Pracujemy nad odtwarzaniem polskich elit

z Rafałem Wolskim, konsulem generalnym Rzeczypospolitej Polskiej we Lwowie, rozmawiali Anna Gordijewska i Wojciech Jankowski.

Wojciech Jankowski: Panie Konsulu, witamy w progach nowej redakcji „Kuriera Galicyjskiego”.
Anna Gordijewska: W ubiegłym roku otrzymał Pan nagrodę „Konsul Roku”. Gratulujemy! Co to jest za nagroda i od kiedy jest wręczana?
Rafał Wolski: Nagrodę „Konsul Roku” ustanowił Minister Spraw Zagranicznych dla uczczenia pamięci wieloletniego dyrektora Departamentu Konsularnego, a później podsekretarza stanu, nadzorującego pion konsularny w ministerstwie Andrzeja Kremera po jego tragicznej śmierci w katastrofie 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Nagroda została pomyślana w ten sposób, aby jej nadawaniem wyróżnić tego urzędnika konsularnego, który w danym roku wyróżnił się pracą swojego urzędu, skutecznością w wykonywaniu zadań. Członkinią jury jest wdowa po ministrze – pani Maria Kremer. Nagrodę przyznaje Minister Spraw Zagranicznych na podstawie rekomendacji fachowców w dziedzinie służby konsularnej. Zaszczyt, który spotkał mnie w 2018 roku był tym większy, że nagrodę tę mogłem odebrać z rąk Ministra Jacka Czaputowicza w dniu naszego święta 16 listopada, kiedy przypadała setna rocznica powołania polskiej służby zagranicznej. Wyróżnienia, które otrzymałem, nie traktuję jako nagrody wyłącznie dla siebie, ale jako zobowiązanie do jeszcze bardziej wytężonej pracy. Uważam, że jego odbiorcą był cały polski konsulat generalny we Lwowie – największy urząd konsularny Rzeczypospolitej na świecie, który pracuje wyjątkowo intensywnie. Nigdy nie okazałbym się godnym miana laureata tej nagrody, gdyby nie znakomity zespół tej placówki.

A.G.: Panie Konsulu, jak się Panu podoba nowa siedziba redakcji „Kuriera Galicyjskiego”?
Podoba mi się ogromnie. Panuje tutaj atmosfera z jednej strony przytulności, a z drugiej strony pracy. Dzisiaj jest dzień świąteczny, inaugurujemy nową siedzibę redakcji, ale jest to w jakimś sensie symboliczne. Przez lata działania Kurier dorobił się imponującego archiwum, biblioteki i kolekcji różnych – dziennikarskich i nie tylko – pamiątek. Kurier Galicyjski to jednak nie tylko przedmioty i miejsca, ale ludzie, zespół redakcyjny, który od samego początku skupił się wokół gazety i do którego należą wychowankowie innych polskich lwowskich mediów. Jest to znakomita platforma do spotkania z najciekawszymi, najbardziej twórczymi, najsympatyczniejszymi lwowiakami i przyjaciółmi Lwowa z Polski i całego świata.

