Tercjarz oblat III Zakonu Franciszkanów (bernardynów) Klemens Feć, był faktycznie jedynym opiekunem kościoła parafialnego w Samborze w latach 1959–1961, gdy parafia została pozbawiona stałego duszpasterza. W 1959 roku z nakazu władz komunistycznych miasto opuścił w ramach tzw. repatriacji długoletni proboszcz ks. Michał Ziajka oraz miejscowi bernardyni: o. Jacek Bober i br. Klet Bonar. Na miejscu pozostał jedynie br. Klemens. W tym czasie władze wszelkimi sposobami przymierzały się do zamknięcia kościoła parafialnego pw. Ścięcia św. Jana Chrzciciela w Samborze. Jednak dzięki postawie tutejszych Polaków, w szczególności organisty samborskiego kościoła Jana Kawy, br. Klemensa Fecia OFM oraz członków komitetu kościelnego udało się na pewien czas zarejestrować ks. Jozuasa Pavilonisa, a następnie ks. Kazimierza Mączyńskiego. Dla kościoła w Samborze najtrudniejszymi zatem były lata 1959–1961, gdy zawisło nad nim realne zagrożenie przeznaczenia świątyni do użytku świeckiego. Należało wykazać się heroicznością, aby przeciwstaLąwić się całej ówczesnej maszynie ateistycznej, zmierzającej do pełnej sekularyzacji społeczeństwa.
Niesłusznie po upływie lat te postacie, które nie zważając na konsekwencje broniły wszelkimi sposobami tego zabytku sztuki sakralnej w Samborze pozostają w całkowitym zapomnieniu. Zapomnieniu uległ zwłaszcza braciszek bernardyński, ostatni zakonnik w mieście, który spoczywa w grobowcu bernardyńskim na samborskim cmentarzu. Nie dysponujemy ani jego zdjęciem, ani większą ilością dokumentacji. Jedynym widocznym znakiem jest świadectwo zgonu przechowywane w archiwum bernardynów w Krakowie.
Z tej też racji wydaje się uzasadnione, aby wydobyć z mroków zapomnienia jeszcze jedną tak ważną postać, która niewątpliwie przyczyniła się do ratowania naszej świadomości narodowej i religijnej, zaś widocznym tego znakiem będzie choćby umieszczenie stosownej inskrypcji na bernardyńskim grobowcu w Samborze.
Michał Izydor Feć urodził się 11 maja 1896 roku w rodzinie mieszczańskiej Stanisława i Katarzyny z domu Witkowska w Sędziszowie, na terenie diecezji tarnowskiej. Do klasztoru bernardynów został przyjęty w 1922 roku.

Całe życie był związany z jedyną placówką zakonną w Samborze. Tutaj otrzymał zatrudnienie w charakterze zakrystiana miejscowego kościoła zakonnego oraz kucharza. Po roku przebywania w Samborze złożył 6 stycznia 1923 roku na ręce miejscowego przełożonego pierwsze śluby zakonne, przyjmując imię Klemens, a 11 marca 1929 roku złożył wieczyste śluby tercjarskie III Zakonu i do końca życia pozostawał jako tercjarz oblat, mimo zachęty do odbycia nowicjatu I Zakonu.
Już w pierwszym roku posługiwania br. Klemens Feć znacznie przyczynił się do postępu prac restauracyjnych kościoła bernardynów w Samborze. W kronice konwiktu tak wówczas pisano: „Nadzieje i zamiary powzięte w latach ubiegłych co do restauracji kościoła wewnątrz uskutecznione zostały bieżącego roku. Pomimo szczupłych funduszów, które z ofiar dobrowolnych zebrano, przystąpił przełożony o. Arnulf Nowak do roboty. Ponieważ jak wspomniano, fundusze były małe, więc radziliśmy sobie w ten sposób, że po odprawionych nabożeństwach wszyscy ojcowie tj. o. Arnulf, o. Jacek Bober, br. Klet Bonar, br. Klemens Feć szli do kościoła i pomagali jak mogli w skrobaniu kościoła z wapna. Po dwóch prawie miesiącach kościół już był wybielony i ołtarze odczyszczone”.
Każdego roku w porze jesiennej bracia posługujący w klasztorze: Klet i Klemens udawali się do Sambora oraz pobliskich miejscowości takich jak Biskowice, Czukiewi Strzałkowice na kwestę za ziemniakami, zbożem i innymi produktami na stół zakonny.
W trakcie wizytacji prowincjalnej w 1938 roku zanotowano: „Po odprawieniu mszy św. na intencję i o pomyślność dla każdego klasztoru i modlitw przepisanych rytuałem zakonnym, zwiedziłem kościół, zakrystię i klasztor, przeglądałem i podpisałem księgi kościelne i klasztorne i stwierdziłem przy tym, że wszystko znajduje się w ładzie i porządku. Ojcowie i bracia pracują gorliwie w zgodzie i miłości pod doświadczonym i przykładnym kierownictwem o. gwardiana, który troszczy się o wszystko i wszystkich oraz stara się o odzyskanie właściwego klasztoru, zajętego przez starostwo”.
Po wybuchu II wojny światowej i pierwszej okupacji sowieckiej br. Klemens Feć był świadkiem rewizji, przeprowadzanych przez bolszewików w klasztorze i kościele, szczególnie 28 czerwca 1941 roku, kiedy sowieci przeszukiwali kościół i klasztor. Jednak mimo chwil grozy i niepokoju nikomu z domowników nie wyrządzono żadnej szkody. W Samborze brat pozostał po zakończeniu II wojny światowej, a także po wyjeździe bernardynów o. Jacka Bobera i br. Kleta Bonarado do Polski w 1959 roku.
