Rok 1920: pamięć podczas pandemii. Relacja z akcji – część 6

Rok 1920: pamięć podczas pandemii. Relacja z akcji – część 6 Grób Polaków z 1919-1920 w Rohatynie (fot. Dmytro Antoniuk)

Kolejna wyprawa inspekcyjna w towarzystwie przedstawicieli Konsulatu Generalnego RP we Lwowie prowadziła na północne tereny obwodu iwanofrankiwskiego.

Na wstępie pragnę podziękować konsulowi generalnemu Elizie Dzwonkiewicz i konsulowi Rafałowi Kocotowi za zaproszenie do wspólnej wyprawy po miejscach pamięci roku 1920 na historycznym Pokuciu. Ten wyjazd, podobnie jak poprzedni, gdy odwiedziliśmy mogiły polskich żołnierzy na północy ziemi lwowskiej, zapadnie nam w pamięci. Towarzyszył nam w tej wędrówce Eugeniusz Sało, mój kolega redakcyjny z Kuriera Galicyjskiego TV.

Należy zaznaczyć, że działania bojowe w lecie 1920 roku były prowadzone na lewym brzegu Dniestru. Bolszewicy nie przekroczyli drugiej co do wielkości rzeki na Ukrainie, ale również na prawym jej brzegu są miejsca związane z tymi wydarzeniami. W tych walkach cały czas towarzyszyła Wojsku Polskiemu 6 Dywizja URL gen. Omelianowicza-Pawlenki i zanim przyszli tu sowieci ziemia ta gęsto była usiana mogiłami petlurowców, które za komuny bezwzględnie niszczono.

W Rohatynie od razu udaliśmy się na cmentarz. Zachował się tu pomnik 49 żołnierzy WP, poległych w latach 1919-1920. W centrum – potężny krzyż z figurą żałobnej niewiasty, po bokach dwa orły. Za pomnikiem widać kwaterę – prawdopodobne miejsce grobów wojskowych z krzyżami, od dawna już niestety zajęta przez późniejsze pochówki. Pomnik jest w dość dobrym stanie, opiekują się nim organizacje polonijne. Nie ominęliśmy wspaniałego renesansowego kościoła pw. św. Mikołaja, jednak nie mieliśmy już czasu na poszukiwanie proboszcza, mając przed sobą jeszcze wiele punktów do zwiedzania po drodze.

Wiedząc, że na cmentarzu w Bursztynie są pozostałości pochówków wojskowych z 1920 roku, pojechaliśmy tam. Cóż, wydaje mi się, że odszukaliśmy tam podmurówki starych mogił, na których obecnie są groby sowieckich oficerów. Miejsce to wymaga dodatkowego, bardziej gruntownego przebadania. Interesująca jest niedawno wyremontowana tu neogotycka kaplica cmentarna rodziny Skarbków-Jabłonowskich z 1813 roku. Są więc również dobre wieści z Bursztyna.

Polnymi drogami pod górę
Poszukiwanie mogił polskich żołnierzy pod Dytiatynem na zawsze zapadnie mi w pamięci. Już sama droga asfaltowa od skrętu na Bołszowce i dalej zmuszała nas do wysiłku. Ale, z drugiej strony, pani konsul zaznaczyła, że gdyby nie te jamy, cała atmosfera straciłaby swój urok. Już przed samym Dytiatynem wypadło nam jechać polną drogą pod górę, pośród pól kukurydzy, bez żadnego drogowskazu. Trzeba powiedzieć, że to miejsce, leżące na granicy obwodów iwanofrankiwskiego i tarnopolskiego, jest jednym z najbardziej cichych i najbardziej urokliwych. Ze wzgórz otwierają się cudowne widoki i na dziesiątki kilometrów nie spotka się ani duszy. Z zachwytem powędrowałbym po tych terenach pieszo.

