Sztuka w okopach z archiwum Antona Cełowalnyka

Sztuka w okopach

Niebawem o wojnie napiszą setki książek i nakręcą dziesiątki filmów, z których każdy godzien będzie Oscara. Obecnie realia podpowiadają niewiarygodne tematy, takie, że nawet najlepsi reżyserzy Hollywoodu nie byliby w stanie wymyślić. Mamy nadzieję, że w jakimś filmie grozy wykorzystana zostanie nasza historia. Na pełnometrażowy film się nie nadaje, ale na jakiś jaskrawy i piękny fragment – jak najbardziej.

Anton Cełowalnyk opowiada dzieciom o sztuce, z archiwum Antona Cełowalnyka

Mieszkaniec Kijowa, Anton Cełowalnik przed wojną był osobą najbardziej pokojowego zawodu – artystą i architektem. Wiele pracował również z utalentowanymi dziećmi (bo przecież wszystkie dzieci są utalentowane i genialne) i w kilku szkołach prowadził zajęcia z podstaw architektury.

z archiwum Antona Cełowalnyka

Agresja Rosji zmieniła wszystko. Anton wstąpił w szeregi obrony terytorialnej i teraz zamiast lekcji dyżuruje na punkcie obserwacyjnym, a zamiast notebooka ma karabin. Uczniów zastąpili towarzysze broni, klasy – wyryty okop.

– Chciałbym umieścić z internecie jakieś mniej więcej bohaterskie selfie – żartuje nauczyciel-architekt. – Moi koledzy robią takie – w kamizelkach kuloodpornych, z bronią w ręku. Ja wyglądam jak stróż sadu jabłoni i ochroniarz jednocześnie. Na razie nic heroicznego nie zrobiłem, żadnego agresora nie zniszczyłem, czołgu nie spaliłem, ale czekam na ten przysłowiowy „rosyjski okręt wojenny”, aby wskazać mu dalszą właściwą drogę.

Nie mając praktycznie żadnego przygotowania wojskowego, Anton na razie dyżuruje na punkcie obserwacyjnym w okolicach Kijowa (gdzie – to tajemnica wojskowa). Nie jest to takie zadanie, jak niszczenie czołgów jawelinami, czy wyłapywanie po lasach grup dywersantów. Ale sieć tych punktów obserwacyjnych jest bardzo ważna dla Zwycięstwa i ktoś to musi robić. Oprócz tego, dzięki takim jak Anton, zajmującym się tą „nieznaczną”, ale niezwykle potrzebną działalnością, na front mogli pójść bardziej doświadczeni i przygotowani koledzy.

Znane jest łacińskie powiedzenie „Inter arma silent Musae” – „Gdy mówią armaty, muzy milczą”. Ale nie dotyczy to żołnierza Antona Cełowalnika. Przekształcił on swój ciasny okop w niewielkie studio. Zajmuje się twórczością poza godzinami dyżurów, bo gdy stoi na straży, ani przez sekundę nie może stracić z oczu całej okolicy.

– Idea drapania rysunków na ścianach nie jest nowa – ma już tysiące lat. Ja potrzebowałem na to 42 lata życia i trzy tygodnie wojny, aby odkryć dla siebie ten zaczarowany świat płaskorzeźby w glinie. Moim natchnieniem stały się okop, glina, ostre patyczki i żarliwa nienawiść do wroga. Pierwsze moje prace wyszły dość prymitywne, stale łamały mi się patyczki. Wobec tego, idąc zgodnie z postępem techniki i wojskowymi możliwościami, zacząłem używać gwoździa nr100, który umocowałem w łusce naboju kal. 7,62 i takim narzędziem jest już o wiele poręczniej tworzyć, nawet drobne elementy.

U podstaw okopowej „kolekcji” legły starosłowiańskie i runiczne znaki ochronne, symbole zoomorficzne, fantastyczne zwierzęta. Jedną ze swych prac Anton poświęcił Polsce. „Ukraina otrzymuje wielką pomoc ze strony Polski – mówi artysta-żołnierz. – Nasze narody wspólnie powstrzymają agresję Rosji. To właśnie przedstawia płaskorzeźba: połączone heraldyczne symbole polskiego orła i atakującego sokoła-tryzuba.

z archiwum Antona Cełowalnyka

Demonstracja tych dzieł sztuki odbywa się na miejscu, w okopie, wejście wolne, a czas trwania ekspozycji – do pierwszego mocniejszego wiosennego deszczu lub do Zwycięstwa, którego Anton spodziewa się prędzej niż deszczu.

Warto byłoby w jakiś sposób utrwalić prace Antona. Zasługują w pełni, aby zostały przeniesione do jakiegoś muzeum i godne są ekspozycji w najbardziej renomowanych galeriach świata. Warto zastanowić się, jak prace tego okopowego artysty zabezpieczyć i przenieść w spokojne okolice, bo suche gliniane grudki są niezwykle kruchym materiałem. Jednak przy odpowiednim podejściu można je zachować na długo.

A na razie Czytelnicy Kuriera Galicyjskiego mogą ocenić prace Antona Cełowalnika na zdjęciach.

Dmytro Poluchowycz

Tekst ukazał się w nr 6 (394), 31 marca – 13 kwietnia 2022

Dmyto Poluchowycz. Za młodu chciał być biologiem i nawet rozpoczął studia na wydziale biologii. Okres studiów przypadał na okres rozpadu ZSRS. Został aktywistą Ukraińskiego Związku Studentów. Brał udział w Rewolucji na Granicie w styczniu 1991 roku. Był jednym z organizatorów grupy studentów, która broniła litewskiego Sejmu. W tym okresie rozpoczął pracę jako dziennikarz. Pierwsze publikacje drukował w antysowieckim drugim obiegu z okresu 1989-90. Pracował w telewizji, w prasie ukraińskiej i zagranicznej. Zainteresowania: historia, krajoznawstwo, podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X