Święty Zygmunt Gorazdowski – lwowski patron miłosierdzia Kaplica Pana Jezusa Miłosiernego, fot. Anna Gordijewska

Święty Zygmunt Gorazdowski – lwowski patron miłosierdzia

Codziennie media ukraińskie, polskie oraz światowe informują o osobach, które na skutek wojny ucierpiały, często zmuszone są chronić swe życie opuszczając Ukrainę lub zatrzymując się we Lwowie i innych miejscowościach Ukrainy Zachodniej, gdzie jest, jak na razie, bardziej bezpiecznie. To przeważnie matki z dziećmi lub ludzie starsi, bo mężczyźni pozostają, by bohatersko bronić swej ojczyzny przed barbarzyńską agresją rosyjską. Różne stacje telewizyjne pokazują te przejmujące sceny na bieżąco.

Kaplica Pana Jezusa Miłosiernego, fot. Anna Gordijewska

Rozmowa Anny Gordijewskiej z Mariuszem Olbromskim, literatem i muzealnikiem, animatorem działań kulturalnych.

Największą liczbę emigrantów uciekających z ogarniętej wojną Ukrainy przyjmuje Polska, a w chwili, gdy prowadzimy naszą rozmowę przybyło do naszego kraju prawie trzy miliony osób zza wschodniej granicy. To wielka wędrówka narodu. Wszystkie te osoby, często zupełnie wyczerpane, zrozpaczone, na bieżąco – we Lwowie lub już na przejściach granicznych z Polską – otrzymują różnorodną, przyjazną pierwszą pomoc.

To potężny, wielki exodus jakiego Europa nie przeżyła od czasów II wojny światowej. Zupełnie wyjątkowa, nieporównywalna z niczym sytuacja, nie tylko ze względu na ten wielki strumień, ogromne tłumy uciekających, przerażonych, głodnych i wycieńczonych osób. Wyjątkowa też, jeśli chodzi o polskie społeczeństwo, bo okazało ono ukraińskim uchodźcom zupełnie spontaniczną, szybką, jak wymagały tego dramatyczne okoliczności, a także – co trzeba mocno podkreślić – bezinteresowną pomoc. Myślę, że w ciągu tych tygodni wojny Rosji z Ukrainą oba narody – polski i ukraiński, zbudowały między sobą bardzo bliskie, często prawie rodzinne relacje, które w przyszłości zaważą na losach obu państw. Przyznam, że dla mnie to, co się stało, jest też jakimś wspaniałym, cudownym wypełnieniem „tu i teraz” duchowego przesłania Jana Pawła II, który wielokrotnie, a szczególnie w czasie swej wielkiej i pamiętnej pielgrzymki na Ukrainę w dniach 23–27 czerwca 2001 roku, nawoływał do wzajemnego przebaczenia sobie błędów przeszłości przez oba narody i zbudowania trwałych i dobrych, przyjaznych relacji w imię współczesności i przyszłości wielu pokoleń. Sądzę, że to właśnie teraz się stało, i to się pięknie i wspaniale wypełniło. Przy czym fenomenem tych niezwykłych wydarzeń jest to, że tak często podzieleni między sobą Polacy, w kwestii pomocy Ukraińcom stali się wszyscy całkowicie, nadzwyczaj zgodni.Wykazali się wielką empatią, chęcią czynnej, a nie werbalnej pomocy. No i trzeba tu użyć też tego słowa o rodowodzie biblijnym – wykazali się oni wszyscy niosąc pomoc, ci „zwykli obywatele” – miłosierdziem.

Jaka jest różnica między pomocą i miłosierdziem?