Po dłuższych poszukiwaniach dotarliśmy nareszcie do pomnika. W czasach sowieckich nie było tu nic, mieszkańcy wsi jedynie nie obsiewali w tym miejscu pola kołchozowego, znacząc w ten sposób miejsce pochówku. W 2015 roku oo. franciszkanie z Bołszowców wystawili tu duży pomnik, upamiętniający wzgórze 385, które nosi nazwę „Polskich Termopili”. 16 września 1920 roku III batalion 13 PP pod dowództwem kpt. Jana Rudolfa Gabrysa i 8 brygada artylerii kpt. Adama Zająca stoczyli tu zacięty krwawy bój z 8 brygadą kawalerii bolszewików Witalija Primakowa, która nadciągała z pozycji nad rzeką Gniła Lipa. Sowieci prawie dwukrotnie przewyższali siły polskie, ale polscy żołnierze nie tylko powstrzymali wroga, ale nie pozwolili mu też oskrzydlić swych ukraińskich sojuszników. Na wzgórzu doszło do walki wręcz, gdy kanonierom kapitana Zająca zabrakło amunicji. Wszyscy polegli jako bohaterowie. 19 września odbędą się tu uroczystości, upamiętniające 100. rocznicę bitwy pod Dytiatynem.

Wiedząc o zaniedbanym kościele farnym w Kukielnikach, zaproponowałem, by wstąpić po drodze do tej miejscowości. Niestety, opuściliśmy to miejsce zasmuceni – wspaniały ponad 200-letni fresk z muzykantami na chórze odpadł wraz z tynkiem i już więcej nie ujrzymy tego dzieła. Brak gospodarza robi swoje.

{youtube}jI42hsHZEgM{/youtube}

Na Górze zamkowej w Haliczu
Wiele razy przejeżdżałem obok i nawet zwiedzałem ruiny zamku, ale dopiero teraz, dzięki konsulatowi, dowiedziałem się, że jest tu cmentarz wojskowy, którego pozostałości widoczne są jeszcze wśród wysokiej trawy. Ustawiono tu nowy krzyż i tablice z napisami po polsku i ukraińsku, że jest to cmentarz wojskowy z 1920 roku. Przypuszczam, że był o wiele bardziej rozległy, ale władze sowieckie go zrujnowały. Po raz kolejny zastanawiam się nad ich nicością – przecież w Polsce mogiły czerwonoarmistów są zadbane, mimo iż przyszli na te ziemie jako najeźdźcy. Obok jest czynny cmentarz miejski, z kwaterą żołnierzy z I wojny światowej, ale jest też informacja że są tu pojedyncze groby Polaków poległych w 1920 roku. W Haliczu potrzebne są prace porządkowe na grobach wojskowych oraz prace badawcze i archiwalne.

W Karpatach i na Przykarpaciu
Nasza kolejna wizyta nie miała nic wspólnego z tematem 1920 roku, a jednak była nie mniej ważna. W Mikuliczynie nad Prutem odwiedziliśmy teren budowy przyszłego Ukraińsko-Polskiego Centrum Młodzieżowego. Prace budowlane przyszłego Centrum zrobiły na nas wrażenie. Rektor Uniwersytetu Przykarpackiego im. Wasyla Stefanyka Ihor Cependa osobiście oprowadził nas po placu budowy, gdyż właśnie ta uczelnia prowadzi tu prace, i poinformował, że przy dostatecznym finansowaniu ze strony państwa uda się do końca roku nakryć całość dachem i wybudować wysoką wieżę. Miejmy nadzieję, że tak właśnie się stanie.

Po drodze nie mogliśmy nie wstąpić do Czarnego Lasu, by uczcić ofiary reżymów totalitarnych. Odnaleźliśmy tu doły śmierci, gdzie hitlerowcy wymordowali inteligencję Stanisławowa w 1941 roku. Obok – podobne zbiorowe mogiły żydowskie i ukraińskie.

