Polak, Japończyk – dwa bratanki (cz. II)

Polak, Japończyk – dwa bratanki (cz. II)

Jej Cesarska Mość cesarzowa Japonii Sadako Kujo (Fot. dbpedia.org)Polacy na Dalekim Wschodzie

Pierwsza wojna światowa szybko przerodziła się w Rosji w rewolucję, a ta wywołała krwawą kontrrewolucję i interwencję obcych wojsk. Na rosyjskim Dalekim Wschodzie, we Wschodniej Syberii i Mandżurii zapanowała anarchia. Powszechna była nędza, głód, wszy i choroby. Oblicza się, że przebywało tam wtedy około 50 000 Polaków, a w tym około 5000 polskich dzieci, głównie sierot i półsierot. O ile los dorosłych był bardzo ciężki, o tyle los małych sierot był po prostu tragiczny.

Spyta ktoś, skąd na Dalekim Wschodzie tylu Polaków? – Otóż Polacy znaleźli się tam w sposób, można powiedzieć, naturalny. Głównie byli to wykwalifikowani fachowcy i robotnicy kolejowi, których angażowano do budowy i eksploatacji Kolei Transsyberyjskiej, którzy skuszeni wysokimi zarobkami przyjeżdżali tu wraz ze swoimi rodzinami. W tej polskiej grupie było też niemało zesłańców, a od momentu pierwszej wojny światowej także przesiedleńców z terenów Kongresówki. Armia rosyjska cofając się przed Niemcami, wywoziła z Polski co tylko wywieźć się dało. Fabryki, warsztaty, zakłady pracy. Wszystko to wywożone było w głąb Rosji wraz z zatrudnionymi pracownikami i ich rodzinami. Rosjanie pozostawili po sobie pustą i „spaloną ziemię”. Polacy przewożeni masowo do Rosji, trafiali bardzo różnie, czasem wieziono ich aż na Syberię. Dopóki istniał reżim carski, jakim by on nie był, przesiedleńcy z Polski mieli w nim jakieś oparcie. Wszystko skończyło się z chwilą upadku caratu. Nastąpił czas krwawego terroru, który bezlitośnie odsłonił różnice pomiędzy ludnością sprowadzoną z Polski, a ich obecnym otoczeniem. Szansą na ratunek dla Polaków, stały się okupacyjne wojska Japońskie. Jakoż Japończycy wzięli Polaków pod ochronę!

Japonia stała się drugą ojczyzną dla polskich dzieci

16 września 1919 roku z inicjatywy Anny Bielkiewicz, córki syberyjskiego zesłańca, powstał Polski Komitet Ratunkowy Dzieci Dalekiego Wschodu. Pomagał jej Józef Jakóbkiewicz – lekarz i wychowawca młodzieży. Komitet zorganizował we Władywostoku ochronkę, do której zaczęto sprowadzać bezdomne polskie sieroty zbierane po prostu z ulic, z dworców, placów etapowych, z przytułków rosyjskich i chińskich.

Wkrótce Komitetowi skończyły się pieniądze i dobrze rozwijająca się akcja zdawała się dobiegać końca. Wtedy zwrócono się do Japończyków i Polonii Amerykańskiej. Pani Bielkiewicz udała się do Japonii, gdzie rozmawiała o problemach polskich dzieci w Ministerstwie Armii Lądowej i Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Dwaj z najwyższych urzędników owych ministerstw, panowie Ishibashi i Mushakoji zajęli się tą sprawą szybko i bardzo serdecznie. Załatwiono przede wszystkim polskim dzieciom oficjalną możliwość przybycia do Japonii.