Pomocy drugiej osobie można udzielać zupełnie bezinteresownie, albo mając na uwadze jakieś konkretne korzyści, zapłatę czy jakikolwiek inny zysk. To, co się stało w ostatnich tygodniach między tak zwanymi „zwykłymi Polakami” a Ukraińcami jest – w moim odczuciu – zbudowaniem jakiegoś pięknego porozumienia i przymierza serc obu narodów, może mocniejszego i trwalszego niż porozumienia i traktaty państwowe, choć także bardzo istotne. To wielki przełom w historii obu narodów. Taka zupełnie bezinteresowna pomoc, powodowana współczuciem dla pokrzywdzonych zbrodniczą agresją Rosji, to właśnie miłosierdzie, jakiego patronem dla Lwowa i Ukrainy jest święty Zygmunt Gorazdowski. Miłosierdzie można by zdefiniować tak, że jest to właśnie forma współczucia, przejawiająca się w konkretnym działaniu i polegająca na udzieleniu zupełnie bezinteresownej pomocy. A tak było i jest na wszystkich przejściach granicznych między Polską i Ukrainą, jeśli chodzi na przykład o te tysiące wolontariuszy, różne osoby starsze i młodsze, pracujące po wiele godzin z wielkim poświęceniem,spontanicznie się angażujące. Także na wszystkich prawie dworcach kolejowych i autobusowych w głębi kraju. To otwarcie na zupełnie nieznane osoby tysięcy polskich domów, przyjęcie uchodźców, dzielenie się chlebem codziennym, to różnorodna i szybka pomoc całego państwa. To wszystko właśnie przeżywamy obecnie, dzieje się to teraz od sześćdziesięciu dni, nieustannie. Myślę, że dla setek tysięcy chrześcijan angażujących się obecnie w działania z Polski i Europy, wielkim drogowskazem na tej drodze jest przypowieść w Nowym Testamencie z Ewangelii św. Łukasza o miłosiernym Samarytaninie, przede wszystkim cała nauka płynąca ze Starego i Nowego Testamentu.

Trzeba jednak dla pełnego obrazu wspomnieć, że w pomoc zaangażowane są też bardzo liczne osoby i organizacje, które niekoniecznie utożsamiają się z chrześcijaństwem – z Polski, ale też z wielu krajów Europy.

Oczywiście i wielka chwała im za to, że pomagają bezinteresownie, często z ogromnym poświęceniem. To jest też płynąca nieustannie pomoc humanitarna, jakże różnorodna, z całego świata. Nie tylko tysiące parafii z Polski, cały Kościół, „Caritas”, wszystkie zakony są w tę pomoc bardzo zaangażowane. Trzeba jednak również mocno podkreślić, że polskie społeczeństwo jest w większości, tak jak Ukraińcy, społeczeństwem chrześcijańskim. I myślę, że ta ogromna pomoc, często wymagająca dużego poświęcenia ze strony pomagających, udzielana przez Polaków, jest wspaniałym wyrazem postawy chrześcijan, choć oczywiście często może nawet nie do końca wypowiadana, czy nie wprost wyrażana werbalnie i tak definiowana. A nawet może do końca nie uświadamiana sobie. Jest po prostu ta postawa głęboko zakodowana w sercach wielu, choćby o tym pomagający nie mówili, a nawet nie myśleli.

Kościół p.w. Świętego Mikołaja we Lwowie, zbiory Iryny i Igora Kotłobułatowych

Kiedy mówimy o świętym Zygmuncie Gorazdowskim, to trzeba się odwołać do podróży apostolskiej Jana Pawła II na Ukrainę w dniach 23–27 czerwca 2001 do Kijowa i do Lwowa na zaproszenie ukraińskiego rządu i hierarchów katolickich. I wielkich wydarzeń tamtego czasu we Lwowie.