Po noclegu w Iwano-Frankiwsku z przyjemnością poszliśmy na poranną kawę do Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego. Dyrektor Centrum Maria Osidacz oprowadziła nas po lokomotywowni obok dworca głównego, na ścianie którego widnieje tablica z fotografią Symona Petlury i jest informacja, że tu naprawiano i budowano nowe pociągi pancerne, które walczyły z bolszewikami w 1920 roku. Szkoda, że brakuje tu fotografii Józefa Piłsudskiego, ponieważ właśnie w Stanisławowie wspólnie z Petlurą wysyłali te pociągi do walki. Mam nadzieję, że to niedopatrzenie zostanie naprawione.

Nad Dniestrem
W miejscowości Niżniów, na samej granicy z obw. tarnopolskim, zachowały się kolejne pochówki z roku 1920. Niedawno zostały one odnowione przez miejscowe organizacje polonijne. Spoczywają tu żołnierze skutecznie broniący przeprawy przez Dniestr, by nie pozwolić bolszewikom sforsować rzekę. Miejscowa młodzież ukraińska wspólnie z harcerzami od czasu do czasu porządkuje te mogiły. Już po powrocie do domu otrzymałem od Dmytro Romanyszyna wiadomość, że na sąsiednim cmentarzu greckokatolickim został odnowiony grób żołnierzy III żelaznej dywizji URL Tychona Chyluka, który zginął tam 28 sierpnia 1920 roku – w tym samym dniu co i polscy żołnierze, broniący przeprawy. Wobec tego Niżniów jest miejscem szczególnym, bo zachowały się tu mogiły zarówno żołnierzy polskich, jak i ukraińskich.

Bezkresne pola Pokucia doprowadziły nad pod krzyż w okolicach Obertyna. Tu w 1531 roku hetman Jan Tarnowski pobił wojska hospodara mołdawskiego Piotra Raresza. Następnie przez Gwoździec, gdzie zachował się wspaniały kościół pobernardyński, udaliśmy się do Kołomyi.

Składanie zniczy przy krzyżu pod Obertynem (fot. Dmytro Antoniuk)

Stoi tu na miejscowym cmentarzu potężny krzyż upamiętniający Polaków, którzy zginęli w ukraińskim obozie dla internowanych w sąsiednim Kosaczowie w latach 1918–1919. Szkoda, że ta informacja jest niepełna, bowiem spoczywają tu również polscy żołnierze, którzy zmarli w kołomyjskim szpitalu wojskowym w 1920 roku. Należałoby ją uzupełnić. Zapaliliśmy i tu, jak na wszystkich pamiątkowych miejscach, biało-czerwone i żółto-niebieskie znicze.

Obok zauważyłem potężne mauzoleum. Podszedłem bliżej i zobaczyłem płaskorzeźby antycznych rycerzy na koniach, na szczycie zaś wielkiego orła z mieczem. Jak się okazuje jest to grobowiec żołnierzy austriackich i polskich z II brygady Legionów z okresu I wojny światowej. Jakież było moje zdumienie, gdy na froncie mauzoleum zamiast oryginalnych napisów po polsku i po niemiecku oraz tablic z nazwiskami poległych zobaczyłem tryzub i napis po ukraińsku „Вічна слава героям” i tablice z nazwiskami poległych Ukraińców w wojnie 1918–1919 roku. To miejscowe władze wcisnęły tu te napisy. Tymczasem ci żołnierze nie są pochowani w mauzoleum, lecz na zaniedbanej kwaterze obok.

Dla mnie, jako Ukraińca, jest to hańba! Jak można było, nie tworząc nic swojego, przywłaszczyć bezczelnie cudze?! Jest to barbarzyństwo! Jest mi bardzo przykro i gorzko, ale mam nadzieję, że ta niesprawiedliwość zostanie naprawiona i mauzoleum wróci do swego pierwotnego wyglądu.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 15 (355), 18 – 31 sierpnia 2020

X