Podziemny świat Stanisławowa Zapadnięta ziemia koło Ratusza, 1993 r. Fot. Lubomyr Stasiw

Podziemny świat Stanisławowa

Od czasu do czasu w centrum miasta zapada się asfalt, odkrywając przed przechodniami murowane ceglane sklepienia. Sprzyja to różnorodnym plotkom, że pod miastem istnieje rozgałęziona sieć podziemnych tuneli, ale nie każda dziura w nawierzchni prowadzi do podziemnego tunelu, dlatego spróbuję przelać nieco światła na „czarne dziury” Stanisławowa.

Podziemia Ratusza, stan obecny. Zdjęcie autora

Pod Ratuszem

Najczęściej ziemia zapada się wokół Ratusza. Najgłośniejsze zapadnięcie ziemi (i ostatnie) miało miejsce w 1993 r., gdy przed kawiarnią „Galant” zapadła się część chodnika. Wraz z kolegami z klasy wleźliśmy w tę dziurę i zobaczyliśmy wiele ciekawego. Pod ziemią istnieje cała amfilada sal, które opasują wokół gmach Ratusza. Dostać się jednak do magazynów Muzeum krajoznawczego jest niemożliwie – wejście chronią potężne metalowe drzwi, podobne do tych w schronach. Rodzi się pytanie – co to za podziemia? A odpowiedź jest prosta. Nasz Ratusz wybudowano w 1935 r. według projektu architekta Treli. Wcześniej stał tu inny budynek, do którego stosunek mieli panowie Pokutyński i Przybyłowski. Otóż Ratusz prof. Pokutyńskiego był znacznie większy od współczesnego – wydłużony z południa na północ. Tak więc w 1993 r. mieliśmy szczęście wędrować piwnicami północnego skrzydła starego Ratusza.

W czasie budowy Białego budynku zniszczono cały bastion. Fot. Zenowij Sokołowski

Biały budynek

Budowlańcy, stawiający gmach obwodowego komitetu partii, tzw. Biały budynek, opowiadali o olbrzymich podziemnych korytarzach, na które natrafili podczas rycia fundamentów. Szerokość korytarza pozwalała mijać się dwóm wozom. Zgodnie z sowieckimi tradycjami – wszystko to zostało zniszczone i teraz zamiast wozów parkują tu zagraniczne marki aut urzędników Białego budynku. Lecz faktycznie pod tym gmachem były podziemia – w czasach budowy stanisławowskiej fortecy stał tu VI półbastion, a w jego wnętrzu były kazamaty, gdzie trzymano broń, amunicję i inne wojskowe wyposażenie. W latach 1970. w kazamatach mieściły się magazyny, gdzie przetrzymywano owoce i jarzyny.

Za sowietów w tych kazamatach był magazyn owoców i jarzyn. Fot. Zenowij Sokołowski

Pod płotem

Wszyscy dobrze orientują się, gdzie znajduje się główna brama wjazdowa do pałacu Potockich. Jeżeli pójdziemy od niej w lewo, omijając róg gmachu szpitalnego, to zobaczymy płot, okalający dawny szpital, a po drugiej stronie – resztki wałów obronnych. W latach 1970. pracowali tu archeolodzy.

Jak wspomina architekt Zenowij Sokołowski wykopano wówczas okrągłe sklepienia z cegły, prowadzące w głąb pod kompleksem pałacu. On nawet osobiście wędrował tam przez kilka metrów, dopóki nie natknął się na osuwisko. Archeolodzy znaleźli tu kamień z wyrytym herbem Stanisławowa, który obecnie znajduje się w Muzeum krajoznawczym. Niestety dalsze badania podziemi zostały wstrzymane i przypomina je olbrzymie zapadlisko w ziemi.

Pomiędzy „Malwą” a taksówkarzami

Przed kilku laty wszystkie media trąbiły o tajemniczym zapadlisku, które pojawiło się na ul. Setnika Martyńcia koło centrum handlowego „Malwa”. Wypadło mi brać udział w wykopaliskach w tych piwnicach. Tak właśnie – piwnicach, a nie w podziemnym tunelu, jak chcieliby niektórzy.

