz całej rosyjskojęzycznej Ukrainie. Czy przypadkowo? Nie wierzę. Każde słowo tego polityka jest dokładnie wyważone. Nie bełkocze bez namysłu. Więc jak po takim oświadczeniu można spodziewać się solidarnych działań tych, komu dokuczył reżim Janukowycza w Dniepropietrowsku, Odessie czy Mikołajowie?

Po wyżej wymienionych przykładach mimo woli nasuwa się pytanie, czym jest „Swoboda” i czego ona pragnie? Jednoznacznej odpowiedzi, niestety, brakuje. Pozostaje wróżenie: polityczna nieadekwatność czy cyniczne wyrachowanie. Jeżeli „Swoboda” nie rozumie, że ich pseudobanderowski model państwa jest nie do przyjęcia i jest niemożliwy w granicach dzisiejszej Ukrainy, to należy ich traktować jak niepełnosprawnych uczestników procesu politycznego. Jeżeli jest to cyniczne wyrachowanie, to partia ta, podobnie jak komuniści, jest na krótkiej smyczy władzy. Więc liczyć na nich w rewolucyjnym okresie nie warto. Przeciwnie, należy się spodziewać kolejnych prowokacji dla poprawienia własnego wizerunku. Warto sobie uświadomić, że o ten wizerunek „Swoboda” będzie walczyć z „Prawym Sektorem”.

Wnioski
Prawie wszystkie zdobycze Euromajdanu zawdzięczamy społeczeństwu obywatelskiemu Ukrainy. Próby działaczy partyjnych narzucenia społeczeństwu swoich przywódców zakończyły się pełnym fiaskiem. Aby przeciwdziałać niebezpiecznym scenariuszom należy powołać działająca Radę Majdanu. Do tej Rady należy włączyć przedstawicieli społeczeństwa, cieszących się największym autorytetem wśród protestujących. Rada powinna opracować dokładny plan działań na przyszłość, wypracować strategię i taktykę działań w parlamencie i w regionach. Określić zadania pierwszego stopnia. Koordynować działalność wszystkich protestujących grup, wprowadzając ich przedstawicieli do rozszerzonego składu Rady. Unikać działań samodzielnych i zakulisowych.

Jednocześnie trzeba pogodzić się z tym, że „nie zmienia się koni podczas przeprawy”. Dlatego nie warto wykluczać „Swobody” ze składu opozycji. Warto po prostu bardziej dokładnie przypatrywać się ich działalności.

Warto zapamiętać słowa Konfucjusza: Okręt, który nie wie gdzie płynie, nigdy nie będzie miał sprzyjających wiatrów…

Wasyl Rasewycz
W wersji ukraińskiej artykuł ukazał się na stronie zaxid.net
Tekst ukazał się w nr 3 (199) za 14-27 lutego 2014

X