Rezydencje na Lewobrzeżnej Ukrainie

Rezydencje na Lewobrzeżnej Ukrainie

Wbrew obiegowym opiniom, posiadanie teściowej może być pożyteczne, a nawet przyjemne. Zwłaszcza wtedy, gdy teściowa pisze książki i lubi pracować w romantycznych miejscach. Jestem jednym z takich szczęściarzy (bez ironii) – mam wspaniałą teściową, która do pracy nad najnowszą książką wybrała się nie byle gdzie, a do pałacu w Kaczanówce koło Czernihowa.

Czernihowska trójca: Sokiryńce, Trościaniec, Kaczanówka
Po powrocie z wojaży po rzymskokatolickich klasztorach, podczas których pokonałem ponad 11 tys. km, nie wahając się ani przez chwilę, zgodziłem się zawieźć teściową do Kaczanówki. Mimo tego, że z Kijowa do tej miejscowości jest około 500 km w jedną stronę. Skusiła mnie możliwość odwiedzin rozkosznego pałacu w Sokiryńcach i dendrarium w Trościańcu, położonych niedaleko Kaczanówki. Tam jeszcze nie byłem. Jadąc z Kijowa do Sokiryniec i Trościańca, można wybrać krótszą, ale gorszą drogę, prowadzącą przez Pryłuki i hustyński klasztor. Stare, sowieckie płyty, którymi wyłożona jest droga, nie pozwalają na napawanie się wędrówką. Ale nawet to wytarte, betonowe podłoże jest lepsze od dziurawych dróg w okolicach Lwowa. Na miejscu od razu rzucił nam się w oczy zupełny brak turystów. Była niedziela. Sytuacja dość dziwna, bo do Kijowa i do Czernihowa jest blisko, a zmotoryzowanych chętnych do oglądania nowych, ciekawych miejsc mamy już całkiem sporo. Poza nami nie było jednak nikogo. Spotkaliśmy tylko kilka miejscowych rodzin powracających przez zaniedbany park z kąpieliska.

Ruiny neogotyckiego mostu w Sokiryńcach (Fot. Dmytro Antoniuk)Sokiryński zespół parkowo-pałacowy został założony przez pułkownika Pawła Gałagana, którego ród wywodził się jeszcze ze starszyzny kozackiej. Rodzina od pokoleń związana była z Ziemią Czernihowską i w okolicach pozostało jeszcze wiele pamiątek związanych z Gałaganami. Dzięki wspaniale zaprojektowanemu parkowi, pałac wygląda okazale ze wszystkich stron. Bryła pałacu jest olbrzymią konstrukcją, długość której dobiega 105 m. Jest to jedna z największych rezydencji na Lewobrzeżnej Ukrainie. Czterystumetrowa aleja wysadzona tujami prowadzi do ozdobionego kolumnami pałacu. Okrążając pałac trafimy na dużą polanę, na którą z pałacu można się dostać przez imponujące zejście udekorowane antycznymi posągami. Jeszcze do niedawna były zniszczone, obecnie są już po renowacji. Od tej strony pałac wygląda wyjątkowo okazale.

Pomimo nawoływań, nie udało się nam odnaleźć stróża i dostać do pałacowych wnętrz. Jedyne co mogę powiedzieć: olbrzymia sala balowa na piętrze zachowała się w całości – widać ją przez szybę w drzwiach. W pałacu w latach dwudziestych XX wieku założono szkołę rolniczą, obecnie jest to szkoła o profilu licealnym. Gospodarze starają się utrzymać obiekt w należytym stanie. Na utrzymanie parku, liceum nie ma pieniędzy. Brakuje m.in. na wykwalifikowanych ogrodników. Mimo tego warto tu pospacerować, można podziwiać wspaniałą, dobrze utrzymaną rotundę, neogotycki mostek, niestety w stanie ruiny. W pałacu jest niewielkie muzeum poświęcone znanemu kobziarzowi – Ostapowi Weresajowi. Niestety, zwiedzić je można jedynie w dzień powszedni. Na bazie zbiorów Gałaganów z sokiryńskiego pałacu powstało Muzeum Sztuki w Czernihowie.

Aleja tui w Trościańcu (Fot. Dmytro Antoniuk)Prawie Eden
Kolejną dziedziczną rezydencją przedstawiciela kozackiej starszyzny jest Trościaniec z jego słynnym dendrarium. Majątek należał do przedstawicieli ukraińskiej szlachty z rodu Skoropadskich. W rodzinie było dwóch hetmanów: Iwan Skoropadski w XVIII wieku, a dwieście lat po nim buławę otrzymał Pawło Skoropadski. Dziadek ostatniego, mecenas i działacz społeczny, również Iwan, był właśnie założycielem tego majątku. W 1833 roku zbudował eklektyczny drewniany pałac, w którym przez wiele lat kipiało życie towarzyskie. Iwan Skoropadski podejmował w nim sąsiadów-ziemian, kobziarzy, literatów, malarzy. Wyrażając się językiem współczesnym, fundował długoterminowe stypendia, które polegały na stałym wikcie i opierunku tj. mieszkaniu w jego, otoczonym pięknym parkiem, pałacu. Przebywał tu często i tworzył m.in., znany ukraiński malarz Mikołaj Ge. Pozostawił portrety całej ówczesnej rodziny Skoropadskich.