A.G.: Rozumiem, że Pan jest naszym stałym czytelnikiem. A w jakiej wersji Pan czyta naszą gazetę?
Zwykle w postaci elektronicznej. Należę do grupy tych szczęśliwców, którym redaktor wysyła plik PDF z nowym numerem gazety równolegle z oddaniem go do drukarni i jeszcze przed publikacją na portalu. Czytam Kuriera od czasu, kiedy zacząłem zajmować się zawodowo sprawami ukraińskimi, czyli od lat dwutysięcznych. Gazeta w wersji papierowej zaczęła trafiać w moje ręce, kiedy podjąłem pracę w Ambasadzie w Kijowie w 2010 roku jako znakomite uzupełnienie ulubionego i wspieranego przeze mnie „Dziennika Kijowskiego”. Wielkim plusem Kuriera Galicyjskiego jest to, że potrafił wyhodować wokół siebie całą grupę medialną. Obrósł w kolorową mutację dla dzieci, czyli cieszącego się dużą popularnością wśród czytelników „Polaka Małego”, radio, telewizję, portal. Wielkim sukcesem Kuriera jest, jak to teraz jest w modzie mówić, dywersyfikacja grup odbiorców – docieracie do młodzieży, miłośników historii, do tych, którzy chcą mieć bieżącą informację o życiu Polaków na ziemi lwowskiej, czy praktyczne wskazówki. Chciałbym zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz, która w Kurierze cieszy mnie bardzo. Wasza gazeta bardzo dba o czystość języka polskiego. Dbałość o język polski to jest rzecz wspaniała i nie chodzi o to, żebyście wszystko pisali czy mówili jeden do jednego polszczyzną współczesną, krajową, która zresztą jest daleka od ideału. Kurier potrafi być medium kresowego inteligenta ze wszystkimi smakami i kolorami wschodniej polszczyzny. Kurier nie jest zanieczyszczony anglicyzmami, nie spotyka się w nim wszystkich tych słów, które stały się szalenie modne w krajowych mediach polskich, a które wywodzą się z wulgaryzmów. Jesteście pod tym względem wzorem dla wielu. Warto zatem przyjrzeć się Kurierowi jako fenomenowi.

W.J.: W kwietniu 2017 roku nasz kolega redakcyjny Krzysztof Szymański przeprowadził z Panem Konsulem wywiad i pytał wtedy o kościół św. Marii Magdaleny i również o Dom parafialny przy kościele św. Antoniego. Niewiele zmieniło się od tej sytuacji z czasów tamtego wywiadu.
Pozostają w mocy sowieckie decyzje ekspropriacyjne. Jest rzeczą bardzo smutną i przykrą, że te decyzje o wywłaszczeniu prawowitych właścicieli obu tych nieruchomości nadal – tyle lat po upadku Imperium Zła – są utrzymywane. Uważam tę sytuację za nieznośną. Jedyne zmiany to sygnalizowane przy spotkaniach lwowskich dostojników z przedstawicielami polskich władz nadzieje na pozytywne rozwiązanie co najmniej jednej z tych spraw w jakiejś nieodległej przyszłości. Sądzę, że władze Lwowa uczynią mądrze, gdy po wybudowaniu nowego gmachu szkoły muzycznej oddadzą dom parafialny św. Antoniego prawowitym właścicielom. W przypadku kościoła św. Marii Magdaleny sprawa jest nadal w punkcie wyjścia, choć nieco zmienia się sytuacja. Nowe kierownictwo instytucji kultury, mieszczącej się w murach kościoła, podejmuje szereg różnych działań, żeby tę instytucję ożywić. Wspaniale, że życie kulturalne Lwowa kwitnie, ale nie bardzo widzę powód, dla którego w siedzibie świątyni, w dodatku użytkowanej przez prawowitego właściciela musi się mieścić inna instytucja? Czy władze Lwowa nie stać na wybudowanie obiektu, w którym ta instytucja mogła by się mieścić? Czy nie stać ich, żeby moralnie dojrzeć do zwrotu budynku, podkreślam – sakralnego prawowitym właścicielom? Na to pytanie ja odpowiedzi nie znajduję. Podkreślam, że mnie osobiście sprawa kościoła św. Marii Magdaleny szczególnie uwiera. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego, mimo tylu lat od upadku systemu komunistycznego, władze miasta podtrzymują stan niesprawiedliwości i gwałtu dokonanego na własności. To bardzo smutny przejaw braku wielkoduszności i szlachetności. Sądzę, że Lwów, który ma ambicje być miastem otwartym i europejskim, na tę wielkoduszność powinien się wreszcie zdobyć. We Lwowie po 1991 roku kościół katolicki obrządku łacińskiego żadnej nieruchomości nie odzyskał, nie licząc gmachu Kurii Metropolitalnej, co do którego wszyscy wiemy, w jakich okolicznościach to nastąpiło, z najwyższej poręki – papieskiej.

