Pocztówka z Przemyśla

Pocztówka z Przemyśla

Kochani, postanowiłam zwiedzić Przemyśl! Z czym kojarzyło mi się to miasto? Z pieszym przejściem granicznym. Z dworcem. Z bezosobowością i przejezdnością.

Taki Przemyśl pamiętałam z czasów szkolnych. Minęło ponad pięć lat od mojej ostatniej wizyty w tym mieście. Bezpośrednie połączenia Lwów–Warszawa sprawiły, że piesze przejście poszło w zapomnienie. Przemyśl przestał być bezosobowy w momencie, gdy poznałam kilku jego mieszkańców, w tym moich rówieśników. Później przyjechałam tam na spektakl lwowskiego Polskiego Teatru Ludowego (Ciotunia Fredry) i stwierdziłam, że muszę zwiedzić to miasto. Na spokojnie, poświęcając mu choćby kilka dni.

Przygotowałam się więc: zdobyłam mapę, informacje, zapoznałam się z historią poszczególnych zabytków i obiektów, z ofertą muzeów i teatrów.

Ruszyłam w drogę. Dwie godziny tłukłam się w marszrutce Lwów–Szeginie, wysiadłam na stacji autobusowej i z duszą na ramieniu ruszyłam na przejście. Dobrze pamiętałam, jak się przekracza granicę pieszo. Nie działała tu zasada pierwszeństwa, ale siły i mocniejszego łokcia, przy czym tylko przylgnięcie do osoby przed tobą mogło ci zagwarantować, że nikt nie wepcha się przed ciebie. Tym razem granica mnie zaskoczyła. Prawie nie było kolejki. Ludzie przede mną stali grzecznie jeden za drugim, a osoby za mną również grzecznie zatrzymały się za mną. Przekroczenie granicy nie zajęło mi wiele czasu, żaden wopista nie zapytał mnie gdzie i w jakim celu jadę (co było dość dziwne i niemalże mnie uraziło), a po zaledwie trzydziestu minutach siedziałam wygodnie w busie i pokonywałam ostatnie kilometry dzielące Medykę od Przemyśla.

Tarcza z herbem Przemyśla – eksponat Muzeum Historii Miasta (Fot. Elżbieta Lewak)Pierwszym punktem na mojej liście obiektów do zwiedzania było Muzeum Dzwonów i Fajek. Muzeum mieści się w Wieży Zegarowej, przez co sale muzealne są nieduże, położone jedna nad drugą. Przemyskie muzeum posiada ogromne zbiory fajek z różnych stuleci, są tu fajki polskie i zagraniczne, tytoniowe i wodne, fajki współczesne i o wiele od współczesnych starsze. Słowem, zachwycą nie tylko miłośników tego atrybutu, ale i takich niewtajemniczonych jak ja. Okazało się, że Przemyśl był od dawna ośrodkiem fajkarstwa, bo fajki powstawały tu już od XIX wieku. Zaś ekspozycja dzwonów to nie tylko przeróżne eksponaty, dzwony i „fałszywe dzwony”, lecz także liczne informacje oraz historia przemyskich ludwisarni. Dla zwykłych zwiedzających, którzy nie są znawcami tematu, pracownicy muzeum przygotowali wielkie plansze, na których przedstawili cykl powstawania tych pięknych kolosów.

Następnie powędrowałam do Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej (gmach główny mieści się przy placu płk. B. Josolewicza), które posiada wystawy stałe i czasowe. Credo na dwa głosy – taki tytuł nosi  stała, robiąca niesamowite wrażenie wystawa o tematyce religijnej. Eksponowane tam były liczne dewocjonalia, naczynia i szaty liturgiczne obrządków wschodniego i zachodniego. Polecam Państwa uwadze zgromadzone tam ikony, malowidła, mszały i carskie wrota. Znalazło się tam również miejsce na rzeźby i obrazy o tematyce sakralnej, a wśród dzieł wielu znanych twórców, trafiłam między innymi na prace Artura Grottgera i Leli Pawlikowskiej.

W sali obok znajdowały się prace Józefa Wilkonia, ilustratora, rzeźbiarza, malarza, historyka sztuki. Były tu rzeźbione zwierzęta, ptaki, smoki i różne inne stwory, których zwiedzające muzeum maluchy wcale się nie bały, ale z którymi chętnie się zaprzyjaźniały.

