Polityczna poprawność tragedią Zachodu

Polityczna poprawność tragedią Zachodu

O różnicy pomiędzy Zachodem i Wschodem, pojednaniu w sprawach dotyczących ukraińsko-polskiej przeszłości i niechęci do dziennikarzy, z Krzysztofem Zanussim rozmawiał student dziennikarstwa Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie Walenty Digtiarenko.

 

Nie akceptuje kultury masowej, określając ją jako niską. Jego filmy, wśród których są m.in. „Persona non grata”, „Serce na dłoni”, „Życie, jako choroba śmiertelna przekazywana drogą płciową”, rzadko goszczą na szerokim ekranie.

 

Swoje zdanie lubi przeciwstawiać ogólnie panującej opinii, prowokować dyskusję i w taki sposób zmuszać ludzi do myślenia. Polski reżyser Krzysztof Zanussi – to człowiek – „planeta”.

Wspólnie z żoną Elżbietą, wywodzącą się z winnickich magnatów Grocholskich, 72-letni Zanussi prowadzi zadziwiająco aktywne życie. Festiwale filmowe, lekcje, odczyty, spotkania, zdjęcia – od USA po Daleki Wschód. Jego harmonogram zaplanowany jest na miesiące naprzód, ale reżyser znajduje czas by podzielić się doświadczeniem z młodymi artystami, dziennikarzami, ludźmi nauki. Studentów magisterskiego programu dziennikarstwa UKU we Lwowie zaprosił do swego domu pod Warszawą.

Dla mnie kino i telewizja – to jedna unikalna przestrzeń.
Jeżeli aktor gra tylko w filmach, ale nie gra w teatrze, to jaki z niego aktor? Nie odczuwam podziału zawodu. Często bywam w telewizji i jeżeli mogę poprowadzić program, robię to z radością. Zdarzało się, że robiłem film, który potem długo pokazywała telewizja i na odwrót. Naturalnie, jest różnica formatów i podejścia do widza.

W telewizji nieraz trzeba po dwa, a czasem i trzy razy powtarzać te same rzeczy, bo widz w tym czasie może rozmawiać przez telefon, lub pójść zrobić sobie herbatę. W kinie tego nie ma, bo tam panuje ciemność i cisza. Dlatego w swoim domu mam salę kinową i bardzo ją lubię.

Wszystko co można powiedzieć w wywiadzie, nie da się przekazać w dialogach filmu.
A jest to bardzo ważne. W wywiadzie jest możliwość wypowiedzenia się. Często udzielam wywiadów. Zdarza się udzielać ich także nie za bardzo rozgarniętym dziennikarzom.

Ale dbam o swoje interesy i nie chcę w tym wywiadzie wyglądać jak on sam. Dlatego sam opowiadam to co jest ważne, żeby wywiad był w porządku. Ile zebrało się we mnie nienawiści i agresji do dziennikarzy? Jak bym miał możliwość, dał bym im wszystkim w łeb (śmieje się – aut.). Ale nie mogę.

Mam nadzieję, że mój najlepszy film jeszcze nakręcę.
Szkoda mi czasu na siedzenie na emeryturze i pisanie wspomnień. W pewnym wieku wielką radość wywołuje to, co robi się po raz pierwszy. Ponieważ czuję się młodo, robię to czego jeszcze nie robiłem i czego mogę się nauczyć.

Jest to dziwne, ale jestem nienajgorszym konferansjerem koncertów symfonicznych. Nie śpię w nocy przed wyjściem na scenę, denerwuję się bardzo, ale potem, gdy publiczność bije brawo, cieszę się niezmiernie. Sam nie wiem, po co to robię – to nie mój zawód, ale to mi się podoba.


Określenie historycznych grzechów przychodzi z trudem.

Ostatnimi laty żyliśmy różnie. Ukraina trafiła do Związku Radzieckiego, a my – nie. W Polsce nie było takich prześladowań, nie było krwawych lat międzywojennych, jak u was. Żyliśmy wtedy w wolnym kraju i nie za dobrze odnosiliśmy się do Ukraińców. Jak również do Żydów.


Nacjonalizmowi, który wtedy u nas się pojawił, towarzyszyła błędna chęć paraliżowania wszelkich mniejszości narodowych. Polakom lżej uznać siebie za ofiary, jednak uświadomić sobie, że po nas pozostawały ofiary – to wstyd. Ale wolne państwo uznaje swoje pomyłki. Tam, gdzie jest wolność, jest też możliwość uznania swych błędów by nie powtarzać je w przyszłości.

X