Prezes Japońskiego Czerwonego Krzyża miał zająć się organizacją ewakuacji dzieci z Władywostoku i dalszą nad nimi opieką już w Japonii. Pierwsze statki z Władywostoku zaczęły przewozić polskie dzieci do Japonii w lipcu roku 1920. W pięciu transportach morskich przewieziono około 400 dzieci. Statki dochodziły do portu Tsuruga, a stamtąd dzieci jechały koleją do Tokio. W Tokio chore dzieci oddzielano od zdrowych. Chore trafiały do szpitali. Zdrowie tych dzieci było niejednokrotnie w fatalnym stanie. Zagłodzone, zarobaczone, pokryte niegojącymi się ranami, często chore na choroby zakaźne. Znany był przykład japońskiej pielęgniarki, która zmarła na tyfus, którym zaraziła się od dzieci. Natomiast dzieci zdrowe przyjmowały ośrodki należące do Japońskiego Czerwonego Krzyża, skąd kierowane były do Fukudenkai – buddyjskiego towarzystwa charytatywnego. Tam miały nie tylko opiekę, ale organizowano im naukę, wycieczki, stały kontakt z japońskimi rówieśnikami. Naprawdę bardzo starannie dbano o ich powrót do normalnego życia. Było to konieczne po przejściach, jakie były udziałem tych nieszczęsnych dzieci. Sierociniec Fukudenkai stał się okazją do zapoznania społeczeństwa japońskiego z problemami, z jakimi borykała się Polska. Był to czas ofensywy bolszewickiej na Warszawę i ważyły się losy niepodległej Polski. Dla Japończyków był to powód do odwiedzin polskich dzieci, przekazania im podarunków, okazania im sympatii. Odwiedzały polski ośrodek organizacje kobiece, studenci, kapłani buddyjscy. Wreszcie 6 kwietnia 1921 roku szpital Czerwonego Krzyża, gdzie przebywały chore polskie dzieci odwiedziła Jej Cesarska Mość cesarzowa Sadako Kujo. Było to wydarzenie głośne na całą Japonię.

Zmasakrowana wojnami Polska nie była w stanie zapewnić tym dzieciom transportu do kraju. Od września 1920 roku aż do lipca 1921 raz po raz odpływały na japońskich statkach transporty zdrowych już i odżywionych dzieci z Jokohamy do Seattle w Stanach Zjednoczonych. Tam opiekę nad dziećmi przejmowała Polonia Amerykańska. Dzieci przewożono pociągami do Nowego Jorku, skąd statkiem przez Atlantyk do portu w Gdańsku. Minister zdrowia RP dziękował serdecznie Japończykom za opiekę nad dziećmi, ale to wcale nie był koniec japońskiej pomocy!

W roku 1922 Polski Komitet Ratunkowy zebrał na terenie Zabajkala i Kraju Chabarowskiego 390 polskich dzieci. Tym razem wśród nich wiele było takich, które oddawali Komitetowi rodzice nie będący w stanie ich wyżywić. Zabiegano tą drogą o ratunek dla nich jak i o to, aby chociaż one mogły powrócić do kraju. Dzieci przewieziono do Władywostoku, a stamtąd do japońskiego Osaka. Te dzieci były w dużo gorszej kondycji niż poprzednie. Zagłodzone, półnagie i bose. Widoku nędzy tych dzieci nie dało się znieść. Japońska prasa nagłośniła to jako międzynarodowy skandal. Cesarzowa z własnych funduszów przekazała pieniądze na ich utrzymanie. Do ośrodka gdzie przebywały polskie dzieci przychodziły dla nich dary z całej Japonii. Wszystkie dzieci musiały mieć nowe ubranie, a wobec tego ubrano je po japońsku, bo niby jak miano je ubrać?

Dziewczynki dostały niebieskie kimona w białe wzory i różowe pasy, a chłopcy białe w czarne wzory. Podobno dzieciaki prezentowały się w tych japońskich kimonach, nadzwyczaj korzystnie! Zaraz też rozpoczęły się badania lekarskie i segregacja dzieci na chore i zdrowe. Dzieci nigdzie nie odsyłano. Przebywały w mieście Osaka, a dziećmi opiekował się pan Kimura, szef miejscowego oddziału Japońskiego Czerwonego Krzyża. Po wyleczeniu chorych i ogólnym podniesieniu kondycji wszystkich dzieci, uformowano z nich dwie grupy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

X