Tak bardzo chciałam zobaczyć prace Wilkonia, że o mały włos nie przeoczyłam najcenniejszego eksponatu muzeum. Tuż przy przejściu do „sali Wilkonia”, w rogu, stała niewielka, mojego wzrostu gablota z podświetlonym kamyczkiem. (Jak mogłam! – „kamyczkiem”…) Już miałam ją minąć, gdy zwróciła się do mnie pani pracownik muzeum, siedząca przy tej gablocie: „A czy widziała już pani naszą gemmę?” Gemmę? – zapytałam zdziwiona. – Nie, nie widziałam, a cóż to jest ta gemma?

Fajki zakopiańskie – Muzeum Dzwonów i Fajek (Fot. Elżbieta Lewak)

Jak się okazało, właśnie ów niewielki kamyczek umieszczony w oddzielnej gablocie zaraz przy wystawie o tematyce sakralnej był tą pilnie chronioną bizantyjską gemmą – amuletem typu „hestera” wykonanym z heliotropu. Przy gablocie umieszczono tablicę z jej historią oraz licznymi informacjami na jej temat. Znajdujące się na amulecie greckie napisy sugerują jego greckie pochodzenie, a datę powstania określa się różnie: pomiędzy VI a X wiekiem. Na wypukłej stronie przedstawiona jest głowa z otaczającymi ją ośmioma wężami, a na płaskiej – Matka Boska Orantka (postać orantki to najstarsza forma ikony). Przedmiot stary i niezwykle cenny. Został przypadkowo odnaleziony w 1897 roku, w czasie wojny był przechowywany przez pracowników Muzeum (Aniela Leśniak nosiła ją we włosach zwiniętych w kok). Takich amuletów jest zaledwie pięć na całym świecie. I właśnie Przemyśl posiada jeden z nich!

Na ostatnim piętrze muzeum znajduje się wystawa „Twierdza Przemyśl”, przybliżająca historię jednej z najbardziej znanych warowni I wojny światowej. Można tam zobaczyć nie tylko militaria i fotografie, przygotowane plansze oraz mapy, ale i obejrzeć unikatowe filmy, przedstawiające sceny walk w Przemyślu na początku XX wieku. Prawdziwa gratka dla miłośników historii.

Z kolei w Muzeum Historii Miasta Przemyśla (tuż przy Rynku) obejrzałam ekspozycję wnętrz mieszczańskich z XIX/XX wieku oraz wyposażeń XX-wiecznych domów. Trzy sale zostały zamienione w atelier fotograficzne, gdzie przedstawiono działalność dwóch przemyskich fotografów: Bernarda Hennera i Adama Wysockiego.

Muzeum przedstawia również diachroniczną historię miasta od jego początków, poprzez wiek XIV, aż do XIX/XX. Nie zabrakło więc materiałów o II wojnie światowej, obronie miasta, nie zabrakło mundurów, odznaczeń i zdjęć, swoje miejsce ma historia ludności żydowskiej.

Następnie ruszyłam zwiedzić najbliższe kościoły, których. jak się okazało jest w Przemyślu całkiem sporo. Zobaczyłam Bazylikę Archikatedralną, kościół karmelitów, franciszkanów, jezuitów, reformatów! Tyle tego było, a przecież nie zdążyłam zwiedzić (i za chwilę wytłumaczę – dlaczego) kościoła karmelitanek, reformatów, benedyktynek, salezjanów, dominikanek, dominikanów i bonifratrów.

Przyczyną mojego pośpiechu były Bolestraszyce, a dokładniej – mieszczące się w nich Arboretum. O Arboretum słyszałam dawno – od rodziców, od dyrektora i aktorów Teatru Ludowego we Lwowie. Chciałam i musiałam tam trafić. I trafiłam!

Przesyłam serdeczne pozdrowienia z Przemyśla i obiecuję już niebawem przysłać kolejną pocztówkę – tym razem z pięknego Arboretum!

Elżbieta Lewak
Tekst ukazał się w nr 15 (187) 16 – 29 sierpnia 2013

X