Tak, oczywiście. Nigdy nie zapomnę tamtych wielkich i przełomowych wydarzeń, których byłem bezpośrednim uczestnikiem. I starałem się też, trochę nieporadnie, później zapisać o tym w swej książce „Dwa skrzydła nadziei”. Byłem wówczas, jak tysiące innych, świadkiem tych przemian serc mieszkańców Lwowa zrazu oczekujących jakby z pewnym niedowierzaniem, że Jan Paweł II przybędzie do miasta „Semper Fidelis”, a później reagujących z niebywałym wręcz entuzjazmem. Tego też wspólnego świętowania tej pielgrzymki zarówno przez Polaków i Ukraińców, wielkiego marszu od świtu z centrum miasta dziesiątek tysięcy osób z chorągwiami, krzyżami i z pieśniami, z modlitwami polskimi i ukraińskimi na ustach na hipodrom razem na mszę świętą. I to właśnie wówczas i tam Jan Paweł II koronował obraz Matki Bożej Łaskawej dla katedry lwowskiej, a także dokonał w obecności kilkuset tysięcy wiernych beatyfikacji ks. Zygmunta Gorazdowskiego, nazywając go „perłą duchowieństwa tej archidiecezji” oraz arcybiskupa Józefa Bilczewskiego, metropolitę lwowskiego, męża stanu i wybitnego naukowca.

Przypomnijmy może bliżej Czytelnikom postać ks. Zygmunta Gorazdowskiego…

Tak, oczywiście. To niezwykła postać łącząca w swej biografii teren ziemi sanockiej, przemyskiej i lwowskiej. Urodził się w Sanoku, w 1845 roku, w religijnej, niezbyt zasobnej rodzinie szlacheckiej, miał siedmioro rodzeństwa. We wczesnym dzieciństwie nabawił się w czasie tak zwanej „rzezi galicyjskiej” gruźlicy, z którą później zmagał się do końca życia. Był przez całe życie bardzo słabego zdrowia i w tym kontekście zadziwia jego niezwykle bogata i różnorodna działalność, wiele mówiąca o sile jego ducha, motywacji wewnętrznej do działania, na pewno też łasce Opatrzności jaką będąc słaby otrzymywał. Do gimnazjum uczęszczał w Przemyślu, skąd nie powiadomiwszy rodziców, choć – jak wspomniałem bardzo kruchego zdrowia – wyruszył spontanicznie w szeregi powstańców styczniowych. Po upadku powstania powrócił do swej szkoły, a po zdaniu matury, podjął studia na Wydziale Prawa we Lwowie. Przerwał je jednak, choć studia szły mu bardzo dobrze i postanowił wstąpić do seminarium lwowskiego we Lwowie – widocznie od dawna rozwijało się w jego sercu powołanie do kapłaństwa. Przypomina to późniejszą drogę życiową Karola Wojtyły, który, jak wiadomo, zaczynał w Krakowie od studiów polonistycznych, zanim nie zrodziło się w Jego sercu wielkie powołanie kapłańskie.

Czy słaby stan zdrowia Zygmunta Gorazdowskiego nie utrudniał mu studiów w seminarium i pracy duszpasterskiej?

Z całą pewnością. Być może ten zły stan zdrowia i zapewne związane z tym złe samopoczucie uwrażliwiły go szczególnie na nędzę ludzką i powszechną wręcz biedę wśród ludu. Kiedy zakończył seminarium, nie wyświęcono go ze względu na zły stan zdrowia, lecz aż przez dwa lata intensywnie leczył się z gruźlicy, ze względu na jej gwałtowny nawrót. Kiedy się poczuł nieco silniejszy, otrzymał sakrament święceń kapłańskich 25 lipca 1871 w katedrze lwowskiej, a później przez sześć lat pracował na parafiach w Tartakowie, Wojniłowie, Bukaczowcach, Gródku Jagiellońskim i Żydaczowie, co pozwoliło mu zapoznać się w tych miejscowościach, między innymi nie tylko ze stanem duchowym, ale i ze stanem materialnym ówczesnego społeczeństwa. W 1877 roku wrócił do Lwowa, gdzie na skutek swych przemyśleń rozpoczął żarliwą działalność kapłańską i wielką dobroczynną.

Jaki był stan ówczesnego społeczeństwa Galicji?

