Smród po Euro

Smród po Euro

Miasto, mając dwa razy mniej meczów od Doniecka, zarobiło na Mistrzostwach dwa razy więcej. Jak na kulturalną stolicę Ukrainy przystało, Lwów zyskał przede wszystkim dzięki turystom, którzy masowo w czasie piłkarskiego święta skorzystali z lotniska, zasiedli w kawiarniach, zwiedzili zabytki i co najważniejsze – doszli do wniosku, że na pewno tu powrócą.

– Trudno oszacować dokładną sumę pieniędzy, zarobioną w tych dniach, kwota ta wynosi około 30 mln euro – mówi Oleh Zasadny, były dyrektor departamentu ds. Euro 2012. – Liczą się tu przede wszystkim pieniądze zarobione przez lotnisko, organizacje transportowe, hotele, restauracje.

Po wybudowaniu 20 nowych hoteli, miasto zyskało 1000 dodatkowych pokoi dla gości. Dzięki negocjacjom przeprowadzonym z restauratorami o niepodwyższaniu cen, kawiarnie zyskały klientów, którzy na pewno jeszcze nie raz zasiądą przy tamtejszych stołach. Jedną z najważniejszych zmian jest rozładowanie ruchu drogowego w centrum miasta poprzez usunięcie z dróg małych busów i wprowadzenie na ich miejsce większych autobusów.

Dzięki przeprowadzonym zmianom kosmetycznym (odnowione kamienice, pomalowane bramy i balkony), miasto odżyło. Chociaż lokalna prasa już się rozpisuje o tym, że niesprzątnięte śmieci znów stają się nieodłącznym elementem panoramy Lwowa. Wszystko to brzmi świetnie, ale ukraińska rzeczywistość upomina się o swoje. Opozycyjna partia Swoboda podliczyła pieniądze i wyszło na to, że nie wszystko się zgadza.

– Zarówno zwykli obywatele, jak i partie polityczne są święcie przekonani o tym, że przygotowanie do Euro 2012 nie obeszło się bez nadużyć, – stwierdza jeden z liderów partii Swoboda, Jurij Mychalczyszyn. – Między innymi jest wiele pretensji co do jakości dróg, wciąż nie wybudowano drogi Lwów – Krakowiec. Oprócz tego, niektóre kosztorysy były stanowczo zawyżone, chodzi o budowę stadionu Olimpijskiego w Kijowie, który będąc rekonstruowany kosztował tyle, co zbudowany od podstaw stadion w Doniecku. Pieniądze nie zawsze były wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem, skąd inąd można mówić o kradzieży.

Na przygotowanie Mistrzostw przeznaczono w sumie 80 mld hrywien. Z tego 50 mld to pieniądze z budżetu, 10 mld pochodzi z państwowych przedsiębiorstw, a 20 mld to prywatne pieniądze na państwowych gwarancjach. Według opozycji, lwia część tych funduszy została przeznaczona na niepotrzebne rzeczy, takie jak konsultacje ze specjalistami zachodnimi. Jednak szczególną uwagę opozycyjni politycy zwracają na firmę Altcom, ściśle powiązaną z rządzącą partią – spółka ta zajmowała się budową większości obiektów do Euro. Mychalczyszyn uważa, że państwowe pieniądze najprawdopodobniej przysłużyły się do zwiększenia kapitału prywatnej firmy. Z kolei turecka firma, budująca drogi jeszcze w 2011 r., wciąż czeka na swoje 200 mln hrywien.

– Możemy mówić o kradzieży kilkuset milionów bądź nawet kilkudziesięciu miliardów hrywien. Nie spieszyłbym się jednak, jak niektórzy przedstawiciele opozycji, twierdzić, że 1/3 pieniędzy ukradziono, – podkreśla Jurij Mychalczyszyn. Sami mieszkańcy Lwowa na moje pytanie „kradną?”, odpowiadają z uśmiechem na ustach: „Jasne, że kradną”. Jest to oczywistość stanowiąca, jak to zalegające śmiecie, nieodłączny element ukraińskiej rzeczywistości.

Z kolei aktywność opozycji wcale nie dziwi. W październiku na Ukrainie odbędą się wybory parlamentarne. Stąd też częste zapewnienia mojego rozmówcy o tym, jak bardzo zostaną ukarani wszyscy winni, ile komisji śledczych powstanie i na ile szybko sprawa zostanie wyjaśniona. W końcu trafiłam do Lwowa w magicznym czasie wybudzania się partii z politycznego snu. Chociaż nie do wszystkich chyba jeszcze dotarło co się dzieje dokoła.

– Kompletnie nie orientuję się w sytuacji. Podczas Euro raczej nie udzielaliśmy się. Co się tam działo, kto kradł a kto nie, nie mam pojęcia, – konstatuje z Partii Regionów. – Coś tam niby było, coś tam ukradli… coś rozkradli, ale to chyba tylko plotki.
Twierdzi się, że powierzenie Ukrainie organizacji Mistrzostw było decyzją stricte polityczną. Celem miało być przeciągnięcie tego kraju w stronę Zachodu. Na ile to się udało? Czy kilkudniowe Euro może spowodować lawinę zmian, polegającą przede wszystkim na zmianie mentalności zarówno ukraińskich polityków, jak i samego społeczeństwa? Wątpię, bo słowa „władza kradnie” wciąż są naturalne jak powietrze. Tylko, że owo we Lwowie ma wyjątkowo nieprzyjemny zapach (zostanie powołana specjalna komisja śledcza, która ma zbadać sprawę wszechobecnego smrodu w mieście).

Joanna Demcio

Tekst ukazał się w nr 20 (168) 30 października–15 listopada 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

X