W.J.: Lwowski okręg konsularny to nie tylko Lwów, a również bardziej odległe zakątki. Wielkie wydarzenie – impreza „Przegląd najnowszych filmów polskich” w tym roku po raz pierwszy dotarł do Użhorodu. Czy konsulat będzie cały czas starał się polską kulturę prezentować i być obecnym też na Zakarpaciu?
Zakarpacie od samego początku istnienia naszej placówki należy do lwowskiego okręgu konsularnego. Region ten odbiega od dwóch pozostałych obwodów, wchodzących w skład naszego okręgu. Zakarpacie w historii nigdy nie było państwowo związane z Polską, mniejszość polska jest tam znikoma i są to potomkowie nie ludności autochtonicznej jak tu, tylko po prostu migranci z innych regionów obecnej Ukrainy. Przyjrzawszy się naszej obecności na Zakarpaciu rad jestem przyznać, że jest całkiem zadowalająca. Jest tam obecny polski kapitał, prężnie działa Towarzystwo Kultury Polskiej Zakarpacia, w Użhorodzie czynna jest polska szkoła sobotnio-niedzielna im. ks. Józefa Tischnera. Ale doszliśmy do wniosku, że przyda się na Zakarpaciu większa polska obecność kulturalna w wymiarze społecznym, gdyż chcemy w ten sposób wesprzeć współpracę samorządów tego obszaru z samorządami polskimi. W 2018 roku doszło do podpisania listu intencyjnego między samorządem województwa podkarpackiego a władzami obwodu Zakarpackiego, który daje wszelkie formalne podstawy do intensyfikacji współpracy. Po kilkunastoletniej przerwie na przełęczy Beskid pod Menczyłem między Wołosatem a Łubnią odbyły się Dni Dobrosąsiedztwa, bardzo dobrze przyjęte przez społeczność obu zaprzyjaźnionych sąsiadujących, a teraz formalnie już ze sobą związanych regionów. Realizowane są już teraz liczne projekty bilateralne dzięki programowi współpracy transgranicznej Polska-Białoruś-Ukraina. Chcemy, żeby w regionie tym pojawiło się jeszcze więcej współczesnej polskiej kultury. Na tym opieraliśmy decyzję o tym, żeby przegląd filmów „Pod Wysokim Zamkiem” przelał się przez Karpaty, przez Przełęcz Tucholską na południe. Tak też się stało. Mieliśmy w Użhorodzie 7–9 grudnia bardzo dobrą widownię. Dochodziły nas głosy, że nowe polskie kino utrafiło w myśli i troski mieszkańców Zakarpacia. Otóż pierwszym filmem, który pokazaliśmy, była „Cicha noc” Piotra Domalewskiego, obraz, który w tym regionie Ukrainy jest zrozumiały jak nigdzie indziej, opowiadający o wyzwaniach i nieszczęściach, jakie niesie emigracja. Podsumowując: usłyszałem na Zakarpaciu od wszystkich narodowości i środowisk głos, że ciekawi je polska kultura i to, co dzieje się w Polsce. Potencjał jest duży, bo i Uniwersytet w Użhorodzie ma kontakty z polskimi uczelniami, a w ostatnich latach pojawili się tam pracownicy naukowi, których interesuje Polska i współpraca z naszym krajem. Towarzystwo Kultury Polskiej Zakarpacia oceniam wysoko, ponieważ jego członkowie posiadają wysoki stopień samoorganizacji, w swojej siedzibie zgromadzili bardzo dobrą bibliotekę, która jest w ciągłym ruchu, mają wyrobioną pozycję na swoim terenie. Myślę, że wyjście Zakarpacia poza taki paradygmat węgiersko-ukraiński może być czymś, co samych mieszkańców tego terenu frapuje. Wróciłem właśnie stamtąd i zapamiętałem wypowiedziane przez gubernatora Zakarpacia Hennadija Moskala słowa, że tam nie ma miejsca, które byłoby powiązane z jakimś historycznym konfliktem polsko-ukraińskim. Wielokulturowość regionu stanowi bardzo dobry potencjał do pogłębienia refleksji na temat przeszłości i sposobu mierzenia się z wyzwaniami współczesności.