To były lata niewoli austriackiej i przysłowiowej „nędzy galicyjskiej”, rosnącego zapóźnienia cywilizacyjnego i gospodarczego tego terenu. Austriacy systematycznie, w sposób bardzo przemyślany i zupełnie bezwzględny eksploatowali ten, bogaty przecież pod względem agrarnym i nie tylko, teren doprowadzając często rzesze ludności zarówno na wsiach jak i w miastach do skrajnej biedy. Intensywna, wieloletnia, działalność charytatywna ks. Zygmunta Gorazdowskiego była godną odpowiedzią na tę sytuację. Ks. Gorazdowski zapisał się w dziejach Lwowa i całej Ziemi Lwowskiej nie jako wybitny teolog, naukowiec, czy mąż Kościoła albo wielki myśliciel chrześcijański, ale jako kapłan, chodzący często na co dzień w przetartej sutannie, niezwykle wrażliwy na krzywdę i biedę społeczną. Pracujący i żebrzący na rzecz ubogich we Lwowie co dzień przez 40 lat. W modlitwie i pracy dla ubogich – wszystkich bez względu na narodowość – spalał swe siły zupełnie. Był geniuszem miłosierdzia.

Jakie były główne jego dzieła miłosierdzia?

We Lwowie działał jako wikary, a potem proboszcz parafii kościoła św. Mikołaja. Jego dzieło miłosierdzia to liczne instytucje dobroczynne, domy pomocy dobrowolnej dla żebraków, tania kuchnia ludowa, która w czasach, gdy nie znano pojęcia „zbiorowego wyżywienia”, wydawała dziennie 600 obiadów, a w której żywili się robotnicy, studenci, młodzież szkolna, dzieci, najliczniej – biedota lwowska. Także zakład dla nieuleczalnie chorych i rekonwalescentów, dla ubogich studentów Seminarium Nauczycielskiego. We Lwowie otworzył Internat św. Jozafata, który prowadził, był jego wieloletnim dyrektorem.

Czy miał też jakieś szczególne zasługi dla znajdujących się w trudnej sytuacji kobiet?

Tak. Powołał do istnienia pierwszy w Galicji i jedyny wówczas Zakład Dzieciątka Jezus dla samotnych matek i porzuconych niemowląt, których za Jego życia uratowano około trzy tysiące. Osobną Jego i wielką zasługą było to, że zorganizował Zgromadzenie Sióstr św. Józefa, które ofiarnie niosło i nadal z wielkim poświęceniem niesie, w wielu miejscach, posługę cierpiącym w szpitalach, sierocińcach, ochronkach, w domach prywatnych. To wielka, bardzo potrzebna praca, która cały czas jest realizowana i się rozwija. Trzeba podkreślić, że ks. Zygmunt Gorazdowski zmarł we Lwowie w 1920 roku w powszechnej opinii świętości. Po latach, właśnie w czasie wspomnianej pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła II w dniu 26 czerwca 2001 r. do Lwowa został beatyfikowany razem ks. Józefem Bilczewskim, metropolitą lwowskim, jak wspomniałem, w czasie pamiętnej Mszy świętej na lwowskim hipodromie. Także właśnie wtedy, we Lwowie, Jan Paweł II skierował do zebranych pamiętne słowa o potrzebie pojednania między Polakami i Ukraińcami. Mówił: „Dzisiaj, gdy wielbimy Boga za to, że ci Jego słudzy okazali tak nieugiętą wierność Ewangelii, odczuwamy głęboką wewnętrzną potrzebę uznania różnych przejawów niewierności ewangelicznym nakazom, jakich nierzadko dopuszczali się chrześcijanie pochodzenia zarówno polskiego, jak i ukraińskiego, zamieszkujący te ziemie. Czas już oderwać się od bolesnej przeszłości! Chrześcijanie obydwu narodów muszą iść razem w imię jedynego Chrystusa, ku jedynemu Ojcu, prowadzeni przez tego samego Ducha, który jest źródłem i zasadą jedności. Niech przebaczenie – udzielone i uzyskane – rozleje się niczym dobroczynny balsam w każdym sercu. Niech dzięki oczyszczeniu pamięci historycznej wszyscy gotowi będą stawiać wyżej to, co jednoczy, niż to, co dzieli, aby razem budować przyszłość opartą na wzajemnym szacunku, braterskiej współpracy i autentycznej solidarności.”

