Polityka europejska jest ostrą grą interesów

Wielki potencjał kryją Karpaty – kraina geograficzna o starych tradycjach regionalnych, pięknych krajobrazach i ciekawych pamiątkach. O Forum Karpackim, promocji Karpat i współpracy regionalnej z Dawidem Laskiem, ze Stowarzyszenia Euroregion Karpacki, rozmawiał Wojciech Jankowski.

W roku bieżącym miała miejsce kolejna edycja Forum Karpackiego. W jakim kierunku zmierza ten projekt?
W kierunku dobrze znanym. To dzięki pomocy szwajcarskiej możemy zaprosić partnerów z całej Europy do Rzeszowa. Jest to okazja pokazania Karpat jako – z jednej strony – regionu zaniedbanego i obszaru Europy pozostającego na marginesie zainteresowań polityków. A, z drugiej strony, jako wielki potencjał ludzi, instytucji, środowisk, które oddolnie chcą budować to, czemu przeszkadzają politycy, czyli wspólną przestrzeń gospodarczą. Bardzo ważny jest element internacjonalizacji Karpat. Dlatego w tym roku, podobnie jak w poprzednich na targach i panelach mieliśmy wielu gości z zagranicy. Na stoiskach targowych prezentowało się dziesięć państw europejskich, natomiast od czwartku mamy zaszczyt gościć przedstawicieli europejskich regionów przygranicznych. Jestem w zarządzie tej organizacji i to spotkanie oznacza, że dodatkowo mieliśmy prawie 200 przedstawicieli z Europy.

Podsumowując to wszystko, możemy stwierdzić, że ta impreza stała się wiodącą imprezą targowo-konferencyjną w euroregionie karpackim. W przyszłości chcielibyśmy na mapie imprez europejskich stanowić najważniejsze wydarzenie. Miejsce spotkań, gdzie przedstawiciele obszarów przygranicznych, obszarów górskich, gdzie przedstawiciele obszarów alpejskich i karpackich spotykają się i rozmawiają ze sobą o współpracy. Ma to szczególne znaczenie w obecnej niestabilnej sytuacji geopolitycznej, kiedy słyszy się i mówi o tym. Kontekst ukraiński pojawiał się podczas wszystkich dni spotkania. Chcemy, żeby alpejsko-karpackie forum współpracy było jasnym sygnałem dla Europy, że jesteśmy gotowi i otwarci na tę współpracę. Z drugiej strony – że jesteśmy do niej świetnie przygotowani.

Mówił pan, że ten aspekt Ukrainy dawał się przez cały czas odczuć?
Tak. Było to też niesłychanie interesujące usłyszeć opinię gości z Europy Zachodniej. Zdradzę tu tajemnicę, że podczas dyskusji na walnym spotkaniu członków euroregionów przygranicznych jeden z przedstawicieli Niemiec specjalnie zabrał głos w tej sprawie i podkreślił, że sytuacja na Ukrainie jest tak na prawdę konsekwencją tego, że partnerzy europejscy nie dotrzymują się uzgodnień zawartych w umowie o demontażu Bloku Wschodniego. Przypomniał, o zobowiązaniu NATO: blok nie będzie rozszerzać się na teren byłego Związku Radzieckiego. Zostało to w polityczny sposób zadeklarowane Gorbaczowowi. W tym przez Kohla, który był partnerem podczas rozmów.

Oczywiście z polskiego punktu widzenia, było to o tyle ciekawe, że nie zawsze rozumiemy spojrzenia Europy na problem ukraińsko-rosyjski czy na problem europejsko-rosyjski. Wielu moich rozmówców, kolegów, przyjaciół, mówiło tak: „Słuchajcie, najważniejsze dla nas są relacje z Rosją, ponieważ ona jest partnerem gospodarczym dla Europy. Będzie źle, jeżeli wypchniemy Rosję z współpracy europejskiej, bo wtedy skieruje się ona na Chiny i Indie i będziemy mieli duży problem”. Oczywiście inna jest pozycja Stanów Zjednoczonych w tym zakresie. Realizują one swoje interesy w tym zakresie, czasami sprzeczne z interesami europejskimi.

