Ta historia przepełniona jest zadziwiającymi zbiegami okoliczności, o których można powiedzieć, że to Opatrzność Boża.
Zbieg pierwszy – około 2016 r. w Gródku z funduszy naukowców i biznesmenów Haliny i Mykoły Humeniuków zaczęto budowę nowoczesnego gmachu pod Muzeum Krajoznawcze, istniejące od 1969 r. Mykoła Humeniuk pochodzi z terenów Ziemi Gródeckiej. Po otwarciu gmach otrzymał nazwę G-MUSEUM. Dla Ukrainy jest to prawdziwy cud, bowiem ostatnią budowlę muzealną wzniesiono w Kijowie w 1982 r. a tu – taki obiekt w małym prowincjonalnym miasteczku. Gdyby nie szczodry wkład mecenasów, tego nie udałoby się zrobić.
Zbieg drugi przytrafił się latem 2017 r., gdy porządkowano teren pod prawie już ukończonym muzeum. W tym dniu kopano rów pod mur podporowy. Wówczas – a mam w zwyczaju przyglądać się tego rodzaju pracom ziemnym w historycznym centrum miasta – zauważyłem w wykopie olbrzymi głaz z napisem. Wydobywać go z wykopu robotnicy nie mieli zamiaru, a brygadzistę wcale nie obchodziło zdanie zwykłego przechodnia. Fundamenty miały być zalane betonem. Musiałem pilnie poinformować o odkryciu kierownika Miejskiego Wydziału Kultury Ołeha Fedorowa. Na szczęście nie zdążył jeszcze wyjechać do Chmielnicka jak planował (kolejny zbieg).

Ostatecznie, po jego interwencji, z wykopu wydobyto trzy bloki, ale z napisem był tylko jeden (niestety pęknięty na dwie części). Prawdopodobnie były to fragmenty jednej płyty, lecz napis był tylko na jednej części. Jak się okazało, były to krawężniki starej drogi. W latach 50. XX w. została zasypana, nową zaś drogę przełożono obok.

Niestety, jedynym słowem, które udało się odczytać, było łacińskie „Cernis pro…”, co oznaczało „możecie zobaczyć” lub „widzicie”. Były jeszcze pojedyncze litery, ale co oznaczają nie udało się odcyfrować.
Od razu pojawiła się wersja, że są to resztki zburzonego przez komunistów kościoła pw. św. Stanisława, który stał nie dalej jak 100 m od miejsca znalezienia kamieni.
Przypominam, że w 1936 r. władze wysadziły w powietrze wszystkie budowle sakralne Gródka (z wyjątkiem dwóch kapliczek). Rozwalono wówczas kościoły św. Anny i św. Stanisława (odpowiednio z początków i końca XVIII w.), cerkiew Aleksandra Newskiego (I połowa XIX w.), drewnianą synagogę po prostu spalono.
Znalezisko przekazywało takie treści:
– relikwię Muzeum krajoznawczemu podarowała podolska ziemia podczas budowy nowego gmachu;
– zabytek był związany z jedną ze zniszczonych świątyń katolickich. Jest to szczególnie ważne dla wiernych, którzy stanowią blisko 1/3 mieszkańców miasta – Polaków i katolików innych narodowości. Wcześniej o zniszczonych świątyniach świadczyły jedynie stare zdjęcia;
– był to eksponat naocznie świadczący o barbarzyństwie i wandalizmie bolszewików – murów zrujnowanych świątyń użyli na przydrożne krawężniki. Był to naoczny przykład, szczególnie dla młodego pokolenia.
Kamienie zostały oczyszczone i, przy moim udziale, przeniesione na teren nowego muzeum. Niebawem jednak zostały znów wyrzucone na zewnątrz i fragmenty z napisem jeszcze długo leżały pod bocznym wejściem do G-MUSEUM. Kierowcy aut, zwożących materiały budowlane podpierali nimi koła. Z czasem zabytki jednak zabrano spod drzwi, bo wyglądały nieestetycznie. Na szczęście nie wyrzucono je ostatecznie na śmietnik, tylko oparto o boczną ścianę budynku muzeum. Na zdjęciach jest dobrze widoczne, jak relikwie wyglądały w 2017 r., a jak wyglądają obecnie…
Zagadkowy głaz wciąż nie dawał mi spokoju. Interesowało mnie co tak naprawdę przekazała G-MUSEUM podolska ziemia i co pracownicy muzeum nie uznali za godne nowoczesnej ekspozycji.