Brat Feć zdecydował się nie wyjeżdżać, lecz w miarę swych sił nadal posługiwać przy miejscowym kościele parafialnym. Niebawem po wyjeździe samborskich bernardynów do Polski, przez pewien czas parafia była pozbawiona proboszcza. Do września 1959 roku w Samborze mieszkał wprawdzie o. Marcin Karaś CSsR, jednak miał od władz komunistycznych zakaz prowadzenia duszpasterstwa w parafii. O. Karaś w godzinach porannych w mieszkaniu przy ul. Zamiejskiej sprawował cichą mszę św., a następnie udawał się do kościoła, aby tam modlić się wraz z wiernymi. W tajemnicy przed służbami państwowymi spowiadał w zakrystii, porządku zaś pilnowali organista Jan Kawa i br. Klemens Feć. Przez pewien czas w kościele nie było Najświętszego Sakramentu, jednak na wyraźną prośbę wiernych, o. Karaś umieścił w tabernakulum kilka konsekrowanych hostii. Br. Feć zobowiązał się pilnować, a w razie niebezpieczeństwa schować je i odwieźć do czynnej świątyni.
W sprawozdaniu informacyjnym „O stanie i działalności religijnych kultów we lwowskim obwodzie z 1 stycznia 1960 roku i pracy przewodniczącego w 1959 roku” zapisano, że jeszcze „w październiku 1959 roku do miasta Sambora przybył na stały pobyt o. Kaszuba. Organy milicji Sambora zameldowały o. Kaszubę na stały pobyt. Komitet religijnej wspólnoty Sambora zwrócił się z pisemną prośbą o zarejestrowanie o. Kaszuby jako księdza w ich wspólnocie. Wszystkie dokumenty i rejestracja księdza Kaszuby zostały skierowane do przewodniczącego Rady ds. religijnych kultów przy Radzie Ministrów URSR z prośbą o rozeznanie i radę co do rejestracji i jednocześnie wysłano dokumenty. W telefonicznej rozmowie otrzymano nakaz: Kaszubę nie rejestrować. Prośbie samborskiej wspólnoty o rejestrację o. Kaszuby odmówiono” i kościół pozostał bez kapłana.
W tej sytuacji opiekę nad parafią sprawował komitet kościelny, w którym główną rolę odgrywał br. Klemens Feć. Jednak z powodu zniszczenia w latach 90. wielu dokumentów, w tym protokołów posiedzenia rady parafialnej, nie wiemy na jakim stanowisku w komitecie parafialnym był zatrudniony. Komitet miał prawo raz w miesiącu zapraszać kapłana na niedzielną mszę św. Był nim ks. Jan Szetela z Nowego Miasta, który w Samborze w latach 1959–1961 sprawował mszę św. w każdą pierwszą niedzielę miesiąca. W pozostałe niedziele wierni gromadzili się w świątyni na śpiewaniu nabożnych pieśni i na modlitwach prowadzonych przez br. Klemensa Fecia, zaś przy organach zasiadał Jan Kawa, dawny organista z Mościsk.
Dopiero w 1961 roku władze komunistyczne w Samborze nadały z urzędu i zarejestrowały proboszcza w osobie ks. Jozuasa Pavilonisa, kapłana archidiecezji ryskiej, zwanego potocznie przez parafian – „Litwin” i „nieznającego tutejszych stosunków, nie władającego językiem polskim”. Mimo to wierni przyjęli nowego proboszcza z wielkim entuzjazmem, nie wiedząc, że jako współpracownik władz komunistycznych został przysłany, by zamknąć tutejszy kościół, podobnie jak to czynił rok wcześniej w Stanisławowie.

Ks. Pavilonis w Samborze wnet popadł w wiele konfliktów z parafianami, w tym także z br. Klemensem Feciem, oddanym bez reszty sprawom parafii. Brat zakonny został publicznie oskarżony przez proboszcza o defraudację pieniędzy z kasy kościelnej. Podobne oskarżenia padły również w stronę miejscowego organisty Jana Kawy (dawny organista kościoła św. Katarzyny w Mościskach, który przybył do Sambora w 1948 roku wraz z wyrzuconymi klasztoru redemptorystami). Niebawem sprawa miała się wyjaśnić, a oskarżenia były sfabrykowane przez proboszcza dla zdyskredytowania podstawowych członków parafii oraz rozbicia miejscowej wspólnoty. Mimo jednak wielu takich i tym podobnych prób nie udało się złamać oporu tutejszych Polaków i katolików, którzy nadal zamierzali trwać na ojcowiźnie.
Jak donosił sędziwemu o. Jackowi Boberowi w Kalwarii Zebrzydowskiej wspomniany Jan Kawa, br. Michał Feć zmarł w szpitalu w Samborze 9 lipca 1963 roku. „Miał najpierw żółtaczkę i już ustępowała, zaczął się lepiej czuć, wtem zaskoczyła go druga choroba, nie wyznaczyli jaka. Poddał się operacji i po 3 dniach zmarł”. Przeżył 67 lat.
Ceremonią pogrzebową zajął się organista Jan Kawa. Br. Klemens Feć został pochowany bez udziału miejscowego proboszcza, jedynie pod przewodnictwem organisty. „Wszyscy parafianie odprowadzili go na miejsce wiecznego spokoju i leży w grobowcu oo. bernardynów”. Był to zatem ostatni pochówek w grobowcu bernardynów w Samborze.
Marian Skowyra
Tekst ukazał się w nr 3 (463), 14 – 27 lutego 2024
