Paweł Kowal: Ukraińskie elity muszą dokonać wyboru

Paweł Kowal: Ukraińskie elity muszą dokonać wyboru

Z polskim eurodeputowanym Pawłem Kowalem na temat integracji europejskiej Ukrainy rozmawia Dariusz Materniak.


Jak ocenia Pan aktualny stan rozmów pomiędzy Ukrainą a UE w sprawie podpisania umowy stowarzyszeniowej?
Wydaje się, że po ostatnim szczycie Unia Europejska – Ukraina, który miał miejsce w Brukseli, pojawiło się dość powszechne przekonanie, że umowa stowarzyszeniowa zostanie podpisana w tym roku. Widać zmianę retoryki strony unijnej, wydaje się, że Bruksela zrezygnowała z polityki nacisków na Ukrainę, o czym może świadczyć choćby sam przebieg szczytu – trwająca ponad dwie godziny rozmowa pomiędzy prezydentem Wiktorem Janukowyczem, a przewodniczącym Komisji Europejskiej Jose Manuelem Barroso i szefem Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem, do której miało początkowo nie dojść. Teraz wszystko zależy od tego, czy Ukraina będzie w stanie zamanifestować przekonywująco swoje dążenie do integracji z UE.

 

Czy w takiej sytuacji Pana zdaniem uda się dotrzymać terminu podpisania umowy w listopadzie tego roku?
Tak, wydaje się, że umowa zostanie podpisana pod koniec listopada podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Najprawdopodobniej ukraińskie władze zdecydują się na utrzymanie status quo w sprawie Julii Tymoszenko i na wypuszczenie z więzienia Jurija Łucenko, co będzie odebrane w Unii Europejskiej jako pozytywny sygnał i sprawa ta nie stanie się hamulcem dla podpisania porozumienia.

 

A w jaki sposób Ukraina powinna ułożyć swoje relacje z Rosją? Powiązania, zwłaszcza gospodarcze, są tutaj nadal bardzo silne.
Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem tego problemu jest działanie w myśl zasady, że wszystko to, co nie jest sprzeczne z zapisami umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą, a Unią Europejską może być realizowane przez Ukrainę. Oczywistym jest, że Ukraina jest suwerennym krajem i może zawierać zobowiązania międzynarodowe w relacjach z innymi krajami. Formuła współpracy 3+1, proponowana przez stronę ukraińską jest chyba najwłaściwszym rozwiązaniem. Tak naprawdę, problem ten ma charakter bardziej polityczny niż prawny – chodzi o to, aby Ukraina zadeklarowała, w którą stronę chce się rozwijać. Retoryka ukraińskich liderów, przede wszystkim prezydenta i premiera przypomina momentami niektóre przemówienia Leonida Kuczmy – w ukraińskiej polityce na stałe bowiem zakotwiczyło się przekonanie, że można w nieskończoność balansować pomiędzy Wschodem i Zachodem – przychodzi jednak moment, kiedy ukraińskie elity będą zmuszone dokonać wyboru.

 

Czy nie ma ryzyka, że wybór ten będzie oznaczał zwrot w kierunku Rosji?
Takie rozwiązanie wydaje się być bardzo mało prawdopodobne. Prezydent Janukowycz chce rządzić samodzielnie, ukraińscy oligarchowie nie chcą podzielić losu Michaiła Chodorkowskiego. W ostatnich miesiącach widać wyraźnie, że Ukraina prowadzi grę z Rosją i w moim przekonaniu robi to całkiem skutecznie. Widać było, że prezydent Janukowycz pojechał do Rosji mocno podbudowany rezultatami spotkania w Brukseli, poza tym ukraińskie władze cały czas deklarują swoje przywiązanie do sprawy integracji z Zachodem, oraz aktywnie działają na rzecz dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia w gaz ziemny. Jeśli te działania przyniosą skutek, będzie można uznać, że jest to sukces Ukrainy. Swoistą mrzonką są bowiem rachuby, które wskazują, że Ukraina ma możliwość wyboru jakiejś trzeciej drogi rozwoju – w swoim czasie tak przedstawiano relacje gospodarcze z Chinami. Jedynym rozsądnym wyjściem z sytuacji dla Ukrainy i jej elit wydaje się być dążenie do zbliżenia z Zachodem.

 

Jak ocenia Pan funkcjonowanie instrumentu, jakim jest Partnerstwo Wschodnie? Czy można wykorzystywać go lepiej?
Zdecydowanie tak, trzeba przyznać, że program ten – którego głównym beneficjentem jest właśnie Ukraina, jest zdecydowanie niedoinwestowany. I tak sporym sukcesem było wyodrębnienie go z Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, jednak wobec faktu, iż przeznaczono na jego realizację tak mało środków, moim zdaniem lepiej było przeznaczyć je na bardziej konkretne inicjatywy, na przykład na utworzenie Uniwersytetu Partnerstwa Wschodniego, co zresztą proponowałem. Wówczas i skuteczność samego programu byłaby wyższa i nie pojawiałyby się zarzuty ze strony Rosji, że inicjatywa ta jest wymierzona w interesy Moskwy.


Jak oceniłby Pan obecne stosunki polsko-ukraińskie? Wiadomo bowiem, że na poziomie politycznym, prezydentów czy ministrów są one dobre, jak jednak sprawa wygląda w innych obszarach?
Wydaje się, że stosunki pomiędzy Polską, a Ukrainą są już na takim poziomie, że pozostają niezależne od koniunktury politycznej. Relacje między politykami są lepsze lub gorsze, a przecież wymiana gospodarcza cały czas pozostaje na wysokim poziomie, niezależnie od problemów w innych obszarach. Podobnie jest zresztą w przypadku relacji z innymi krajami, jak choćby z Litwą czy z Rosją – nawet w okresach gorszej koniunktury politycznej, handel pozostawał na niezmienionym, a czasem wyższym poziomie i uważam że jest to bardzo pozytywna tendencja.

A jak Pana zdaniem na relacje polsko-ukraińskie wpłynie siedemdziesiąta rocznica wydarzeń na Wołyniu? Czy nie spowoduje pogorszenia relacji polsko-ukraińskich?
Jeśli tak by się stało, oznaczałoby to, że jesteśmy bardzo niedojrzali. Uważam, że powinny odbyć się obchody tej rocznicy, zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Na Ukrainie powinny to być wspólne, polsko-ukraińskie uroczystości, natomiast niezależnie od tego należałoby zorganizować także obchody w Warszawie, z udziałem osób będących świadkami tamtych wydarzeń.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Źródło: polukr.net

X