Wśród sensacyjnych wydarzeń kryminalnych jesieni 1925 roku we Lwowie najbardziej szokującym było krwawe morderstwo w klasztorze oo. karmelitów przy ulicy Czarnieckiego w dniu 20 września tegoż roku. Tego dnia o godzinie 6 rano do IV komisariatu policji przy ulicy Kurkowej 23 zwrócił się nieznany osobnik (jak okazało się później ksiądz Andrzej Kopacz) i zawiadomił zdziwionych policjantów, że to właśnie on w klasztorze oo. karmelitów kilka godzin temu zamordował siekierą znajomego księdza Jana Idzieca z Lublina, który zanocował w klasztorze. Ks. Jan Idziec, jako osobisty przyjaciel ks. prowincjała Bronisława Brniaka, przebywając w sprawach we Lwowie, zawsze nocował właśnie w klasztorze oo. karmelitów.

Przez wiele dziesięcioleci Lwów nie pamiętał tak mrocznego morderstwa. Opinia publiczna z niezwykłym zainteresowaniem oczekiwała ostatecznych niezbitych wyjaśnień śledztwa policyjnego i władz kościelnych. Chodziło o wyjaśnienie całej prawdy o motywach morderstwa i o stosunkach we lwowskim klasztorze oo. karmelitów. O tym w mieście krążyły różne sensacyjne wersję. Mówiono, że w stosunkach między dwoma księżmi mogła być zamieszana kobieta. O tym potwornym morderstwie pisaliśmy w „Nowym Kurierze Galicyjskim” (nr 6 i 8, 2025 r.). Publiczność wymagała coraz nowych informacji o tym wydarzeniu, lecz śledztwo policyjne bardzo ostrożnie dzieliło się wynikami swoich badań mordercy i stanu jego zdrowia psychicznego. Tymczasem prasa publikowała materiały krajoznawcze, dotyczące historii klasztoru oo. karmelitów i wspomnienia świadków dawniejszych niezbyt chlubnych wydarzeń z tym klasztorem związanych.
Przy okazji przypomniano dzieje klasztoru z XVII wieku, kiedy to ojcowie karmelici dość często mieli zatargi z władzami miejskimi (klasztor wtedy znajdował się poza obrębem obronnych murów miejskich). Zatargi owe były dość poważne, dochodziło nawet do prawdziwych walk zbrojnych. Ojcom karmelitom chodziło o grunty miejskie, o drogę, która prowadziła do klasztoru oo. kapucynów, jak również o korzystanie z cegielni miejskiej, czy też o przebicie nowej furty w obwarowaniach miejskich. Miała ta furta ułatwić dostęp mieszczanom lwowskim do kościoła karmelitańskiego, ale Magistrat słusznie obawiał się, że zmniejszy to obronność wschodniej części murów miejskich. Sprawa otarła się o króla Władysława IV, który w 1643 roku pozwolił zbudować nową furtę, którą nazwano Bosacką.
Inne zatargi rozwiązane były sposobem daleko nie pokojowym. Dochodziło do prawdziwych walk, nawet do użycia broni. Kronikarz lwowski Dionizy Zubrzycki tak opisuje jeden z podobnych wypadków: „Ojcowie ci (karmelici) od czasu swej fundacji we Lwowie mieli skłonność do niepokojów, chociaż ich miasto w bogobojności swej nieźle uposażyło, cegielnie im wydzieliło, grunta, na których kościół, klasztor i ogród się mieści, częścią bezpłatnie nadało, częścią kupić dozwoliło. Przywłaszczali oni sobie zawsze posiadłości im przyległe i spory między nimi a miastem zachodziły. Nareszcie w roku 1645 przyznano im dla pokoju wszelkie ich dotychczasowe, jakkolwiek bądź nabyte realności i należycie je opisano, a tak spokój na niejaki czas zapewniony został. Ale gdy w roku 1708 za ich klasztorem kościół i klasztor kapucynów powstał, poczęło pobożne pospólstwo omijać karmelitów, których dotąd odwiedzało, a do kapucynów uczęszczać, co między jednym i drugim zakonem nienawiść zrodziło. Nienawiść ta wybuchła w gwałtowności. Karmelici zakopali drogę publiczną do kapucynów wiodącą, zatarasowali komunikację, prześladowali kapucynów i budowle ich burzyli. Magistrat wdał się w to, kazał komunikację otworzyć, zaś karmelici wystąpiwszy za granice swej posiadłości, chcieli całą płaszczyznę między jednym i drugim klasztorem sobie przyswoić, drogi usunąć i oparkanić ją dla siebie, żeby się nikt do kapucynów nie dostał i rozkazali tego roku (1740 r.) parkany stawić. Używszy cechu ciesielskiego i sług miejskich z siekierami, kazał Magistrat słupy popodcinać i parkany obalić, lecz ojcowie karmelici uzbrojeni podobnież w siekiery i inne narzędzia wypadli z klasztoru, uderzyli na pospólstwo, przyszło do walki i tumultu, w którym wielu z cieśli mocno ranionych zostało i aż na gwałt dzwonić musiano. Stąd nowe skargi i procesy, które wyjąwszy kosztów, guzów i ran walczących, żadnego innego uszczerbku miastu nie przyniosły, bo się ujmowało za jednym zakonem przeciwko drugiemu”.

