Polskie wsparcie dla skansenu Sergiusza Sylantiewa, Polaka w Borysławiu fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Polskie wsparcie dla skansenu Sergiusza Sylantiewa, Polaka w Borysławiu

Dzięki wsparciu darczyńców, przede wszystkim z Polski, w Borysławiu został odnowiony po pożarze unikatowy skansen prywatny, który założył i prowadzi miejscowy Polak Sergiusz Sylantiew. Od młodych lat kolekcjonuje stare przedwojenne dzieła sztuki, przedmioty zabytkowe, które eksponuje w przywiezionych z Karpat drewnianych chałupach.

– Pomimo wojny ludzie odwiedzają skansen – powiedział Sergiusz Sylantiew. – Bardzo dużo ludzi przyjeżdża ze Wschodniej Ukrainy, którzy są na wczasach w Truskawcu, Schodnicy. Nawet na Google jest bardzo dużo dobrych, pozytywnych opinii. Była wycieczka z Zamościa, 30 osób. Jechali na Pikuj, szczyt w Karpatach. Zeszłego tygodnia było dwóch panów, którzy byli na wczasach w Truskawcu. Pytam się: „Nie boicie się jechać?”. „Nie, czemu. Nie boimy się”. Przychodzą też dzieci ze szkół.

Sergiusz Sylantiew, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

Zauważyłem, że w zabytkowych pomieszczeniach skansenu zwiększyła się ilość eksponatów.

– Kupić coś takiego, żeby było dla kogoś interesujące, to kosztuje i za każdy eksponat trzeba zapłacić – wyjaśnił Sergiusz. – Niestety wszystkie pieniądze, które ofiarują uczestnicy wycieczek idą na kupno eksponatów. Największym chyba sukcesem niedawno był zakup we Lwowie wielu rzeczy po architekcie Piotrze Tarnowieckim. Nawet jego dwie pieczątki mam i projekt jednego z domów, który on budował i parę jego zdjęć osobistych.

W tym dniu spotkaliśmy w skansenie delegację z gminy Czarna w województwie podkarpackim.

– Sergiusza uważam za strażnika polskości tutaj, w Borysławiu – stwierdził Jacek Ostaszewski. – Tyle co on nazbierał tych różnych zabytkowych rzeczy, które ocalił to naprawdę zachwyca. Trudno znaleźć człowieka, który z taką pasją wszystko to czyni. Wielkim nieszczęściem był ten pożar, gdy część eksponatów została uszkodzona, zniszczona niepowrotnie, ale jakoś mu się udało to odbudować. Jest to dla mnie człowiek niesamowity. W miarę możliwości ile się da pomagamy mu z Polski. Takiemu człowiekowi warto pomagać.