Przed wybuchem I wojny światowej pasaż Gartenbergów – dzisiejsza „Malwa”, była wokół zabudowana kamienicami, część budynków została zrujnowana podczas działań wojennych. W okresie międzywojennym ruiny wyrównano i zalano asfaltem. W naszych czasach taksówkarze oblubowali sobie to miejsce na postój. Przez stałe wibracje i obciążenie sklepienia nie wytrzymały i zapadły się. Jednak to, co tam znaleziono, zasługuje na osobny artykuł.

Autor podczas eksploracji miejskich podziemi

Prawdziwe przejście podziemne

Po mieście krążyła legenda, że istnieje jakieś podziemne przejście ze Stanisławowa do Halicza. Rozpowiadali ją zarówno przeciętni mieszkańcy, jak też solidni historycy. Należy jednak pamiętać, że Andrzej Potocki był magnatem, a nie dyrektorem „Metrobudu”. W XVII wieku wyrycie takiego tunelu było technicznie po postu niemożliwe. A i nie miało żadnego sensu. Tunele zazwyczaj ryto w jednym celu – by umożliwić właścicielowi zamku i jego rodzinie w razie potrzeby niezauważalnie opuścić oblężoną fortecę. Biegły one przeważnie od zamku, a wychodziły gdzieś w najbliższym lasku czy koło rzeczki, gdzie schowana była też łódka. Stanisławów był małym miastem i w promieniu pół kilometra otaczały go ogrody, płynnie przechodzące w lasy. Tu pojawia się pytanie – gdzie miałby kończyć się tunel?

Przypuszcza się, że biegł równolegle do ul. Halickiej aż do Bystrzycy. Jest tu kilka „ale”. Po pierwsze, Trakt Halicki był intensywną arterią transportową i Potocki, nawet gdyby wyszedł na powierzchnię, mógł od razu trafić w ręce Turków czy moskali. Po drugie, w miejscu dzisiejszego parku żołnierzy-internacjonalistów był olbrzymi staw i drążyć pod nim przejście było zbyt drogo i niebezpiecznie – mogło zostać zatopione.

A teraz kilka faktów, które tworzą swoistą krajoznawczą mozaikę. W 1958 r. koło wejścia do pasażu Gartenbergów od strony ul. Halickiej zapadł się asfalt. Prace w tym miejscu wykonywali pracownicy obwodowego zjednoczenia budów i szef obiektu Stepan Szmat zainteresował się, cóż jest pod ziemią. Zszedł z jednym z robotników pod ziemię i przeszli około 70 m w kierunku ul. Mazepy. Tunel ciągnął się dalej, ale chłopcy nie mieli odwagi posuwać się dalej i zawrócili. Jak wspomina Stepan, tunel był dość wysoki, tak że poruszali się wyprostowani. Posadzka do kostek była usłana kurzem, a ze sklepienia zwisały pajęczyny.

Po miesiącu – w czasie budowy czteropiętrowej kamienicy przy ul. Mazepy 38, w jej podwórzu zapadła się ciężarówka. Gdy udało się ją wyciągnąć traktorem, zauważono znajomy tunel z podobnym murowanym stropem, kurzem pod nogami i pajęczynami, lecz tym razem nikt nie zaryzykował tam wejść.

Więc podziemny tunel istniał! Prowadził na zachód i biegł równolegle do ul. Mazepy. Przed trzystu laty w okolicy obecnego jeziora były moczary, błota, strumyki dopływające do Bystrzycy Sołotwińskiej oraz gęste chaszcze – idealne miejsce, aby niepostrzeżenie wyjść na powierzchnię.

Gdzie kopać?

Jak widzimy większość podziemnych przejść zasypano, albo bezpowrotnie zniszczono. Ale jest jeszcze jedno miejsce, gdzie nie stąpała noga budowlańca ani archeologa. Mam na myśli pałac Potockich. W części, która wychodzi na Wały, stare kazamaty zachowały się nienaruszone. Kiedyś były tam magazyny leków, a wśród nich są takie, których nawet personel szpitala nie przebadał do końca. Obecnie intensywnie lobbowany jest projekt zburzenia wszystkich pałacowych zabudowań i wystawienia tu super współczesnego centrum wystawowo-rozrywkowego. Czy takim centrum zainteresują się turyści? Zaś stare podziemne tunele na pewno ich zwabią.

Iwan Bondarew

Tekst ukazał się w nr 3 (463), 14 – 27 lutego 2024

X