Jeden z lwowian przypomniał też wydarzenia z lat swojej młodości, związane z klasztorem oo. karmelitów i opisał je w liście do redakcji lwowskiego „Dziennika ludowego”. Otóż 4 października 1925 roku „Dziennik ludowy” opublikował ten list pod tytułem „Karmelicka tradycja”. W liście naocznego świadka chodziło o to, że w roku 1879 lub 1880 na tzw. „górce karmelickiej”, w budynku obok klasztoru stojącym, mieścił się internat panien seminarzystek pod pedagogicznym nadzorem oo. karmelitów i pod zarządem tychże ojców. Następstwem owego nadzoru i kontemplacyjnych posiedzeń księży, kleryków karmelickich i seminarzystek był fakt, iż większość penitentek-seminarzystek została matkami nie wychodząc oficjalnie zamąż. Czwarty rok seminarium nauczycielskiego w roku 1879 musiano z tego powodu rozwiązać, a skandal ten długi czas włókł się za oo. karmelitami i stał się jednym z ogniw „tradycji karmelickiej”.

Tymczasem Lwów napełniały pogłoski o domniemanych szczegółach morderstwa. Każdego dnia obok muru klasztornego można było zobaczyć grupki ciekawskich ludzi, szukających dalszych sensacji. Brak dokładnej informacji w tej sprawie od organów śledczych zmuszał też prasę lwowską zainteresować się opinią ulicy i sąsiadów mieszkających w kamienicach obok klasztoru. „Wiek Nowy”, „Gazeta Poranna” czy „Dziennik Ludowy” publikowały naprawdę sensacyjne materiały. „Wiek Nowy” na przykład pisał: „Na temat morderstwa kursują dalej liczne pogłoski, które jednak dotąd nie znalazły potwierdzenia. Podczas rewizji osobistej znalazła policja przy mordercy kartkę bezładnie i widocznie nerwowo skreśloną, w której ks. Andrzej Kopacz pisał do siebie, że lekarze skazali go na Kulparków i rzuca się na kobiety w celach „lubieżnych” oraz, że lekarze ci dybią na jego życie”. U księdza znaleziono też plik listów od różnych osób, lecz policja nigdy nie udostępniła ich treści ani publiczności, ani prasie. Ze swojej strony „Gazeta Poranna” wprost pisała o erotycznych drwinkach zakonników z księdza Andrzeja Kopacza z powodu pewnej kobiety z ulicy Piekarskiej, które wprowadzały go w prawdziwe szaleństwo. „Wiek Nowy” pisał, że „…sąsiedzi klasztoru, w którym zostało popełnione potworne morderstwo, utrzymują, iż w klasztorze często schodzili się z miasta różni księża i zabawiali się szeroko. Wesołe pijackie pieśni zwabiały nocami żołnierzy z pobliskich koszar (przy ul. Kurkowej), którzy pod oknami klasztoru przysłuchiwali się tym libacjom. Komenda tych koszar zmuszona była postawić wartę przed murem ogrodu klasztornego. Fakt ten wskazuje, że niezdrowa atmosfera panowała w tych murach, która była też powodem krwawej tragedii”.