Warto również przypomnieć, że proces beatyfikacyjny ks. Zygmunta Gorazdowskiego rozpoczął w Lubaczowie w uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła w 1989 roku biskup prof. Marian Jaworski, ówczesny administrator apostolski w Lubaczowie. Została również wówczas odsłonięta w lubaczowskiej konkatedrze monumentalna i bardzo udana artystycznie tablica spiżowa przedstawiająca ks. Zygmunta Gorazdowskiego według projektu prof. Czesława Dźwigaja. Jako motto nad tą tablicą widnieje jakże wymowny cytat z Księgi Hioba: „Byłem ojcem ślepemu/ A nogą chromemu / Byłem ojcem ubogich (Hi 29,15 i 16). Ks. Gorazdowski był po jakimś czasie swej działalności nazywany we Lwowie „Księdzem dziadów”, był właśnie „Ojcem ubogich”, „Apostołem Bożego Miłosierdzia”. Warto też dodać, że od 21 kwietnia 2013 roku w konkatedrze w Lubaczowie znajdują się również relikwie ks. Zygmunta Gorazdowskiego ofiarowane w tym dniu przez Zgromadzenie Sióstr Świętego Józefa w Krakowie.

Pałac Apostolski. Mariusz Olbromski wręcza swoją książkę „Poemat jednej nocy” ks. Mieczysławowi Mokrzyckiemu, zbiory prywatne Mariusza Olbromskiego

Kilka lat później miały też miejsce uroczystości kanonizacyjne w Rzymie…

Tak, już nie żył Jan Paweł II, ale to On we współpracy z J. E. ks. prof. Marianem kardynałem Jaworskim, metropolitą lwowskim, w zasadzie doprowadzili do kanonizacji arcybiskupa lwowskiego Józefa Bilczewskiego oraz ks. Zygmunta Gorazdowskiego. Uroczystości kanonizacyjne odbyły się w dniu 23 października 2005 w Rzymie przed bazyliką św. Piotra. Ceremonii z udziałem wszystkich kardynałów, wielu arcybiskupów i biskupów z całego świata, przewodniczył Papież Benedykt XVI, jak wiadomo, wcześniej jeden z najbliższych współpracowników Ojca Świętego Jana Pawła II. Oczywiście uroczystości odbyły się z udziałem J. E. ks. Mariana Jaworskiego, metropolity lwowskiego, episkopatu i księży, sióstr ze Zgromadzenia świętego Józefa oraz wiernych ze Lwowa i z Polski. W uroczystościach wziął także udział Klub Inteligencji Katolickiej w Lubaczowie, który niegdyś zakładałem wraz przyjaciółmi i byłem jego prezesem przez pierwsze 10 lat. Na placu przed bazyliką byli obecni wierni z całego świata. Pogoda była przepiękna, świeciło słońce, mimo później pory roku było ciepło, cały plac św. Piotra przepełniony był pielgrzymami z Wiecznego Miasta, Polski, Ukrainy, z najdalszych zakątków globu. Nie tylko cały ten wielki plac, ale i wszystkie przylegające do niego ulice wypełnione były wiernymi aż po horyzont. Od czasu do czasu zrywały się pieśni w różnych językach i przelewały się z szumem aż po krańce Wiecznego Miasta. Na fasadzie Bazyli św. Piotra widniały ogromne wizerunki obu świętych. Uroczystości te transmitowała na żywo na cały glob telewizja. To były wielkie, niezapomniane, chwile Kościoła lwowskiego. W przygotowaniach do tych wydarzeń wziął też oczywiście udział ówczesny sekretarz papieża Benedykta XVI, ks. Mieczysław Mokrzycki, a wcześniej sekretarz Jana Pawła II, rodem z Ziemi Lubaczowskiej. Dziś metropolita lwowski. Nigdy też nie zapomnę jak życzliwie i serdecznie po tych uroczystościach przyjął nas, pielgrzymów z Lubaczowa, przedstawicieli Klubu Inteligencji Katolickiej, w pałacu Apostolskim, jak nas oprowadził po wszystkich salach, łącznie z gabinetem papieża Jana Pawła II. Także trafiliśmy do prywatnego ogrodu Jana Pawła II znajdującego się na dachu Pałacu Apostolskiego, gdzie Ojciec Święty codziennie się modlił, błogosławiąc na koniec dnia Wiecznemu Miastu i całemu światu. I skąd rozciąga się wspaniały widok, szczególnie wieczorem. Sam dotąd nie mogę pojąć jak to się stało, że dzięki tym uroczystościom kanonizacyjnym, znaleźliśmy się także w tak niezwykłym miejscu.