Jacek Kranz, fot. Igor Rewaga / Nowy Kurier Galicyjski

– Jako Polak odbieram to bardzo pozytywnie – dodał Jacek Kranz, emerytowany leśniczy z Wołosatego. – Bardzo jestem wdzięczny panu Sergiuszowi, że zachowuje ślady przeszłości tych ziem. Wiadomo, że gdy patrzymy na przebieg historii, musimy być świadomi, że historii nie wolno fałszować. Historia musi być prawdziwa. Realia są takie, jakie są. Wiemy, że tu kiedyś była Polska, polska ludność, że mieszkali tu Polacy. W większości może nawet. I zachowane tutaj przedmioty świadczą o tym dobitnie, że tutaj żyli ludzie, którzy korzystali z tego wszystkiego co jest tu pokazane. Z tych materiałów. Kupowali te towary. To bardzo cenna inicjatywa. Nie możemy obrażać się na rzeczywistość. Dzisiaj jest tak, że tutaj akurat jest Ukraina i my jako Polacy uznajemy ten fakt i przyjmujemy do wiadomości. Po polskiej stronie my też dbamy o groby. Na przykład, ja mieszkam w miejscowości, skąd w 1946 roku mieszkańcy zostali całkowicie wysiedleni na Ukrainę, ale zostawili swoje groby, swój cmentarz. To miejscowość Wołosate. I ja od lat opiekuję się tym cmentarzem. Porządkuję groby. W dniach Wszystkich Świętych zapalam znicze. I to właśnie na tym ma polegać nasza nowa rzeczywistość, nowa historia, która ma już 80 lat. Ale pamięć o tym co było kiedyś powinna trwać zawsze i nie powinna być żadną kontrowersją w relacjach między Polską i Ukrainą. My spokojnie podchodzimy, z sentymentem, do takich miejsc jak tutaj. Nie mamy żadnych podtekstów, żadnych jakichś ukrytych intencji. Cieszymy się, że ktoś to pokazuje. I tak samo jak ktoś przyjeżdża do nas, do Polski, a dzisiaj bardzo dużo Ukraińców osiedla się w Polsce, to my przyjmujemy ich bardzo życzliwie i staramy się pomagać. Bo wiemy, że szczególnie teraz jest trudna sytuacja dla całej Ukrainy, dla narodu ukraińskiego i wiemy, że mamy wspólnego wroga, jedziemy na jednym wózku. I dlatego pięknie, że takie muzeum istnieje. Dobrze, że ludzie, zarówno Ukraińcy, jak i Polacy, mogą je zwiedzić i dowiedzieć się o historii. I pozostaje sentyment, prawda i nic więcej. Po prostu radość, że coś takiego się zachowało – podkreślił Jacek Kranz.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Inicjatywy polskiego społecznika w Borysławiu wspiera też Fundacja PolandHelps.

– Borysław to bardzo ciekawe miasto – mówi Wito Nadaszkiewicz, koordynator akcji PolandHelps w Ukrainie. – To miasto z bogatą polską historią. Niestety Polaków zostało tam mało. Ale właśnie Sergiusz jest kustoszem polskości w Borysławiu. On dba nie tylko o skansen. Opiekuje się też Polakami starszymi, którzy mieszkają w wioskach dookoła Borysławia. Na ogół ten region teraz przeżywa nie najlepsze czasy, bo kryzys gospodarczy, podobny na przykład, do tego w przemysłowych miastach Dolnego Śląska, niestety trwa tam już chyba od początku lat 90. Ale Sergiusz się nie poddał jak wiele osób, depresji, prokrastynacji, ani też nie wyjechał do Polski. Jestem pewien, że w Polsce też odnalazłby siebie. Może jest lepiej być tam, gdzie się człowiek urodził, tam, gdzie mieszka. On naprawdę robi wielkie rzeczy – prowadzenie skansenu, budowanie tej olbrzymiej kolekcji artefaktów, naprawdę bardzo cennych. Moim zdaniem, ta osoba jest godna zachwytu i jak najbardziej naszego polskiego wsparcia.

fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

Dzięki wsparciu PolandHelps udało się zakupić i zainstalować system monitoringu, aby poprawić funkcjonowanie zespołu muzealnego.

Sprzęt dla skansenu, fot. Konstanty Czawaga / Nowy Kurier Galicyjski

– Przez pismo „Kurier Galicyjski” chcę serdecznie podziękować Wito Nadaszkiewiczowi za udostępnienie, zakup sprzętu monitoringowego dla Muzeum „Karpacka chata” w Borysławiu – powiedział Sergiusz Sylantiew. – Taki sprzęt jest niezbędny, żeby cały czas muzeum było monitorowane, bo parę lat temu przez nieznanych sprawców muzeum spłonęło. Więc bardzo dziękuję wszystkim, którzy się przyczynili do tego zakupu.

Prywatny skansen Sergiusza Sylantiewa został wpisany na listę obiektów turystycznych obwodu lwowskiego.

Konstanty Czawaga

Odwiedziłem odnowiony po pożarze skansen Polaka w Borysławiu

Przez całe życie pracuje jako reporter, jest podróżnikiem i poszukiwaczem ciekawych osobowości do reportaży i wywiadów. Skupiony głównie na tematach związanych z relacjami polsko-ukraińskimi i życiem religijnym. Zamiłowany w Huculszczyźnie i Bukowinie, gdzie ładuje swoje akumulatory.

X