Przedwojenne Podróże

Przedwojenne Podróże Statek przybrzeżnej Żeglugi Polskiej w Gdyni, 1938 r.

Nasza przedwojenna Ojczyzna w świetle danych statystycznych. Część 3

Najpopularniejszym pojazdem był wóz konny. W roku 1938 mieliśmy blisko 4 miliony koni i byliśmy w Europie drugim państwem pod względem ilości koni przypadających na 100 ha ziemi uprawnej. Pierwsze miejsce miała Dania gdzie przypadało 18,3 konia na tę powierzchnię, a u nas było ich 15,3. Z tego powodu na wsi łatwo było nająć furmana z wozem, by zawiózł gdzie trzeba.

Przed wojną na wsi zachował się wielosetletni zwyczaj podwody tj. obowiązku nieodpłatnego przewozu zaprzęgiem konnym na polecenie władzy. Gdy wójt nakazał, to włościanin musiał bezpłatnie zawieźć np. państwowego geometrę i jego sprzęt na pomiary komasacyjne (urzędowe scalanie gruntów). Wozy konne nie miały kół pneumatycznych lecz stalowe obręcze na kołach, które powodowały taki hurgot na bruku miejskim, że w dzień targowy trudno było przebywać przy otwartych oknach.

W miastach było tylko 4% ogólnej liczby koni w kraju i służyły one głównie dorożkarzom oraz przewoźnikom towarów, mebli itp. Browary w miastach miały swoje platformy tj. duże wozy zaprzężone w parę dorodnych koni rasy perszeron, rozwożące duże ilości beczek z piwem. Jednak w mieście najwięcej koni było w zaprzęgach dorożkarskich oczekujących na klientów na wyznaczonych postojach. Zimą dorożkarze wozili saniami. Kto nie chciał jechać konną dorożką mógł skorzystać z taksówki. Najwięcej taksówek było w Warszawie, bo aż 2399, a w Poznaniu już tylko 483, zaś np. w całym województwie poleskim było ich zaledwie 16.

Innym miejskim środkiem transportu były tramwaje, ale spotkać je można było tylko w paru miastach tj. w Warszawie, gdzie w roku 1938 przewiozły 243 miliony pasażerów, w Łodzi (69 mln/rok), Lwowie (40 mln/rok). Mniejsze przewozy miały tramwaje: w Poznaniu, Krakowie, Bielsku-Białej, Bydgoszczy, Toruniu, Grudziądzu, Inowrocławiu i Tarnowie.

Oczywiście najwygodniej było jeździć własnym samochodem osobowym, ale było ich tylko 24 550 w całym kraju, a wśród nich bardzo dużo było samochodów marki Polski Fiat, które okresowo sprzedawano na preferencyjnych, dogodnych warunkach. Wybierając się samochodem w podróż po kraju, brano podwójny zapas kół pneumatycznych, gdyż drogi były pełne hufnali, które przez stulecia gubiły podkowy końskie, a teraz dziurawiły opony.

Pojazdów dwukołowych mieliśmy sporo, bo motocykli było 12 tysięcy, a rowerów 1,3 miliona. (1 rower/27 mieszkańców kraju). Kolarstwo rowerowe stało się przed wojną bardzo modne i było traktowane jako sport masowy.

W dalsze podróże wybierano się albo autobusem międzymiastowym (były 972 linie) albo pociągiem osobowym lub pośpiesznym. Pociągi osobowe były tańsze więc przewiozły w 1938 roku aż 223 miliony pasażerów, zaś pociągi pośpieszne zaledwie 2,6 miliona. Pociągi pośpieszne jeździły na długich trasach np. Lwów – Gdynia (około 800 km), a przejazd był dosyć drogi. Ceny biletów na wszystkie przejazdy były zróżnicowane w zależności od klasy przedziału, co odzwierciedla frekwencja podana jako odsetek pasażerów przewiezionych w poszczególnych klasach.