A.G.: Rozpoczynamy rok 2019. Jakie plany ma konsulat we Lwowie na ten rok?
2018 rok był dla naszej placówki rokiem szczególnym – stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości, jubileuszu tutaj we Lwowie niełatwego. Rok 2019 również obfituje w okrągłe rocznice związane z konfliktem polsko-ukraińskim sprzed stu lat, ale przecież nie tylko one. Musimy pochylać się nad trudnymi aspektami naszej wspólnej historii, ale i myśleć o kontynuacji rozmowy o przyszłości. W Centrum Kultury Polskiej i Dialogu Europejskiego w Iwano-Frankiwsku, które we współpracy z Przykarpackim Uniwersytetem Narodowym im. Stefanyka właśnie wydało drukiem fundamentalną pracę Czesława Chowańca o twierdzy stanisławowskiej, będziemy kontynuować rozważania o dawnym Stanisławowie. Cieszę się bardzo, że dzięki Centrum kontynuowane są badania nad historią tamtego regionu w okresie międzywojennym, ale – i przede wszystkim – trwa jego znakomita praca w środowisku miejscowym. W tym roku będziemy nadal współpracować z uniwersytetami w Stanisławowie i w Warszawie przy projekcie polsko-ukraińskiego centrum wymiany akademickiej w Mikuliczynie i dalszych działaniach na rzecz odbudowy obserwatorium w Czarnohorze. Wreszcie, 2019 rok przyniesie kolejną edycję Przeglądu Najnowszych Filmów Polskich. Jest to największa polska impreza kinematograficzna w Europie wschodniej, wydarzenie, które tutaj we Lwowie, ale również w dwóch pozostałych miastach obwodowych naszego okręgu konsularnego magnetycznie przyciąga widza, i to wcale nie tylko tego z kręgów polskiej mniejszości. Będziemy kontynuować przypominanie turystycznych tradycji na szlaku karpackim, intensywnie działać ze środowiskami sportowymi, współpracować z młodymi Polakami. Pracujemy nad wzmożeniem procesu odtwarzania polskich elit w tej części Ukrainy. Chcielibyśmy wreszcie, żeby 2019 rok był rokiem niezakłóconej pracy w dziedzinie upamiętnień historii i żeby był to rok dialogu ze wszystkimi, którzy chcą go prowadzić, a nie wygłaszać monolog. Planujemy podwyższenie standardów pracy konsulatu w zakresie obsługi naszego klienta wizowego i paszportowego i innych, którzy korzystają z naszych usług. Jesteśmy urzędem otwartym dla klienteli, którego praca ma służyć zbliżeniu naszych obydwu krajów i ma obsługiwać potrzeby zarówno Polaków mieszkających w tej części Ukrainy jak i obywateli Ukrainy, którzy podróżują do Polski. Sądzę, że przy tym znakomitym zespole, z jakim mam zaszczyt pracować, podnoszenie poziomu obsługi klienta w 2019 roku nie będzie wyzwaniem, a oczywistością.

W.J.: Panie Konsulu, dziękujemy za wizytę. Trzymamy kciuki i życzymy wszystkiego dobrego!
A.G.: Zapraszamy do naszej redakcji i studia!
Bardzo dziękuję Kurierowi Galicyjskiemu nie tylko za to, że jest, ale również za to, że się rozwija, dziękuję za znakomitą współpracę i za patronat medialny, którego Kurier tak chętnie udziela naszym przedsięwzięciom.

Rozmawiali Anna Gordijewska i Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 1 (317) 18-31 stycznia 2019

X