Bardzo dobrze, więc, że ta narracja w sprawie Ukrainy nie brzmiała jednym głosem, czyli nie była monotematyczna, a podczas tych rozmów byliśmy w stanie poznać głos partnerów europejskich. Jest to, z pewnością, ciekawe i uzupełnia tę wiedzę, którą czerpiemy z codziennych relacji i wiadomości medialnych.

Czy znaczy to, że wiele osób na Zachodzie traktuje Ukrainę jako strefę tylko rosyjską?
Oczywiście. Nie wiem na ile wynika to z takiego bezrefleksyjnego spojrzenia na tę część Europy, ale np. Szwajcarzy, gdy zaczęliśmy z nimi współpracować, nie mogli się zorientować, gdzie jest Ukraina, Słowacja, Białoruś. Musimy tu wczuć się w sytuację naszych partnerów zachodnioeuropejskich. Nasza perspektywa – polska czy ukraińska – jest inna niż perspektywa holenderska, a nawet szwajcarska. Dla nich wiele procesów jest niezrozumiałych i myślę, że tu udało się o tym porozmawiać i pokazać, że nasze podejście, ze względu na uwarunkowania historyczne, jest inne. Ja nie mam złudzeń, żeby ktoś z zachodnioeuropejskich partnerów czy polityków długo upierał się przy pewnego typu twardym stanowisku w stosunku do Rosji.

Patrząc na to bardzo pragmatycznie – wszyscy wiemy kim jest Putin, ale on ma broń nuklearną, więc jeżeli będziemy to wszystko tak ukierunkowywać, to ja dziękuję. Jesteśmy krajem w strefie przyfrontowej – i wtedy co? Jeżeli eskalacja konfliktu doprowadziła do tej krawędzi, to nie leży to w niczyim interesie. Ważne jest, żeby Ukraina sama rozwiązała ten problem.

Natomiast wydarzenie takie jak nasze Forum, powinno być miejscem, gdzie styka się ta optyka europejska. Widzimy tu kalejdoskop interesów, różne potrzeby. Tym samym obszar karpacki i euroregion karpacki nabierają jeszcze większego znaczenia, bo od wielu lat twierdzimy, że z europejskiego punktu orientacji Ukrainy region karpacki jest najlepszym laboratorium.

Proszę zauważyć ukraińska część Karpat to są cztery obwody, otoczone państwami Unii Europejskiej: Rumunia, Węgry, Słowacja i Polska. Mogliśmy tu stworzyć takie rozwiązania, które byłyby modelowymi i moglibyśmy przetestować wiele mechanizmów współpracy. Niestety, ze względu na oportunizm polityków na poziomie europejskim czy państw UE dziś jako Euroregion Karpaty nie mamy strategii, nie mamy programu operacyjnego i przez to jesteśmy skazani na własne siły – podobnie jak Ukraina.

A więc to oportunizm polityków?
Polityka europejska, oprócz całego przesłania ideologicznego Unii, jest ostrą grą interesów. Czasami mamy wrażenie, że w sposób bardzo skuteczny blokowane są nasze inicjatywy karpackiego wymiaru współpracy. Mówimy o tym od 2005 roku. Alpy, które są o wiele bogatsze i nie wymagają specjalnego wsparcia, tak jak my, mają w Unii swój program Alpine space, mają strategię rozwoju. Niemcy narzucili nam strategię dunajską, która nie ma się do nas nijak, bo jesteśmy terenem górskim. A spoglądając z góry – na pograniczu polsko-słowackim stykają się strategie dunajska i bałtycka. Brak tu przestrzeni polityki europejskiej na to, żeby lansować się jako obszar strategiczny. Jest to systematycznie blokowane. Zablokowane było to jeszcze przez byłego komisarza do spraw polityki rozwoju regionalnego. Doprowadziło to do sytuacji, że rozpoczyna się kolejna perspektywa finansowa UE, a my nie mamy żadnych środków finansowych, programu operacyjnego, nie mamy niczego, co moglibyśmy przedstawić.