Frekwencja w przedziałach klasy I II III

Pociągi osobowe 0,01% 6% 94%

Pociągi pośpieszne 0,6 % 14,4 % 85,6 %

Jak widać z zestawienia, przedziały I klasy w pociągach osobowych jeździły prawie puste. Jednak trzeba przyznać, że w przedziałach klasy III często było bardzo tłoczno, a od towarzystwa podróżującego łatwo było przejąć pchły czy wszy odzieżowe, gdyż wtedy nie było jeszcze skutecznych środków przeciw insektom.

Wstęp na peron dworca kolejowego wymagał wykupienia biletu peronowego, zaś kontrola biletów w pociągu była skrzętnie wykonywana przez 11 tysięcy konduktorów, co uprzykrzało podróż amatorom jazdy bez biletu.

Dużą atrakcję stanowiła jazda lukstorpedą tj. szybkim motorowym luksusowym autobusem szynowym, mającym bilety tylko I klasy, kursującym np. na liniach: Lwów – Kołomyja (2 godz.), Lwów – Tarnopol (2 godz.) czy Lwów – Zaleszczyki (4 godz.).

Tam, gdzie sieć kolejowa była słabo rozwinięta, w niektórych okolicach zastępowała ją żegluga rzeczna, mająca 167 statków, które przewiozły w roku 1938 prawie 1 milion pasażerów, rzekami wówczas żeglownymi tj. Wisłą, Wartą, a na wschodzie kraju: Niemnem, Prypecią i Dniestrem.

W 1938 roku Polskie Linie Lotnicze LOT miały 14 samolotów, obsługujących 7 linii, którymi przewiozły 35 tys. pasażerów wykonując prawie 10 tys. lotów. Były to czasy gdy samolot ze względu na techniczny zasięg np. na linii Warszawa – Bejrut pokonywał trasę trzema odcinkami: Warszawa – Ateny, Ateny – Lydda i Lydda – Bejrut. Loty odbywały się na niedużych wysokościach przez co warunki atmosferyczne dostarczały pasażerom sporo atrakcji.

Polska Żegluga Morska też mogła pasażerów uraczyć chorobą morską i przewiozła nie wiele więcej pasażerów niż uczynił to LOT, bo było ich 43 tys. Nowoczesny Dworzec Morski w Gdyni i statki pasażerskie MS Piłsudski i MS Batory zbudowane na nasze zamówienie we Włoszech, były dumą polskiej żeglugi. Szczególnie statek Batory słynął z komfortu i pięknego nowoczesnego wystroju wnętrz. Oba statki pływały na linii Gdynia – Nowy Jork, pokonując tę przestrzeń w 7 lub 8 dni zależnie od warunków pogodowych. Każdy ich przyjazd czy odjazd był otoczony wielką uwagą miejscowej prasy oraz uświetniony przez orkiestrę dającą piękny koncert na nadbrzeżu pasażerskim. W lipcu 1936 roku zdarzył się przykry wypadek, który poruszył cały kraj. Znany i lubiany gen dyw. Gustaw Orlicz-Dreszer chcąc powitać swoją żonę, powracającą z USA statkiem MS Piłsudski, wyleciał naprzeciw lekkim samolotem RWD-9 i podobno miał zamiar zrzucić na pokład dla niej bukiet kwiatów. Tak to głosiła wieść gminna. Niestety silnik samolotu zawiódł i maszyna spadła do morza, a generał wraz z pilotem zginęli. Cała Polska pogrążyła się wtedy w żałobie, bolejąc, że tak wielce zasłużony i dzielny kawalerzysta, odznaczony krzyżem Virtuti Militari, który przeżył I wojnę światową i wojnę z bolszewikami walcząc u boku Piłsudskiego, teraz zginął w pechowy sposób.

Bohdan Łyp

Tekst ukazał się w nr 6 (370), 30 marca – 15 kwietnia 2021

X