Z drugiej strony właściciel Trościańca, jak podają niektóre źródła, brutalnie obchodził się ze swoimi chłopami, którzy tworzyli ten wspaniały park. Po skasowaniu pańszczyzny, Skoropadski miał też odebrać od swych chłopów sporo ziemi rolnej. Być może zachowanie właściciela majątku przyczyniło się do tego, że w 1918 roku okoliczne chłopstwo spaliło „pański” dwór. Z drugiej strony, mógł to być przejaw szerzącego się wówczas powszechnie barbarzyństwa i przemocy. Bezpowrotnie zniszczono wówczas wiele cennych zabytków architektury. Dziś mogłyby stać się turystycznymi atrakcjami Ukrainy. Grób samego Iwana Skoropadskiego cudem ocalał i dziś widnieje na nim znaczący napis: „Drogi przechodniu! Zasadziłem ogród po którym spacerujesz. Był mi uciechą przez całe życie. Jeżeli zauważysz bałagan, prowadzący do jego zniszczenia, powiedz o tym gospodarzowi ogrodu: spełnisz dobry uczynek”. Gospodarzem ogrodu od 1951 roku jest Narodowa Akademia Nauk Ukrainy, która opiekuje się zabytkiem i zorganizowała tu arboretum.

Wiatrak pod Wereskunami (Fot. Dmytro Antoniuk)Jedynie w Trościańcu zauważyliśmy zwiedzających: na parkingu stał autokar i sporo aut osobowych. Przy wejściu można było kupić upominki: magnesy, mapę parku z krótkim opisem, był nawet miód, sprzedawany przez miejscowe gospodynie. W porównaniu z bezludnymi Sokiryńcami, kipiało tu życie.

Entuzjaści uratują nasz świat
Przed wjazdem do sąsiednich Wereskunów, przy drodze z Trościańca do Kaczanówki zachował się stary wiatrak, skrzydła którego niedawno zamieniono na nowe. Podczas zwiedzania kolejnych zabytków czekały nas kolejne przyjemne niespodzianki.

 

W sąsiednim Jużnym urządzono oryginalny plac zabaw. Są tu słomiane lalki młodej i starej pary, wystrojone w autentyczne, haftowane stroje. Uzupełniają dekorację sympatycznie naiwne ludowe obrazki. Obok – strach na wróble przebrany za pszczelarza, piaskownica, stolik pod daszkiem. Na placu krzątała się starsza pani. Jak się potem okazało, to właśnie ona jest pomysłodawczynią tego uroczego zakątka.

Przed trzema laty autorka pomysłu, Warwara Kotenko, obeszła gospodarstwa sąsiadów i zebrała po 5 hrywien. Za uzyskane pieniądze uporządkowała plac, oczyszczając go z chwastów, urządziła dekoracje. Obok ustawiła skrzynkę z wymownym napisem: „Dobrzy ludzie! Róbcie fotografie i wrzucajcie pieniądze!”. Pani Warwara ma zamiar rozszerzyć plac z postaciami, bo bardzo przypadł do gustu mieszkańcom i osobom przyjezdnym.

Warwara Kotenko przy placu zabaw w Jużnym (Fot. Dmytro Antoniuk)Wnętrze chaty na „Sokolim chutorze” (Fot. Dmytro Antoniuk)Przed samą Kaczanówką, przy drodze do stawu, znajdziemy drogowskaz na „Sokoli chutor”. Jest to spory obiekt turystyczny, którym kieruje entuzjasta, krajoznawca, fotograf i szef kozackiego teatru konnego Mykoła Czerep. Jest jednocześnie wicedyrektorem kaczanowskiego rezerwatu. Mykoła Czerep jest potężnym mężczyzną, który swego czasu uprawiał sporty walki – wykapany z niego kozak. Osełedec, złoty kulczyk w lewym uchu, haftowana koszula, a nawet nazwisko czynią z niego potomka kozaków.

Oficyna w Kaczanówce, w której można zamieszkać (Fot. Dmytro Antoniuk)„Sokoli chutor” składa się z autentycznych chat, najstarsza z których ma 150 lat. W każdej z nich można zamieszkać pośród rzeczy z poprzednich stuleci. Na wystrój składają się stare meble, haftowane tkaniny i gliniane naczynia. Jest tu niewielka knajpka, amatorskie muzeum, pole, gdzie można obejrzeć występy kozackiego, konnego teatru. Innymi słowy, jeżeli w Kaczanówce można wypocząć w ciszy i spokoju, to tu dla odmiany w ofercie jest wypoczynek aktywny. Cena wynajmu domu waha się od 90 do 320 hrywien za dobę od osoby; poza weekendem, w tygodniu ceny na chutorze mogą być nieco niższe.

Pałac w Kaczanówce wart jest oddzielnego artykułu. Chciałbym zaznaczyć, że od niedawna zaistniała możliwość zamieszkania w jednym z pałacowych skrzydeł, nawet na dłuższy czas. Okna wychodzą na pałac i park. Pokoje z łazienkami kosztują 90 hrywien za dobę, a wielka mansarda z półokrągłym oknem i z widokiem na pałacowy cour d’honneur (reprezentacyjny dziedziniec) będzie nas kosztowała 300 hrywien za dobę. Właśnie w pałacu zatrzymała się moja szanowna teściowa. Biorąc pod uwagę otoczenie, jej kolejna książka o kijowskich starociach zapowiada się wspaniale.

PS Zdecydowanie polecam dojazd z Kaczanówki do Kijowa dłuższą, ale o wiele lepszą drogą. Prowadzi przez Icznię, objazd w okolicy Niżyna, potem trasą moskiewską przez Kiptę i Kozielec. Nadkładając kilometrów zyskamy jednak względny komfort jazdy.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 13–14 (185–186) 16 lipca – 15 sierpnia 2013

 

Czytaj też:

Miejsce na świętowanie. Pałac w Kaczanówce

X