O lwowskich pomidorach

O lwowskich pomidorach

Lwów, rok 1925. Obok teatru na Wałach, widać starszą kobietę z zakupami, wraca do swego domu w domu Skarbkowskim. W sporej sznurkowej torbie niesie pękate pomidory. To Teofila Nowakowska, niegdyś jedna z najwybitniejszych aktorek sceny lwowskiej. Dzisiaj zapłaciłaby za swoje ulubione tomaty majątek.

Warzywniak w naszej lwowskiej dzielnicy jest jak muzeum rzeczy osobliwych. Nie żeby były tam jakieś rzadkie warzywa czy owoce, ale ze względu na ceny.

Pośród niewielkiej ilości warzyw obecnych na lwowskich targowiskach i warzywniakach pomidory zajmują centralne niemal miejsce. W naszym warzywniaku występują za rozkoszną cenę 130 UAH za kilogram. Są to pomidory w wersji ekskluzywnej – cherry, ale i tak cena wydaje się delikatnie mówiąc przesadna.

W encyklopedii wydanej na początku wieku XX pisano o pomidorze: „Pomidor, rodzaj psiankowatych, z których najwięcej znanym jest pomidor jadalny, zwany także jabłkiem złotem.

 

Jest to ziele roczne, o korzeniu wrzecionowatym, pnącej się łodydze, gałęzistej, soczystej, lepkiej, włoskami porosłej, o liściu wielkim, nie-parzysto-pierzasto-dzielnym, kwiatach żółtych, o jagodach kulistawo-przypłaszczonych, pomarańczowych lub czerwonych, bardzo soczystych. Pochodzi z Gwinei i bywa powszechnie dla owoców uprawiany. Owoców smaku przyjemnie kwaskowatego używa się głównie za przyprawę do rozmaitych potraw”.

Jabłkiem złotym zwany i jak złoto we Lwowie kosztuje. Jeszcze starsze, dziewiętnastowieczne opisy lwowskie podają, że wczesne pomidory sprowadzano, aż z Teneryfy. „Wyspy kanaryjskie, a szczególnie jedna z nich Teneryffa nie tylko dostarcza wczesnych pomidorów, ale pod jesień niezliczone ich mnóstwo wysyła do Hamburga, który jest głównym odbiorcą tego produktu, a zkąd on rozchodzi się po całych Niemczech, Skandynawii i Rosyi”.

Ten lwowski wczesny pomidorek za 13 euro też chyba przybył z Teneryfy, a jego umęczony stan wskazuje, na to, że zrobił to na piechotę. Jest rzeczą oczywistą, że za zdrowie trzeba płacić. Wiadomo przecież, że te okrągłe kulki są pełne słońca, zdrowia i witamin. Wiedziały o tym już ponad 100 lat temu lwowskie przekupki proponujące przechodniom rozmaite pomidorowe przysmaki, a zgorszony kronikarz buntował się w roku 1900:

„Te jakieś soki czy eliksyry z pomidorów, które przekupki sprzedają na rynku pod ratuszem we Lwowie, zbyt nieapetycznie wyglądają i zresztą są więcej jak podejrzanej czystości, aby się odważyć na ich kosztowanie”.

W roku 1934 cena na pomidory we Lwowie wahała się od 30 do 60 groszy za kilo. Były wystarczająco tanie nawet dla studentów: kiedy na Wydziale Rolniczym Politechniki zaczęły się antysemickie zamieszki rozjuszona młodzież studencka właśnie pomidorami rzucała w profesora Kazimierza Bartla, który ostro sprzeciwiał się atakom na żydowską młodzież.

Był to czas całkiem sporej popularności pomidora. Człowiek głupi nazywany był we Lwowie „durnowatym pomidorem”, a chemik Roman Alpern przymierzał się do wyprodukowania zeń kwasu cytrynowego. Ciągle w dwudziestoleciu spotkać można było tych, którzy uważali, że pomidor to wymysł, kaprys i zupełnie niepotrzebny składnik jadłospisu. Ale już Witkacy na przykład, pomidory uwielbiał, żonie obiecywał w liście: „Będziesz jeść same pomidory. Będę chodził z Tobą do kina, tylko nie opuszczaj mnie”.

Kiedy Lwów został „wyzwolony” przez sowietów okazało się, że poczciwe lwowskie pomidory średnich rozmiarów są już passe. W czasach, kiedy rozgromiono prawa genetyki, orzeczono, że pomidory mogą być jak arbuzy. Bzdurne teorie urosły do rangi religii. Stanisław Lem wspominał pobyt we Lwowie prawej ręki Łysenki – Iwana Głuszczenki, który „pokazywał pomidor wielkości mniej więcej dużej piłki futbolowej. Zapanowało powszechne osłupienie. Ktoś chciał pomacać, ale usłyszał, że pomidor jest z wosku, a oryginał znajduje się w Moskwie. Na to jeden z profesorów powiedział, ale tak ciszej, półgębkiem, że on już widział, jak wyciągają za uszy białego królika z cylindra, mimo to wie, że króliki w cylindrach się nie rodzą”.

***
Układ się zmienił, pomidor, który miał być coraz większy, stał się znacznie mniejszy i droższy. Króliki w cylindrach się nie rodzą, za to pomidory – owszem. Można je potem nabyć tylko we Lwowie.

Beata Kost

Tekst ukazał się w nr 10 (158) 29 maja – 14 czerwca 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

X