I oto udało mi się określić co to jest za relikwia!
Sprzyjał temu kolejny przypadek. Od początku byłem przekonany, że są to fragmenty dawnego kościoła św. Stanisława.
Zbieg trzeci – słowo „Cernis pro…” nie dawało mi spokoju. Zastanawiałem się, czy nie mogło zostać użyte w jakimś akcie fundacyjnym, umieszczonym na murze świątyni i czy nie ma zbieżności z innymi podobnymi napisami?
W archiwum w zbiorach starych zdjęć zabytków Gródka Podolskiego odnalazłem całą ich serię z kościoła św. Anny (1732 r.), stojącym na przeciwległym brzegu rzeki Smotrycz. Wdzięczny jestem fotografom Stefanowi Taranuszence i Pawłowi Żołtowskiemu z ekspedycji Charkowskiego Muzeum Sztuki Ukraińskiej z 1930 r. za ich rzetelną pracę.
Pośród zdjęć odnalazłem główne wejście do świątyni z dość pokaźną tablicą nad nim. Zawsze marzyłem o jej odnalezieniu, chociaż uważałem to za nierealne… A jednak!
Żeby Czytelnik nie miał wątpliwości, słowo „Cernis pro…” na tej tablicy odnalazłem, i nie tylko to słowo! Jak się okazało mamy pełny i absolutny zbieg zniszczonego fragmentu z napisem z fundacyjnej tablicy z kościoła św. Anny! Tak więc, komuniści jako krawężniki wykorzystali rozbitą tablicę z tego zniszczonego kościoła.
Oto pełny tekst po łacinie:
„DTOM [Deo Trino Optimo Maximo] Ad maiorem gloriam Divinissimae Matris Verbi parenti/parentis at que sancti Ioanis Baptistae fundatoris patroni hoco pusquod cernis pro possibili peculiorum suorum aeretum/erectum pii selemosini sexs truxitad modum reverendus Ioannes Moledzinski. Anno Domini 1732 dodie 25 Augusti”.

A oto przekład tekstu na język polski, dokonany przez rektora Instytutu Teologicznego NPM w Gródku, ks. Olega Żaruka:
„Bogu w Trójcy Największemu (Deo Trino Optimo Maximo), ku czci chwalebnej Najświętszej Matki, Rodzicielki Słowa, i świętego Jana Chrzciciela, fundatora i patrona, ten mały pomnik (który widzisz) został wzniesiony – na ile pozwalały jego własne środki – z pobożnej jałmużny przez czcigodnego Jana Mołedzińskiego. Roku Pańskiego 1732, dnia 25 sierpnia”.
Pierwotne przypuszczenie, że jest to fragment z dawnej świątyni okazał się pewny na sto procent. Jedynie okazało się, że z innej niż przypuszczałem świątyni. A to podnosi nawet rangę znaleziska.

Kościół św. Anny był nie tylko najstarszą (na początek XX wieku) murowaną świątynią Gródka Podolskiego. To właśnie tu przywieziono z Kamieńca Podolskiego czczony na całym Podolu cudowny obraz św. Antoniego z Padwy, którego uważano za patrona Gródka. W tym kościele był czczony przez dłuższy czas, a dopiero później przeniesiono go do kościoła św. Stanisława. Po zniszczeniu tych świątyń obraz znalazł się w cmentarnej katolickiej kaplicy – w miejscu, gdzie obecnie stoi nowy kościół pw. św. Stanisława Biskupa i Męczennika.
Dzięki temu cudownemu obrazowi świątynia została ostatnio podniesiona do godności Sanktuarium. Droga do sanktuarium prowadziła z kościoła św. Anny, do którego wejście dekorowała tablica pamiątkowa, zniszczona przez bolszewików, a której resztki do dziś leżą pod murem G-MUSEUM.
– Odnalezienie tablicy fundacyjnej z kościoła św. Anny jest działaniem Opatrzności Bożej oraz wielkim wydarzeniem dla katolików Gródka i całego Podola – mówi ks. Wiktor Łutkowski MIC, proboszcz parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika. – Niegdyś ta świątynia była najstarszym murowanym kościołem w Gródku. Teraz każdy może dotknąć zrujnowanej przez komunistów świątyni. Szczególnie ważne jest to, że kościół św. Stanisława parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika związany jest z kościołem św. Anny, bo właśnie tu jest czczona nasza główna relikwia – cudowny obraz św. Antoniego z Padwy, dzięki któremu nasza świątynia została podniesiona do godności sanktuarium. Odnaleziona relikwia jest dla nas wielką świętością i wielkim wydarzeniem.

I ostatni, też jak gdyby mistyczny zbieg okoliczności. Z całego pokaźnego tekstu do naszych dni dotrwało jedynie słowo „Cernis pro…” – widzicie.Tak, teraz wszyscy mogą widzieć, co pozostało po dawnej świątyni, widzieć główną relikwie tej świątyni i widzieć materialne wcielenie zbrodniczych działań bezbożnej komunistycznej ideologii.
Doprawdy – cernis pro!
Dmytro Poluchowycz
tłum. Krzysztof Szymański
Tekst ukazał się w nr 18 (478), 30 września – 16 października 2025