Widok z dachu pałącu apostolskiego na Rzym, zbiory prywatne Mariusza Olbromskiego

Dzisiaj, kiedy we Lwowie i na Ukrainie jest tyle osób potrzebujących opieki i wsparcia, postać świętego Zygmunta Gorazdowskiego staje się szczególnie nam bliska…

Tak, tym bardziej, że ta sytuacja wojny spowodowała już, że choćby w samym Lwowie znajdują się obecnie dziesiątki, a może setki tysięcy osób potrzebujących różnorodnej opieki, konkretnej, często codziennej, nie mówiąc już o całej Ukrainie. Potrzebna na co dzień jest szybka solidarność między ludźmi, wzajemna, bezinteresowna pomoc, płynąca może również z pobudek religijnych. I sądzę, że ta sytuacja nie zmieni się szybko, a negatywne skutki wojny będą jeszcze odczuwalne na Ukrainie przez wiele, może przez dziesiątki lat. Będzie i już jest wiele osób poszkodowanych na zdrowiu, rannych, kalekich, wielu bezdomnych, chorych, załamanych, zrozpaczonych, oczekujących opieki i pomocy. Postać świętego ks. Zygmunta Gorazdowskiego, którego kaplica wraz z Jego relikwiami znajduje się w prastarej katedrze łacińskiej we Lwowie, a Jego grób na Cmentarzu Łyczakowskim, oraz modlitwa w tych miejscach, chwila zadumy, mogą być wielkim umocnieniem dla tych, którym może się wydawać, że obecne potrzeby są i będą tak wielkie, że może trudno będzie im sprostać. Niech postać słabego fizycznie, ale jakże mocnego wiarą i duchem, jakże wytrwałego w swej pracy przez lat dziesiątki świętego będzie dla nich wzorem, umacnia na co dzień ich serca, prowadzi myśli i czyny…

Bardzo dziękuję za rozmowę…

Ja również.

Rozmawiała Anna Gordijewska

Tekst ukazał się w nr 8 (396), 29 kwietnia – 16 maja 2022

Anna Gordijewska. Polka, urodzona we Lwowie. Absolwentka polskiej szkoły nr 10 im. św. Marii Magdaleny we Lwowie. Ukończyła wydział dziennikarstwa w Lwowskiej Akademii Drukarstwa. W latach 1995-1997 Podyplomowe Studium Komunikowania Społecznego i Dziennikarstwa na KUL. Prowadziła programy w polskim "Radiu Lwów". Nadawała korespondencje radiowe o tematyce lwowskiej i kresowej współpracując z rozgłośniami w Polsce i za granicą. Od 2013 roku redaktor - prasa, radio, TV - w Kurierze Galicyjskim, reżyser filmów dokumentalnych "Studio Lwów" Kuriera Galicyjskiego. Od września 2019 roku pracuje w programie dla TVP Polonia "Studio Lwów". Otrzymała nagrody: Odznaka "Zasłużony dla Kultury Polskiej", 2007 r ., Złoty Krzyż Zasługi, 2018 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X