Oznacza to, że jesteśmy za słabi nie mamy swego lobbingu i przegrywamy z innymi grupami interesów?
Tak można określić. My, jako Euroregion, struktura pozarządowa, ale międzyregionalna, skupiająca wiele podmiotów regionalnych, możemy jedynie proponować pewne rozwiązania. Natomiast Polska, Węgry, Rumunia czy Słowacja, jako kraje unitarne, mają swoje stolice i swoje rządy i proponują pewne rozwiązania. My po raz kolejny, pomiędzy kolejnymi programami finansowymi, rozbiliśmy się o mur niezrozumienia u naszym ministrów i premierów. Stwierdzili oni, że te rozwiązania, dotyczące Karpat, są wystarczające. Skończyło to się na tym, że znów brak jednolitego programu karpackiego, brak strategii karpackiej. Wszystko to osłabia konkurencyjną pozycję Euroregionu Karpackiego na mapie Europy.

W związku z tym, kluczowe znaczenie ma to, że wspiera nas Szwajcaria. Jesteśmy w stanie stosować alternatywne rozwiązania rozwoju tych obszarów, powiedzieć sobie szczerze, że jeżeli nie zrobimy coś sami, to nikt nam nie pomoże. Dlatego proponujemy tu bardzo konkretne pociągnięcia: stworzenie marki karpackiej – swego rodzaju znaku jakości Euroregionu i całych Karpat. Przyniesie to zyski dla tych, którzy będą tu dalej pracować.

Podstawowym problemem całego Euroregionu karpackiego jest to, że najlepsi i najzdolniejsi ludzie stąd wyjeżdżają, bo nie widzą tu dla siebie przyszłości. Nam chodzi, aby ściągać tu turystów, za nimi inwestorów, żeby powstawała infrastruktura, miejsca pracy i jakaś przyszłość. Nie jest tak, że interwencja środków unijnych wszystko załatwi. Oczywiście wiele rzeczy poprawia się, ale orientacja jedynie na fundusze europejskie usypia ludzką przedsiębiorczość – takie jest moje zdanie. Przyzwyczailiśmy się do projektów. A tu projekt się kończy i nic poza tym się nie dzieje. Chcemy wysłać jasny sygnał do Europy, że jako Euroregion jesteśmy świadomymi partnerami i nasz potencjał może być niezależny od środków unijnych.

Skąd wątek współpracy szwajcarskiej?
Są jakby dwa oblicza pomocy szwajcarskiej. Jako nowe państwo EU Polska korzysta z programu polsko-szwajcarskiej współpracy. Jest to taki mechanizm kompensacyjny – w zamian za to, że Szwajcaria korzysta ze swobód europejskich (rynku, swobodnego przemieszczania się) zdecydowała się przekazać nowym państwom członkowskim pewną sumę pieniędzy. 500 mln franków szwajcarskich trafiło do Polski, z czego 1% przypadł Euroregionowi Karpaty. Realizujemy ten program współpracy, i co mnie najbardziej cieszy, dzięki tym pieniądzom udało nam się bardzo, ale to bardzo szeroko współpracować ze Szwajcarami. Nauczyliśmy ich przez te trzy lata czym jest Polska i czym są Karpaty. I tu, jeżeli wszystko pójdzie dobrze w rozmowach Szwajcaria-Unia, to możemy liczyć na dalsze wsparcie z ich strony. Bardzo wiele również od nich nauczyliśmy się. Pokazali jak funkcjonuje nowoczesne państwo obywatelskie, a obecnie chcemy te doświadczenia wykorzystać na korzyść całego Euroregionu Karpackiego.

Rozmawiał Wojciech Jankowski
Tekst ukazał się w nr 21 (217) 18–27 listopada 2014

 

X