O przykrych sprawach za murami klasztornymi pisał też „Dziennik Ludowy”, wprost nazywając klasztor „przybytkiem rozpusty” i proponując zamienić go na zakład wychowawczy dla dzieci. Reporter wysłany redakcją do mieszkańców sąsiednich z klasztorem kamienic, opublikował sensacyjne rewelacje na podstawie „…dochodzących redakcję z różnych stron wiadomości”. Redakcja zdołała ustalić, że zabudowania klasztoru oo. karmelitów, w których dokonany został straszny, bestialski mord, były siedliskiem rozpustnych zabaw, o czym okoliczni mieszkańcy od dawna ze zgorszeniem sobie opowiadali. Mogłaby też o tym wiele powiedzieć sąsiadująca z klasztorem komenda wojskowa, będąca w wielkim kłopocie, jak odgrodzić od tego niebożnego przybytku swoich żołnierzy, ciekawych, co się tam dzieje za murami klasztornymi. Dalej reporter pisał: „Działy się tam rzeczy wielce niezwykłe i kolidujące bardzo ze skromną sukienką klasztornego mnicha. Dopiero potworna zbrodnia, ksiądz z zakrwawioną siekierą, wędrujący od celi do celi, aby mordować swoich wrogów, jak błyskawica rozświetliła straszną tajemnicę. Prasa i policja usiłują z mordercy ks. Andrzeja Kopacza zrobić obłąkańca, a tu okazuje się, że mord ten zakończył długotrwałą między księżmi walkę o kobietę. Do prokuratury wpłynęło już podobno doniesienie, że ks. Kopacz kochał się w pewnej kobiecie, zamieszkałej przy ulicy Piekarskiej, a pochodzącej z bardzo porządnej i pobożnej rodziny z Przemyśla, ale odbił mu ją zasobniejszy w środki ksiądz przeor i zamordowany ks. Jan Idiec, donżuan w sutannie, który często urządzał sobie „pobożne pielgrzymki” do Lwowa, skoro sprzykrzyły się mu hulanki i dancingi w Lublinie.
Libacje zakochanych księżulków odbywały się często w samym klasztorze, a jeszcze częściej u „księżej damy” w jej mieszkaniu przy ulicy Piekarskiej. Wtajemniczeni opowiadają, że po odpuście w klasztorze oo. karmelitów w dniu 12 lipca br., gdy pobożni opuścili mury klasztorne, mnisi wraz z księdzem Janem Idiecem zabawiali się u swej pani serca z ulicy Piekarskiej, a pod oknami domu chodził nerwowym krokiem żarty zazdrością obecny morderca ksiądz Andrzej Kopacz, już wówczas zapewne układający plan zemsty. Już z dotychczasowych zeznań ks. Kopacza wynika, że ta krwawa walka rozegrała się o kobietę. Z pierwiastkowego śledztwa policyjnego wynika, że ks. Idiec kpił z pokonanego rywala, a wiadomo w miłości każdy czyn szalony jest możliwy, a miłość w klasztorze odznaczała się szczególną namiętnością. Te kpiny doprowadziły do rozpaczy księdza Andrzeja Kopacza, mogły go też pchnąć na drogę tak potwornej zbrodni”.
Opublikowane przez prasę lwowską pogłoski i miejskie plotki dotyczące głośnego morderstwa, jak również świadectwa sąsiadów i skąpe protokoły śledztwa policyjnego, zrobiły ogromne wrażenie na opinii publicznej. Można było spodziewać się odpowiedzi władz kościelnych oraz ujawnienia choćby części materiałów śledztwa, które by potwierdziły lub odwrotnie, sprostowały opublikowane reportaże prasowe. Lecz w tej sprawie zapadła cisza i przez kilku miesięcy nie było żadnych odpowiedzi oficjalnych. Morderstwo miało miejsce 20 września 1925 roku, sensacyjne pogłoski czasopisma lwowskie opublikowały w ciągu najbliższego tygodnia, zaś zaskakująco krótka informacja śledztwa zjawiła się dopiero 9 stycznia 1926 roku, czyli trzy miesiące później. Władze kościelne nie podały żadnych wyjaśnień krwawego zajścia w klasztorze i swojej pozycji w tej sprawie. O dalszym ciągu owej sensacji podamy w kolejnym odcinku.
Jurij Smirnow
Tekst ukazał się w nr 9 (469), 16 – 29 maja 2025
Sensacyjne morderstwo we lwowskim klasztorze oo. karmelitów. Część 1
Sensacyjne morderstwo we lwowskim klasztorze oo. karmelitów. Część 2
Sensacyjne morderstwo we lwowskim klasztorze oo. karmelitów. Część 4
